środa, 7 października 2015

Jak przetrwać na zesłaniu, czyli mały poradnik twardziela

Kurwa! Nie pocałowałem stópki Jezuska przecież mojego przed wyjściem!
Ano właśnie - poczucie czegośniezrobienia towarzyszyło mi przez cały okres pobytu na zesłaniu. Jest to zjawisko męczące i irytujące nadmiernie, a dodatkowo wprowadza do scenariusza element niepewności i irracjonalnego lęku, co miało niewątpliwie destrukcyjny wpływ na moje ulokowanie w czasoprzestrzeni.... Dobra... Tyle tytułem zagajenia. Teraz w kilku punktach opowiem Wam mili Państwo jak przetrwać…, bo przetrwanie - jak szerzej wiadomo - jest naszym jedynym celem. Dobra. Oto kochani otwiera przed Wami swe karty…

Krótki poradnik twardziela, czyli jak przetrwać na zesłaniu i wrócić zdrowym na ciele i umyśle

  1. Pocałuj te stópki przed wyjazdem, bo inaczej - kibel. Będziesz miał przesrane w przenośni a często i dosłownie – nadmierny strach wywołany uczuciem czegośniezrobienia może spowodować atak biegunki, co jest wybitnie niepożądane w sytuacji, gdy podróżujesz publiczną komunikacją w towarzystwie innych obywateli. Pomijając kłopoty logistyczne (trudność w zatrzymaniu pojazdu na gwałtowne wezwanie) i topograficzne (gdzie jest kibelek, przyjazny lasek, cokolwiek?) spędzenie wielogodzinnej podróży w osranych gatkach może być i uciążliwe i krępujące zarazem. Może też wywołać agresję ze strony innych pasażerów… i tu przechodzimy do punktu 2.
  2. Staraj się nade wszystko nie uczestniczyć w awanturach, kłótniach, swarach innych oddelegowanych i przygodnych obywateli. Nie daj bogini – nie wszczynaj bijatyk - również w sytuacji, gdy pozostajesz pod wpływem napojów wysokoprocentowych.
  3. Pij z umiarem, szczególnie gdy jesteś niewiastą. Nawet szpetną. Warto pamiętać, że o atrakcyjności fizycznej dziewczyny - w dużej mierze - decyduje ilość spożytego alkoholu… więc tego no. Warto też nie upijać się na biedronkę nie mając przy sobie zaprzyjaźnionego i zaufanego przyjaciela – koniecznie abstynenta, który będzie w stanie dostarczyć nasze pijane cielsko w ustronne miejsce, celem regeneracji.
  4. Jeżeli przebywasz na zesłaniu w okresie jesienno–zimowym, a miejscem zesłania jest dziki ugór a nie czterogwiazdkowy hotel pamiętaj - MOŻE BYĆ ZIMNO! Sorry, taki mamy klimat – ciśnie mi się na usta i słusznie się ciśnie… Odpowiednie odzienie – również to, w którym sypiamy załatwi nam ważny temat – zabezpieczenie komfortu termicznego. Co oznacza, że nie będziemy w cienkim sweterku drżeli niczym osika na wietrze, nie będziemy poruszali się po błocie w mokrych tenisówkach, nie grożą nam długie noce, które spędzimy w skarpetach trzęsąc się przygnieceni dwoma kołdrami plus brudna narzuta…
  5. Podobnie – w okresie jesienno-zimowym nie decydujemy się dla rozrywki na rejsy odkrytymi stateczkami, łódeczkami itp. Oczywiście dotyczy to sytuacji, gdy przebywamy w okolicach rzeki/morza/jeziora/stawu. Pomijając truizm, że stwarza to sporą możliwość utopienia się na amen w pacierzu, to tego typu przejażdżki grożą zapaleniem uszu, płuc lub jakąś inną straszną chorobą, którą możemy nabyć płynąc w jednostce szczelnie opakowanej folią…. Zaufajcie… Wrażenie jest potworne. Godzinna podróż po akwenie w zamkniętym worku foliowym to poważne wyzwanie dla ciała i psyche… Snopki siana... Jedzą krowy... Chałupy przykryte okapem. O! Pies na uwięzi... O!– Ta... Ta... W tak pięknych okolicznościach przyrody... I niepowtarzalnej... Taaa...
  6. Rozrywką o wiele bezpieczniejszą jest książka – pod warunkiem, że nie będzie greyopochodna, bo to z kolei może uruchomić niepożądane tryby w machinie i schemat – złość – alkohol - bijatyka etc.
Po zastosowaniu powyższego raczej powinniście wrócić z zesłania. Mnie się udało ale niestety w perspektywie kolejny wyjazd. Tym razem w stronę cywilizacji – czyli Stolica... Tylko jak dziewczyna z prowincji, która nie wie jak skasować bilet w tramwaju, przykleja nos do szyby cukierni, oblizuje nóż, a czasem zapyta z klasą „czego” odnajdzie się w wielkim mieście. Oj… będzie się działo…



35 komentarzy:

  1. rozrywka alkoholowa na zesłaniu zawsze mile widziana;p pozwoli przetrwać ciężki czas xd

    OdpowiedzUsuń
  2. To teraz przyda się poradnik " jak przeżyć w centrum cywilizacji" :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Losieee coś Ty w tej robocie przeskrobała, że ciągle Cię gdzieś wysyłają xD

    OdpowiedzUsuń
  4. No kochana... widzę podróżniczką się stajesz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem przymusową juz od jakiegoś czasu.

      Usuń
  5. Jak ja się odnalazłam w stolicy to Ty na pewno dasz rade!
    A warto dodać, że ja tam dwa razy po 5 dni siedziałam... I jakoś żyję :D
    Jakby co, to domyślam się, że Anula pomoże ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No zobaczymy:). Ze mną to nigdy nie wiadomo :)))

      Usuń
  6. kiedys bylam na biwaku i mialam wszystko letnie, a nagle przyszedl taki ziab ze niewiadomo bylo co ze soba zrobic na zadupiu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To sa sytuacje- ale potem jest co wspominać:)

      Usuń
  7. Bardzo słuszne uwagi i widać, że z życia wzięte, toteż praktyczne bardzo! Czekam na poradnik o miejskiej dżungli! Sama osobiście wolę już góry i zadupia, choć od dziecka mieszkałam w miastach, a może wręcz dlatego. Nie ma to jak błotko, wiatr we włosach i wooolność :) W mieście wszyscy się na Ciebie gapią, a w razie gafy chętnie zrobią zdjęcie i wrzucą do internetu ku uciesze gawiedzi... Nie, nie, dzikość nastała w cywilizacji, za to cywilizacja z wrzaskiem uciekła na wieś, ot co!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tylko góry. Góry i nic ponad góry. Ale Stolica zobowiązuje! Jak to w martensach tam jechac...;)

      Usuń
    2. Dasz radę, nie takie rzeczy jak martensy stolica widziała :) :D

      Usuń
    3. Myśle ze tam gdzie ja jadę - tak poważnie mówiąc- widuje sie straszliwsze rzeczy:)

      Usuń
  8. kochana dasz radę Ty dzielna kobita jesteś :D
    na pocieszenie też nie wiem jak skasować bilet w tramwaju bo jeszcze żem nie jechała, hehe , jo też oblizuje nóż ale ciii :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A bo Renia my to takie swojskie dziołchy są :)

      Usuń
  9. Zachodzę w głowę jak to jest upić się na biedronkę weź napisz, bo mnie ciekawość zeżre!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to z Wańkowicza- na biedronkę czyli ani rączką ani nóżką. Wiesz, jak biedronka tak podkurcza odnóża i w taki kadłubek niby martwy się robi? To wlasnie to :)

      Usuń
    2. :)))))))
      No niby znam to z autopsji, ale merytorycznie nie zaskoczyłam :D

      Usuń
  10. Upić się na biedronkę haha niezłe porównanie ;)))) No ja się wybieram do stolicy na konferencje i też nie wiem jak tam się poruszać komunikacją miejską, u mnie styka bilet jeden tam podobno na czas.....nie mam pojęcia jak to obczaję haha
    Powodzenia i cieszę się, że wróciłaś cała i zdrowa :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No... Ja na szczescie jadę z kierowcą. Komunikacji miejskiej to ja nawet tu w Casablance nie ogarniam i ganiam z buta:)

      Usuń
  11. Nie polecam przed wyjazdem na obczyzne i gdziekolwiek indziej dalej przesadzać ze stoperanem. Jezus maria:)

    OdpowiedzUsuń
  12. ja tam za alkoholem nie jestem, w ogóle mogłyby trunki nie istnieć dla mnie;) jednak czasem nie można inaczej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Browar od czasu do czasu to ja z przyjemnoscia ale to wystarczy:)

      Usuń
    2. Od czasu do czasu, czemu nie. ;-) Chociaż ja też nie przepadam.

      Usuń
    3. No ale niekiedy trzeba:)

      Usuń
  13. Porady bezcenne :-) Ja bym do tego jeszcze dodała wzięcie zapasu chusteczek higienicznych (coby w razie kataru nie smarkać w rękaw tudzież w srajtaśmę), tabletek od bólu głowy i na rozstrój żołądka.

    OdpowiedzUsuń
  14. Zacznę na odwrót bo od Twojego zakończenia. Muszę Ci to opowiedzieć! Od dawien dawna moja siostra mieszka w Warszawie (teraz też i rodzice tam pomieszkują) i ja jakoś tak od pierwszej liceum sama się tam często do niej wybierałam pociągiem i sama przemierzałam miasto komunikacją miejską bo mieszkała daleeeeeko od dworca. Także tego można by pomyśleć, że kumata, wszystko ogarniam, jestem "taka miastowa". No... tylko, że pewnego razu wprowadzili w stolycy nowe autobusy. Idę sobie z pociągu na taką stację autobusów, patrze, mój stoi. No to podchodzę, w środku ludzie a on ma drzwi zamknięte. No i tak myślę czego on ma te drzwi zamknięte i myślę. "może zimno w autobusie to kierowca zamknął a mnie wpuści jak zobaczy. " Podchodzę od strony kierowcy, pukam i macham jak debil. :] I widzę, ze ludzie się na mnie patrzą, a kierowca nie reaguje. Nagle podchodzi jakiś człowiek koło mnie i po prostu wciska guzik obok drzwi a one się otwierają. Boże jakiego ja buraka wtedy złapałam! Hahahaha. No machający debil. Ja jeszcze w fazie nastoletniej gdzie wszystko przeżywałam bardziej to się chciałam zapaść ze wstydu. No ale kurcze nie wpadłam na to, wtedy jeszcze nigdzie nie było autobusów z takim guzikiem przy drzwiach. Nie wsiadłam do tego autobusu tylko z burakiem na twarzy poszłam się przejść i wróciłam jak już nie było świadków niefortunnego zdarzenia. :D Także tego nie stresuj się! Nawet "niby miastowej" się może zdarzyć :D tak samo jak "dziewczynie z prowincji" jednym słowem naprawdę każdemu :)

    Co do tekstu to wyobraziłam sobie najbardziej czwórkę, oj aż mi zimno teraz. Chyba bym się poryczała :]

    OdpowiedzUsuń
  15. E Malkontentka trochę nas tu wkręca. Pół świata sama przejechała - tak, tak. Stolico drżyj!

    OdpowiedzUsuń