sobota, 28 maja 2016

Zbrodnia, czyli podcięte skrzydła ...

Patrzyliśmy na siebie.
Zafascynowani. 
Kontrastem.
Absurdem.
Pasją.
Tylko on i ja.
Wpatrzeni w siebie i otuleni porozumieniem doskonałym.

On. Piękny. Dumny. Elegancki. Nieobecny duchem, który nadal błądzi po skalistych wierchach... 
Ja. Z rozczochraną głową wciąż zapominającą o przydeptanych trampkach. Łazęga z cieknącym lodem w prawicy...
Opowiadał mi o wolności, o potędze nieprzestępnych górskich szczytów, o sile i odwadze. O dumnej samotności, ktorej słodki smak poznać można jedynie wdychając lodowaty podmuch okalający strome dachy świata.
Wypuść mnie - zażądał
Bezradnie rozejrzałam sie wokół. Omiotlam wzrokiem żebrzącego misia i oszalałą hienę tłukacą sie o ściany wybiegu.
Nie umiem.
Odwrócił sie ode mnie plecami.
Z gardłem pełnym łez, uwalana rozmiękłym lodem wybiegłam z zoo.
Nie wrócę tam. 
Nie wrócę, póki nie dowiem się, jak uwolnić bielika z klatki...

piątek, 27 maja 2016

Kup/nie kup złą/dobrą maskę do włosów, czyli Malkontentka i opinia...

Nie do opisania są uroki i dziwy świata. (K. Čapek). Ano właśnie! Malkontentka nawet podejrzewa, że ta zasada działa w każdym środowisku, a do kategorii nieopisywalnych dziwów wmontowuje się nieomal wszystko – również kosmetyki. Taki pierwszy z brzegu przykład... Ot wpadło Malkontentce w ręce COŚ. I poczęła o owym COSIU czytać. Na blogach, wizażach, forach… i wyczytała, co następuje:
Konsystencja rzadka – ależ zdecydowanie zbyt gęsta!
Produkt wydajny – ależ skąd – zupełnie niewydajny – starcza raptem na dwa użycia!
Pięknie pachnie – co pachnie? Śmierdzącymi gaciami chyba – cuchnie, trudno znieść ten odór podczas stosowania!
Śliczne pudełeczko – rany, ale kicz, opakowanie tandetne i w fatalnej kolorystyce!
Tani – niewyobrażalnie drogi, rujnuje kieszeń, można pójść z torbami!
Bardzo łagodny – rypacz straszliwy, podrażnia nawet najbardziej odporną skórę!
Fantastycznie działa – nie robi absolutnie nic - nie wiadomo czemu ma służyć, totalny badziew!
Włosy są po nim długo świeże – przetłuszcza włosy już w pięć minut po zastawaniu!
… eee
Takie dziwo moi Państwo. I kto by pomyślał, że chodzi o zupełnie niewinną maskę zwiększając gęstość włosów marki YR. Sprawa praktycznie nieznana Malkontentce, ale bardzo popularna w blogosferze… A skoro to takie jakieś niewydarzono-wydarzone... Malkontentka natychmiast postanowiła wypróbować substancję na sobie, licząc w duchu, że po takim koktajlu kontrowersji nie ołysieje doszczętnie.
Nie ołysiała i to w toku ok miesięcznego użytkowania. Chyba że będzie jakiś efekt opóźniony, ale na boginie – oby nie…
A co malkontenckich wrażeń… dorzućmy je do tygielka innych, aby jeszcze bardziej zamieszać w kociołku.
Konsystencja maski nie jest ani szczególnie lejąca, ani wyjątkowo gęsta – ot średnia ogólnomaskowa.
Wydajność – na siedemnaście malkontenckich włosów – przyzwoita.
Zapach – ha – produkt w ogóle nie pachnie, no może leciuchna taka cmentarna woń gdzieś w tle.
Uroda opakowania? Pudełeczko nie wzbudziło w Malkontentce żadnych emocji. Ani wstrętu ani ekscytacji. Ot przyzwoite dość ładne i solidne.
Tani – drogi – tu już kwestia zasobności portfela – bywają tańsze i wcale nie gorsze
Łagodny – i to jest stwierdzenie autorytarne i niepodlegające dyskusji – Malkontentka z wrodzoną gracją łamagi wtarła sobie produkt do oka, wzbogacając niechcący test o nowe doznania i obszary działania – oko jest całe i czuje się dobrze, nawet jakoś wybitnie się nie zaczerwieniło, zatem ok - można wcierać. W oczy...
Działa przyzwoicie. Włosy nie zgęstniały rzecz jasna – cuda to nie na tym blogu - ale są po zastosowaniu fajne – sprężyste, dają się ułożyć. Bardzo ok.
Zwiększonego przetłuszczania również nie zaobserwowano.

No i teraz bądź człecze mądry i kup sobie maskę do włosów. He he.










środa, 25 maja 2016

O tym, jak Malkontentka się popłakała…

Krew! To powinno być wewnątrz! - dziś na dzień dobry ten najcudniejszy kwiatek W. Allena - artysty doskonałego, który zasłużenie nosi zaszczytne miano guru wszystkich świrniętych świrów.
Krew zdecydowanie powinna być wewnątrz, ale zaraz chyba się poleje. I nie, nie jest to post polityczny. Przecież przysięgałam, że nie będę mówić o… no właśnie – same wiecie o czym…. Oj poleje się. Jeśli nawet nie krew, to przynajmniej łzy - no coś generalnie się poleje, a nawet wyleje. Ale dziś wyjątkowo nie jad, a żałość prawdziwa.
Chcecie spieprzyć sobie życie? Zafajdać wszystkie plany? Zniszczyć marzenia? Chcecie żyć jak na bombie? A może lubicie trwać w poczuciu wiecznej niepewności? Jeśli tak - zapraszam do mojego bunkra. Wszystkie atrakcje gwarantowane. Plus ciągłe delegacje…
Wczoraj Malkontentka zapłakała. Tak fizjologicznie. Jak człowiek, prawdziwy. Nie jest to żadna przenośna, niewinny żarcik czy inne takie. Zwyczajnie – popłynęły jej łzy po tłustych policzkach, rozmazując spektakularnie tusz, róż i podkład. W sumie efekt końcowy był dramatyczny… A łzy Malkontentki to rzadkość. Malkontentka jest twardym, zimnym facetem, prawdziwym macho i nie beczy po próżnicy. Tym razem nie dała rady. Harmonogram delegacji – jeszcze świeżutki i upierdylony czyimiś brudnymi paluchami – rozwiał wszystkie marzenia o letnim wypoczynku. Uczucie porównywalne do grzmotnięcia blokiem betonowym w łeb. Od połowy czerwca do połowy lipca Malkontentka, jako matka małego małolata spędzi z nim całe trzy dni. Co za k.. łaskawość. Pewną pociechę i rekompensatę miał stanowić długi weekend skomponowany z dni wolnych ustawowo, święta kościółkowego i dnia urlopu. Owa kanikuła była planowaną rozkoszą aż do wczoraj. Była i się zmyła. W dupie się chyba Malkontentce poprzewracało, że długie weekendy sobie wymyśla... a marzenia to można uwalić jednym dzwonkiem. Jak?... Ano tak...
Ot zadzwonił telefon.
Z szefem
Po drugiej stronie
- Nie podpiszę ci urlopu – rzekła do Malkontentki słuchawka…
- Ale jak to, przecież… ja mam taką sytuację…- próbowała zażebrać Malkontentka – tu uwaga na marginesie – nigdy tego nie róbcie – jest nieskuteczne i żałosne!
- Każdy ma jakąś sytuację, nie interesuje mnie to – odrzekła słuchawka – przykro mi.
- Mnie również – wysyczała Malkontentka
Stuk – rozmowa zakończona.

I się Malkontentka rozryczała. We wtorek. 24 maja 2016 roku. O 14.07.

wtorek, 24 maja 2016

Wyniki konkursu i... coś jeszcze

Okazje nie trafiają się często i (…) trzeba przyjmować prezenty, jakie przynosi nam los.
A te które przynosi Malkontentka, to już przyjmować należy musowo! Brać – nie patrzeć. Mili Państwo napięcie rośnie, albowiem– cytując klasyka – nadejszła wiekopomna chwiła…

Karteczki Malkontentka pracowicie wypisała:
A zważywszy, że cierpi na zwyrodnienie znane potocznie jako kciuk mnicha – nie mylić z kolanem praczki ani łokciem tenisisty - praca była zaiste bolesna…Aż Anioł padł...

Maszyna losująca prycha, dycha i dymi… Nawet nie dycha - siedem zł u Chińczyka...

- Panie Janie panie Janie niech pan wstanie
- nie

żesz…
Piętnastu chłopów na Umrzyka Skrzyni –
Jo-ho-ho! i butelka rumu!
Diabli i trunek resztę bandy wzięli.
Jo-ho-ho! i butelka rumu!


Wstawaj stary dupa w górę i…butelka rumu…
Dobra!
...
Ekipa niezbędna do uformowania Komisji Kontroli Gier i Zakładów z wielkim trudem dobudzona i pokrzepiona rumiczkiem stawiła się na miejscu...
Ochrona czuwa "prawie że" czujnie..

Subtelna rączka sierotki miącha w dymiącej maszynie i…

video
(piski i chrumki w wykonaniu Malkontentki)
Ta dam!
Mamy TO
Mamy naszą Szczęściarę!

Wysyłaj adres moja Droga. Szybciorem, żebyśmy nie musiały znowu zwoływać Komisji. Magiczna paletka przybędzie do Ciebie prosto ze sklepu! Żywię nadzieję, że tuż po długim weekendzie.

Ale ale... Wrodzone skąpstwo Malkontentki coś ostatnio w zaniku, jęzor tępieje, kora mózgowa się prostuje i właśnie NIE dlatego będą nagrody dodatkowe! Z tym że te nagrody dotrą do obdarowanych – z przyczyn logistycznych - w okolicach połowy czerwca.
Tradycyjnie – dla pierwszej osoby, która zgłosiła się do konkursu:
aGaRaSzKa!!! Gratulacje!
Kolejny upominek leci do...
Czerwonej filiżanki – za te psiury i wszystko...
A ostatni ląduje u Patrycji Prin – no sorki ale jakżebym mogła …
Dziękuję Wam wszystkich za wspólną zabawę i te wszystkie piękne zdania, które tak kocha Malkontentka.


poniedziałek, 23 maja 2016

Niemiły detal od Skin79, czyli jak tu nie być Malkontentką

Pech ma w ogóle muzykalne ucho i lubi sie rytmicznie powtarzać (M.Chromański), a jeśli dodatkowo częstotliwość tych powtórzeń staje się zatrważająca, wówczas budzi się nasza Malkontenka i to w wersji mocno podejrzliwej. Ostatnio malkontenckie czułki zostały silnie podrażnione, a to za sprawą skądinąd szlachetnej i uwielbianej marki Skin79. Otóż... celem reanimacji sypiącego się oblicza zakupiła Malkontentka słynny zestaw ślimakowy - ampułka plus krem. I tu zaczęły się schodki. Niby nic, ale ... Malkontentka jest zawodowo podejrzliwa i tak być musi - pro publico bono - zatem przerwana banderola zabezpieczająca na kremie zrodziła w jej czarnym serduszku gorzkie podejrzenie, że do ślicznego puzdereczka ktoś mógł ładować łapska. A jeśli - nie daj bogini - były silnie utrudzone? Takiej drugiej świeżości, ktora jak wiadomo nie istnieje...!? Ha. Malkontentka natychmiast wysłała zapytanie do firmy, ażeby dopytać o uszkodzone zabezpieczenie... Ale jako że jest stworem o małym rozumku, pytanie też było nie za tęgie... No ale dla dobra sprawy przyznamy się na oczach tłumów  - wszak nie każdy musi być zjawiskowo inteligentny. Zatem Malkontentka zagadnęła nadzwyczaj sprytnie... Cyt: Kupiłam u Państwa zestaw ślimaczy - krem plus ampułka. Krem ma zerwana banderolę... Dlaczego?
Hmm... Dobra. Otrzyjcie łzy śmiechu... Na głupie pytanie przyszła w sumie niezła riposta:
Nie mamy pojęcia ...
Tu już nawet Malkontentka zauważyła komizm sytuacji... Spróbowała zatem z innej beczki: 
Czy moge go bezpiecznie używać?
Odpowiedz błyskawiczna: 
Nie powinno być żadnych problemów, niestety nie możemy wymienić, bo już go nie ma na stanie a to naprawdę świetny krem, szkoda nie używać.


Wszystko racja. Problemów być nie powinno, ale banderola też nie powinna być przerwana. Krem był ewidentne otwierany... A jeśli przy tej okazji znalazł sie w nim zamiennik? Oczywiście Malkontentka ufa, że wszystko jest cacy i nie wyrosną jej dodatkowe uszy na linii żuchwy, ale kurza miednica... Słówka "przepraszam" też nie było...
Dlaczego?! 
To jak kochani - smarować lico? Głosujcie!

środa, 18 maja 2016

O urodzinach, prezentach i tajemniczej lalce...

Ale zresztą… czym są urodziny? Dziś są, jutro ich nie ma... Mądrze gada Kłapouchy. To tylko doroczna szpila objawienia - ukąsi z lekka i już resztę roczku możemy spędzić sobie spokojniusio w cieplutkim kokoniku beztroski, nie rozważając zbyt głęboko dotkliwych zagwozdek przemijania... Ale urodziny to już grubsza sprawa i jednocześnie każdorazowo grubsza dupa. W pewnym momencie pobytu na planecie stają się jakoby wyrazistsze, co stoi w opozycji do twarzy, która wprost proporcjonalnie do jaskrawości cyferek w dowodzie, wydaje się być z godziny na godzinę coraz bardziej rozmyta. A że paskudniejsza to już na bank...
To się nazywa kryzys wieku pośredniego...
Szczęściem są na świecie dobrzy ludzie, którzy uśmiechnęli ten dzień Malkontentce. A nawet ofiarowali podarki. Prezent od Madzika widzieliście wczoraj, dziś niespodziewajka od Moniczki
Bransoletka... Uwielbiam!!!! Mmm. Dziękuje. Moniś, jak tu Cię nie kochać!Jesteś nadzwyczajna. Dzięki Tobie Malkontentki tego świata stają się lepsze!

Ale to nie wszystko. Dostałam tez taki prezent...

Wspaniała! Tylko kochani... To już druga taka sytuacja z lalkami od Anonimusa... Kto mi przysłał porcelanową lalkę - Ankę? (nazwałam ją tak, bo to wypisz wymaluj moja szwagierka). Jest cudna. Bardzo dziękuje i bardzo chce poznać ofiarodawcę.
A póki co - po kieliszeczku kochani, bo się śledzik obrazi!


wtorek, 17 maja 2016

Benefit czyli dobrodziejstwo na urodziny

Pragnienia zawsze pozostają niespełnione - naucza Paulo Coelho – facet, który z głoszenia truizmów uczynił sposób na życie, system nieomal filozoficzny i całkiem intratny biznesik. Ale pomylił się nasz złotousty trybun. Pomylił się, albo – ze stratą dla siebie – nie miał okazji poznać Magdy. Bo kochani – tam gdzie jest Magda i Land of Vanity – pragnienia spełniają się niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki…

Jak już onegdaj wspominałam – skwaszona obowiązkowo Malkontentka wróciła z pseudo-wakacji, ale zaraz po przestąpieniu progu domu, jej pomarszczone oblicze rozjaśniło się radośnie, a krzywe zęby odsłoniły w promiennym – acz z lekka wampirzym - uśmiechu. I nie, nie - euforii nie spowodował widok panującego w mieszkaniu bałaganu. Powód był inny, doskonale ludzki – ciężka paczucha, z bardzo zagranicznymi pieczątkami mrugająca zachęcająco z komody.
Madzia :)...
Malkontentka porwała paczuchę i pognała w cichy zakątek, aby w samotności dorwać się do jej wnętrza. Gdy już pazurami, zębami i nożami rozszarpała kopertę... ech….
...Wiecie moi Państwo, kiedyś przy okazji jakiejś dyskusji Malkontentka wyraziła entuzjazm dla marki Benefit… i... to niewiarygodne… Cudny zestaw trafił w jej rączki. Słodziak prawdziwy. Przybył do Malkontentki w sam raz, aby umilić jej kolejną rocznicę urodzin i osłodzić żal spowodowany galopującym czasem.



Tak kochani, oczy Was nie mylą, to nie miraż… A ów piękny zestaw okraszony był równie miłym towarzystwem. 

Jak widać, pan Coelho gada, co mu tam wpadnie w paluch. Pragnienia się spełniają i to bardzo dobrze, bo jak straszą indiańskie podania - ludzie zapadają na choroby tylko i wyłącznie z powodu niezrealizowanych pragnień. A przecież zdrowotność to podstawa, bo wiadomo - w zdrowym ciele - zdrowe ciele!

Magda – bardzo, ale to bardzo Ci dziękuję! Takich prezentów Malkontentka nie zapomina.

Znacie takie przysłowie: Gdy Magdalena deszczem zaczyna, to zwykle deszcz dłużej trzyma? No to sobie wyobraźcie, co się wydarza, gdy Magda zacznie słońcem!!! We mnie świeci od soboty, pomimo tej srogiej zimy w środku maja i tego cholernego licznika, który zasuwa jak szalony. Trwaj chwilo!






poniedziałek, 16 maja 2016

Malkontentka powraca...

Zimny kraj, zimny maj
Koty śpią, miasto śpi
Czarodziejskie śnią się sny ... 


W sumie tylko te sny ratowały sytuację... Zamarznięta Malkontentka powróciła z arktycznych wakacji. Właśnie trwają zaawansowane prace nad odhibernowaniem niebogi. Oj, moi Państwo, ileż to trzeba determinacji, aby w czapce uszance i tołubie, szczękając zębami, bohatersko stać na brzegu rozszalałego morza. I niuchać jod. Ech, te lodowate podmuchy wiatru smagające bezwzględnie kawałek nieopakowanego  nosa... No ale czegóż się nie robi dla zdrowotności. A propos zdrowotności... Malkontentka wróciła z katarem i czerwonym gardłem. Ale to pewnie etap przejściowy na wyboistej drodze ku uszlachetnieniu formy.
Tak czy owak już waruje na posterunku...
Jest tak...

Paskudniusio co?

Taki lajf.
Ale było tak...

Piękniasta plaża z piaskiem, ale bez ludzi plus zachwycający kubełek na pierwszym planie.

Krajobraz uwieczniony, ale z narażeniem życia - fota z cyklu "rosyjska ruletka" - zrób sobie selfie baranie stojąc nad przepaścią. Rzecz jasna selfie nie było, bo Malkontentka pruła mordę, żeby ściągnąć ją z konstrukcji i to natychmiast. Ujęcie przypadkowe, aczkolwiek udatnie.

Plażowa stylówa!

Jest życie w morzu! Jest dobrze. 
Chociaż na plaży spoczywała bardzo nieżywa mewa, ale miejmy nadzieję, że jej stan był spowodowany głęboka starością a nie niuchnięciem się bałtyckim powietrzem.

Zaprawdę tylko Malkontentka mogła trafić na pokój z widokiem... Na dach.


Mmm.... Sami swoi, czyli Malkontentka zwiedziła lokalną Casablankę.

Tyle było, ale się powróciło. A w domku poza bałaganem czekała na Malkontentkę niespodzianka "prawie że" urodzinowa... Mmmm... Ale o tym jutro.

sobota, 7 maja 2016

Ale żeby muszelki...

Malkontentka znalazła muszelki. Prawdziwe! Nie jakieś tam szklane paciorki ze straganu pakowane hurtowo przez maleńkie żółte łapki. Żadnej podroby. Autentyki prosto z lodowatej bałtyckiej głębi... Niebywałe to wydarzenie miało miejsce wczoraj, w godzinach nieomal wieczornych. Malkontentka odziana w czapkę uszankę i zapakowana w kurtkę waciankę, walcząc z porywami huraganowego wiatru dzielnie spacerowała po pustej plaży. I wówczas je znalazła - leżały sobie przy brzegu. Jak kiedyś...

piątek, 6 maja 2016

Co ma girlanda do urlopu?


Podróże mają magiczną moc uzdrawiania duszy i zdecydowanie pomagają zdystansować się do problemów dnia codziennego. (M.Wojciechowska)
No skoro tak, to Malkontentka jedzie. Dusze uzdrawiać. I katar małego. Na wakacje. Z girlandą pod lewym okiem. Ale nie, nie złamie jej byle girlanda. Skoro zdecydowała, że jedzie, to pojedzie i nawet całe stada girland nie mają tu nic do gadania. A co!? Kto powiedział, że na wakacje trzeba jeździć latem? Kto powiedział, że trzeba wylegiwać się na oblanej słońcem plaży, sącząc zimnego drinka z wysokiej szklanki? Kto powiedział, że dla odzyskania formy niezbędna jest co najmniej dwutygodniowa ucieczka od codziennego syfu? Malkontentka nie wie kto to wymyślił, ale najchętniej przyfasonowałaby gościowi między jedynki. Malkontentka ma urlop teraz. Bo dali. Tydzień. Letnie urlopy przewidziane są dla sprawnych liżydupów. A nie dla ironicznych żmijek, których obecność w pracy w lipcu jest rzekomo niezbędna. I bardzo dobrze, że Malkontentka ma urlop teraz. Popatrzy na zimny Bałtyk, nawdycha się jodu, nie będzie musiała od wschodu słońca warować z młotkiem w zębach na plaży, żeby zająć strategiczną pozycję i rozłożyć parawan – przysięgam nienawidzę za to naszych rodaków. Będzie sobie chadzać z dziecięciem u boku wzdłuż brzegu. Pustego! Zimowa kurteczka, czapka i ahoj żaden huragan nam nie straszny. Jest git!

Nie marudź, bądź szczęśliwy, bądź jak… Malkontentka… eeee. 

No dobra przesadziłam...
A odpowiadając na pytanie zadane w tytule... nic:)

środa, 4 maja 2016

Girlanda żesz …

Joan: Co z nią?
Dr Martin: Jest opryskliwa, ale opuchlizna powinna zejść.
(Doc Martin)
Żesz cholera, Malkontentka spuchła. Na twarzy. I z właściwą sobie spostrzegawczością nawet tego nie zauważyła, tylko łaziła z taką krzywą gębą miedzy ludzi, siejąc popłoch niczym lokalny Frankenstein. Opuchliznę pierwsza zauważyła malkontencka matula – ech to serce matki - która pędząc na zdrowotnego szluga, rzuciła głosem nałogowca – spuchłaś pod okiem.
Jak spuchłam, gdzie spuchłam?! Przestraszona Malkontentka rzuciła się do zwierciadła. Wnikliwa analiza struktury oblicza wykazała, że:
Malkontentka spuchła. Obustronnie.
Na szczytach kości policzkowych pokazały się miękkie paskudniutkie poduszeczki, które przy odrobinie dobrej woli można uznać za opuchliznę, ale długodystansowo nie ma się co łudzić – są to wory, chamskie wory, które dorzucają do malkontenckiej metryki +10 lat i to mocno steranego, pijaniuśkiego żywota. A nie dość, że są fatalne, to jeszcze nierównomierne. Wór lewy jest zdecydowanie bardziej wyrazisty… 
W naglącej kwestii worów Malkontentka chcąc wyeliminować potencjalne zagrożenie żywota – czort wie, co to za dżuma - zasięgnęła porady fachowca. Niestety dupa zbita. Profesjonalista nazwał te zwisy girlandami! i dobił stwierdzeniem, że jest to defekt kosmetyczny nie-do-zlikwidowania! Nawet ostrze skalpela dr Szczyta zwisa tu smętnie niczym…no bez głupich skojarzeń proszę! – niczym zwiędły kwiat! To miałam na myśli.
Malkontentka chlipie w poduchę. Witaj kolejna oznako upływającego czasu.
Póki co stanęliśmy na etapie:
Człowiek to jednak dziwne stworzenie. Może się postarzeć w jednej chwili. To niesamowite. Dawniej myślałem, że ludzie starzeją się stopniowo, rok po roku (…). Ale tak nie jest. Starzeją się w jednej chwili. (H.Murakami)
Do poziomu: Wesołe jest życie staruszka (J.Przybora) jeszcze daleka droga - Malkontentka musi spożyć naprawdę niejedną flaszkę. Ku rozluźnieniu i zluzowaniu...