czwartek, 31 grudnia 2015

Nowe idzie...czyli kto kogo będzie chrupał...

Lekcja numer jeden: zawsze sprawiaj wrażenie, jakby nic, a przede wszystkim nikt nie był w stanie wytrącić cię z równowagi, zrozumiałaś? (…) Lekcja numer dwa: zachowuj się zawsze tak, jakbyś się świetnie bawiła. (S.Both)
To na rozgrzewkę i ku łaskawej pamięci przed dzisiejsza nocą rozpustą pijaną...
Nie jestem dobra w składaniu życzeń, jakiś taki feler mam... a już w ich wymyślaniu to ze mnie totalne yeti... Trudno stworzyć coś kreatywnego, zabawnego i lekkiego. I jeszcze wrażenie. Wrażenie jest najważniejsze. Ma być tak, jakby słowa swobodne niczym motyle wypływały spod palucha, a cieżko ukute zdania, z mozołem wyplute przez sflaczały mózg, brylowały jak starzy wyjadacze w nieśmiałej koterii. Ot iście sylwestrowy nastrój... Szampańska zabawo ahoj! Nie. Nie dajcie sie zwieść. To nie smutek, deprecha czy preludium ostatniego stadium obłędu. To moja stała postawa wobec rzeczywistości. Nawet wstyd przyznać, jak okrutnie jestem mecząca. He he. 
Wiecie o czym marzę. Marzę, aby za dwanaście miesięcy - 31 stycznia 2016 spotkać sie tu z Wami, na wirtualnej kawie w blogosferze i zapłakać stadnie i gorzko z żalu, za kończącym sie absolutnie cudownym, najpiękniejszym i najwspanialszym rokiem naszego bytowania... Ha i żeby nikt z nas wówczas nawet nie śmiał przypuszczać, że ten nadchodzący będzie jeszcze fajniejszy. Tego Wam życzę. Roku odjechanego, cudownego, takiego, który na emeryturze nad filiżanka ziółek wątrobowych będziemy wspominać z rumieńcem ekscytacji na zmarszczonych buźkach. 
Niech Wam-Nam sie darzy w tym Nowym Roku! 
A i jeszcze... Takie przysłowie. 
Gdy w Nowy Rok skwar i upał, baran wilka będzie chrupał. Nie ogarniam, ale chyba cieszę sie ze zimno jak cholera. Chrupał! Baran! Wilka! Na boginie!

środa, 30 grudnia 2015

Fancy dała mi pierniki, czyli jak wykorzystać zwycięstwo

Mądrość ludowa powiada Kto ma odwagę, wygrywa. A ja, jako że jestem jednostką nieskomplikowaną, spory odcinek swojego bytowania opieram właśnie o mądrości ludowe. I jak widać - słusznie czynię! Miałam odwagę wystartować u Fancy w szybkim konkursiku i proszę ...wygrałam. Ha! Cudusia takiego.


Boska co? Aż chce się ...zjeść. Co do jedzenia, przesyłka od Fancy zawierała także element jadalny... Pierniki były... Jednak, jak zapewne zauważyliście nie ma ich na zdjęciu... Nie wiem jak to najprościej wyjaśnić... Może ujmę to w taką... no przejrzystą formę.. Otóż. Piernik z natury wszechrzeczy ma istotę słodką i korzenną, jego struktura jest nietrwała, a credo skoncentrowane na dostarczaniu przyjemności organoleptycznej... Cóż... To właśnie za moja sprawą owo credo dokonało się w czasoprzestrzeni, ba - śmiem twierdzić, że piernik poczuł się spełniony - a wszak do tego wszyscy dążymy i dążyć winniśmy... No dobra - kurza miednica - zeżarłam wszystkie pierniki w mgnieniu oka... I dobrze! Bo jak mawiał niejaki Ajschylos - ważniejsze jest nie zwycięstwo, lecz właściwe jego wykorzystanie! Tak. Bardzo dobrze zrobiłam! Doskonale!
Paletki nie zeżarłam tylko dlatego, że zbudowana jest z plastiku. Ale patrzeć na nią miło i sądzę, że użytkowanie będzie prawdziwa rozkoszą. Kolory - idealne. Fancy, dziękuje serdecznie! 

wtorek, 29 grudnia 2015

Jak zdjąć urok z włosów, czyli Malkontentka i wcierka z palmy sabałowej

Zerwana nić jak cienki włos,
Zwierciadło pęka w odłamków stos,
„Klątwa nade mną”, krzyczy w głos
Pani z Shalott.
 

Ano najwyraźniej klątwa jest. I to nie jedna. Ale jedna dobija szczególnie - ta włosowa... Chcecie bajki? Oto bajka! Posłuchajcie...
Pewnego niedopieczonego, sinego poranka stek najwymyślniejszych przekleństw niesionych dźwięcznie i wdzięcznie kominem wentylacyjnym, niczym tubą oratora, obudził mieszkańców odrapanego bloku na przedmieściach Casablanki... Cytować nie będę, bo być może czytają to małolaty, a o wizytach zbulwersowanych członków komitetów rodzicielskich, czy trojek obywatelskich jakoś nie marzę. Tak czy owak, słowa ziejące z mieszkania na poddaszu do najwykwintejszych nie należały, ale nie zwaliłyby z nóg mieszkańców obdartusa, którzy niejedno w życiu słyszeli, gdyby nie bezsporny fakt, że wyrzucała je z siebie Malkontentka. A jak wiadomo wszystkim zainteresowanym, należy ona do jednostek mało-awanturujących-się. Fakt - Kowalska mówiła, że wykupuje z kiosku namiętnie wodę brzozową, którą zapewne raczy się obficie w zaciszu kuchni, ale żeby po takim incydencie kiedykolwiek robiła rozpierduchę, to co to, to nie... Tyle lokalne plotkary. Domysłom na temat porannych wrzasków nie było końca - wraz z upływem czasu zaczęły przybierać coraz bardziej makabryczną formę, ale prawda nigdy nie wyszła poza zamknięte drzwi lokalu na poddaszu. Brzmi niczym horror, co?! I dobrze brzmi! Bo to jest horror!! Chcecie wiedzieć co wydarzyło sie w smutny, zimny poranek i spowodowało ferię mrożących krew w żyłach wrzasków? Otóż... Malkontentka umyła głowę! Ha, już samo w sobie to wydarzenie nosi znamiona doniosłości, ale powód rozpaczy był inny. Po prostu ilość włosów opuszczających przy tej okazji malkontencką czuprynę stała się  niemożebna do zaakceptowania. Na głowie zaczęły pojawiać sie prześwity. I żadne tarczyce, anemie ani inne awitaminozy nie miały z tym nic wspólnego. Malkontentka zwyczajnie wykończyła swoich siedem włosów nieomal absolutnie. Klnąc smętnie i nadzwyczaj szpetnie, postanowiła działać... Fachowa lektura przyniosła wiele zaskakujących porad dotyczących wyeliminowania problemu raz na zawsze. Najskuteczniejszą wydawała się opcja zatrzymania exodusu preparatem do leczenia  prostaty. Tu jednak pojawił sie zadzior. Malkontentka, mimo że z niej fajny chłop, prostaty nie posiada. Tym bardziej zepsutej wiec spożywanie leku nie do końca wydawało sie bezpieczne. Nie daj bogini jeszcze coś by tam w ramach tej prostaty Malkontence wyrosło...? Ryzyko wydało się zbyt duże. Ale skoro preparatem na bazie palmy sabałowej nie należy raczyć sie doflacznie, to może użyć by go zewnętrznie!? Ha! objawienie plus sklep trychologiczny szybko zaowocowały skumulowaną akcją, w ramach której w łazience Malkontentki pojawiło sie to!

Koncentrat energetyzujący MonRin, zawierający w swoim nobliwym wnętrzu wysokie stężenie tejże magicznej palmy prostatowej tfu... sabałowej!
Malkontentka z uwagi na wagę problemu - no bo na niebiosa łeb ma nieforemny, owłosienie wprawdzie liche, ale jakoś tam defekty maskuje - poczęła preparat wcierać... Uwaga - RE-GU-LAR-NIE! I co? Ano nie pstro. Po półtora miesiąca solidnego masowania pustej czachy sytuacja unormowała się zdecydowanie! Włosy nie wypadają niemal wcale. I są w bardzo dobrej formie! Takie jakieś fajne, zdrowo wyglądają. Jest moc. Koncentrat świetny i z pewnością Malkontentka zostanie z nim na dłużej, a nabyć go można tu: 
Przy okazji - adres podaje z dobra serca. Koncentrat Malkontentka kupiła za własną, ciężko zarobioną kasę a właściciele sklepu nie pasą jej żadnymi dobrami, by piała tu jakieś hymny pochwalne. Sprawa jest czysta!

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Ekstazy nie było

Czasem człowiek ma uczucie, że pęta się po scenie, nie będąc nawet statystą... tak mniej więcej nauczał mistrz Lec... No i takie mi się święta przytrafily. W klimacie iście langolierowskim. Zeżarły czas i przyjemność. Błąkałam sie gdzieś wokół stołu z ewidentne obrzydliwym uczuciem bycia elementem zbędnym. Podsumowując - miało być magicznie, wyszło do dupy. No ale lajf jest lajf więc zbieramy tyłek z gleby, otrzasamy piórka i pędzimy dalej w życie. Wybaczcie niespójność wypowiedzi - piszę za pomocą urządzenia ze swej natury przystosowanego do komunikacji gębowej, czyli tworzę w telefonie:). Rzeźba normalnie. Do tego tkwię dzielnie na stołku w centrum kuchni - prawica czuwa nad pieczenią, lewica pilnuje maszyny do chleba, która wykazuje tendencje do zeskoczenia z blatu. Okno ustrojone mini-szklarnią z ziołami - wierzę głęboko, że jest to bazylia i mięta - mam przed nosem wiec obserwuję sobie piękną wiosnę, jaką nam w tym roku zima zafundowała i kombinuję, co to za bezmózgie yeti obcięło wszystkie gałęzie z drzewa. Drzewo, bliżej mi nieznanego gatunku, dotychczas bardzo przyjemnie zasłaniało gacie sąsiadów wywieszone na balkonie i pana z petem opierającego sie ryzykownie o barierkę... No, ale nie o tym... Dziś usiłując otrząsnąć się z szoku poświątecznego, spróbuję wskoczyć we właściwe tory i ...strzeż się czytelniku pociągu... Strzeż, bo jad mi kapie na podłogę i globalnie jestem na NIE! Książka. A nawet dwie. Dwie książki przyniósł mi Mikołaj. I bałwanka. Ale z bałwankiem to akurat g... miał wspólnego, bo tak naprawdę uczynił go dla mnie - ze starej acz czystej skarpetki i koralików - mój chrześniak. Bardzo ładny dar. Co do książek. Recenzja. Kamil Janicki. Żelazne damy.

Lubicie książki historyczne? Ja lubię. Takie reality? To też. Gdzie dużo mówi sie o polityce, a mało o życiu? Tu już średnio. I chociaż to, co wychodzi spod maszyny pana Janickiego zazwyczaj czytam z przyjemnością, Żelazne damy mocno mnie rozczarowały. Rzecz traktuje o Dąbrowce, Odzie, Emnildzie etc. czyli niewiastach, które za pomocą cwanych i nierzadko brudnych sztuczek jeszcze brudniejszymi łapkami swoich małżonków - ówczesnych grubych ryb - budowały polską państwowość. I ok. Sprawa mogła być fascynująca, a jest z lekka nużąca. Jako że o rzeczonych damach historia uparcie milczy, wspominając je jeno gdzieś miedzy wierszami, całe tomisko zbudowane jest na przypuszczeniach autora. I chociaż rys historyczny oddany jest naprawdę solidnie, kilkaset stron domysłów, gdybań, opowieści dookoła treści to taki skiśnięty troszku bigosik - ot przestrzelone. Przeczytałam, nie był to rzecz jasna czas stracony, bo coś tam w ciemnym mózgu sie rozjaśniło, ale nie pieję z ekstazy. Taki średniak.

środa, 23 grudnia 2015

Malkontentka uroczyście…


… poruszać się bez przeszkód między magią i owsianką, między bezgranicznym strachem i galopującą radością (I.Bergman) …to przywilej. Przywilej dzieciństwa, przywilej beztroski, przywilej nieposkromionego szczęścia.
I tego właśnie Wam moi Kochani życzę – chwili smarkatej beztroski, nieustannej dziecięcej radości, nieograniczonej szczenięcej umiejętności przenikania przez światy i wymiary. 
Życzę Wam magii…. 
Magii miłości, magii bliskości, magii rodzinnego ciepła. 
Każdemu z Was – tej jedynej wymarzonej magii. Odważcie się zapragnąć a na pewno się spełni!
Wesołych Świąt Moi Kochani!

Lato w środku zimy czyli prezenty, prezenty, prezenty...

Dopiero w samym środku zimy przekonałem się, że noszę w sobie niepokonane lato. (A.Camus)
Ja podobnie - z tym, że nie był to środek, a początek naszej wiosennej zimy. To słoneczne ciepełko, które się w mojej osobie zadziało, w dużej mierze zawdzięczam Wam - niesamowitej ekipie blogosfery. Tak jest świątecznie, że aż... Zewsząd płyną miłe życzenia i piękne podarki. Dziś obdarowała mnie Karolina. Spójrzcie.... Franka już pozuje do słitaśnych foteczek....

Śliczne... Jest i rosyjska babcia A i kremik estoński i balsam do ciała. Kosmopolityczne! A aniołek - przeuroczy! Już zdobi choinkę!
Karolinka - dziękuje! Bardzo to dla mnie wielka radość otrzymać tak śliczny prezent od serducha! Dziękuje!

wtorek, 22 grudnia 2015

Anulkowe dary czyli jak rozanielić Malkontentkę

Małe jasne – to jest piwo
Duże jasne – to jest słońce
Mała czarna – to jest kawa
Duża czarna – to jest noc
(J.Kofta) 
A kolorowa i pachnąca to jest paczka od Anuli. Rozpieściłyście mnie baby kochane. Jak żyje - a jest to dość spory odcinek czasu - nie dostałam tylu prezentów! I to jakich prezentów! 
Jak wiecie - jestem przeklęta... Przez Pocztę Polska. To taka instytucja, która rzuca paczkami a niekiedy klątwa. Mnie dotknęło to drugie. Paczuszka od Anuli świetnie się w klątwę wpisała. Ha - ale, że - pomimo fatum - ze mną wszystkie bajki kończą się dobrze - koniec końców trafiła w moje ręce. Chcecie pewnie zobaczyć...

Słodycze!!!! Czekolada! Widzieliście takie czekoladowe łyżki?! Ja będę je spożywać! Ja! Żegnaj dieto!
Próbeczki Domu Cudownej Melisy - mmm..., no tyle się w tym temacie nagadałam, że wreszcie sprawdzę specjały na własnej osobie!!!
Olej z pestek moreli - już w intensywnym użyciu!
Masło kakaowe w sztyfcie- no bajka!
I prezent od Arki dla Vizer! Vizer śmieje się całym swym potężnym ciałem!!!
A aniołek? Aniołek już zdobi choinkę kręcąc się tuż obok choineczki od Niebieskiej.
Anulka - dziękuję! Radość ogromna. Nie ma nic piękniejszego, niż taka niespodzianka!

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Prezent, który wzruszył Malkontentkę, czyli miedzy nami bratnimi duszami

Chcę zrobić dla ciebie coś
Żebyś oniemiała wprost
Na razie przyniosłem bez
Biały jest
ładny jest
Weź!
(J.Kofta) 
Czuję sie nieziemsko. Oniemiała właśnie. Ktoś zrobił dla mnie coś. Dostałam swoją gałązkę bzu...
Agaraszka obdarowała mnie nadzwyczajnie.... Nadzwyczaj nadzwyczajnie... Otóż...  w Jej wspaniałej paczce nadzwyczajne jest wszystko...
List, tak serdeczny... wzruszył mnie... Serducho ogromne. Taka pieczołowitość! I to genialne wrażenie, które towarzyszyło mi podczas gorączkowego rozpakowywania kolejnych cudeniek - czułam, że Aga naprawdę myślała o mnie komponując prezent. Dobra energia i sympatia aż buchała z pudełka! Totalnie odjechana i metafizyczna sprawa. Jak to mówiła pewna rudowłosa osoba - ci którzy znają Józefa... no właśnie - oni załapią o co chodzi! Chyba już wszystko jasne!
A czym Aga tak bardzo mnie uszczęśliwiła... Popatrzcie... Franka prezentuje podarek od Agi:

Kubeczek- reniferki... Jestem kubeczkouzależniona więc mam pożywkę do kontynuowania nałogu:)
Słodycze - kwiczę! Marcepanki - padam, padam- tak się cieszę, że je mam

Chai waniliowa... No to poniekąd było możliwe do odgadnięcia! Hi hi...
Kremowy peeling myjący z napisem - uwaga... "Celebruj życie i ciesz się każda chwilą"... Aguś! No toż to dla mnie wymyślone chyba!!!
Organique... tu już kwiczę prawie... maska do włosów zniszczonych i farbowanych!!!! Dziękuje!!!
I... miotam się po podłodze wyjąc w ekstazie!!!! Cała rodzinka mojego ukochanego L'Occitane! Peelingujący, migdałowy żel pod prysznic i przesłodkaśna puszeczka z kremami do łapek! A wszystko okraszone solidną porcją luksusowych próbek.

Aga dziękuje. Nawet nie wiem jak wyrazić swoją radość. To nie gałązka bzu, to cały bukiet! Bardzo sie wszystko we mnie śmieje! Dziękuje! Spełniłaś moje marzenia - no ale tak to chyba z bratnimi duszami bywa!

piątek, 18 grudnia 2015

Można być bogatym czyli co to za bagno?

Nie wiem co napisać, naprawdę nie wiem... Czy to pech, czy przeznaczenie, czy może sprawiam wrażenie osoby zdesperowanej - wciśniętej przez fatum na ostatnią prostą i to prostą mocno zakrzywioną - ale przed chwilą pod jednym z moich starszawych postów pojawił się komentarz tej treści (pisownia oryginalna):
Jestem dr Rex Kelvin wg nazwy jednego z Irrua Szpital Specjalistyczny Nauczanie lekarza, mam mieć możliwość przez kierownictwo szpitala do reklamowane w internecie, jak pracujemy i zaczęliśmy znowu za rok na kupowanie ludzkich narządów, np nerki , Jeśli są tam zainteresowany tą ofertą, proszę nie wahaj się skontaktować się ze szpitala na poniższy adres e-mail: Czy jesteś zainteresowany sprzedażą swojego narządu (nerki), dzięki czemu można być bogatym, prosimy o kontakt. Szpital Specjalistyczny Nauczanie Irrua narządów są specjalistą w chirurgii oraz jako dawca nie ma ryzyka w it.And to jest nasz e-mail: 
No i tu był ów polecany e-mail, ale pozwoliłam go sobie wykasować, albowiem znając malkontenckie szczęście mogłabym w nocy mieć gości, którzy wyprowadziliby mnie w koszuli i w kajdanach - bez twarzy namalowanej z przodu głowy... A zarzut współudziału w handlu ludzkimi organami to gruba sprawa...
Wracając do meritum, czyli ogłoszenia... Nie skuszę sie na być bogatym dzięki sprzedaży swojego narządu, albowiem ze wszystkimi moimi narządami jestem silnie emocjonalnie związana. Nawet jeśli - jak to zapewnia nas dr Przeczep - ryzyka nie ma. Ludzie kochani, czy tylko ja dostałam taka ofertę, czy to jakaś szersza akcja? Co to za gówno jest...? Makabryczny żart, czy makabryczna rzeczywistość?

O Vizer i ANTYBLOGU

Jakże wiele ludzkiego w każdym zwierzęciu. (F.Chwalibóg)
Dziś będzie kolejny post NIE-NA-TEMAT! Otóż taki mam cwany charakter, że zazwyczaj staram sie robić użytek z mądrości zasłyszanych i czynnie je wykorzystuję. Podnoszę tym sposobem świadomość własną i kreuję się sprytnie na mądralę nad mądralami, dlatego lektura "iluś tam zasad blogera" totalnie mnie zaciekawiła, a następnie - rozwaliła. O brutalna rzeczywistości - zdemaskujesz każdą przebierankę! Ech... Co mnie tak rzuciło na kolana? Dowiedziałam się mianowicie, że posty NIE-NA-TEMAT są NIE-DOZ-WO-LO-NE... Czy zakazane pewna nie jestem, ale niedozwolone zdecydowanie. Niejasne? Dla tych, którzy złotych zasad nie przeczytali - kilka słów wyjaśnienia. Moi Państwo, jeśli chcecie odnieść sukces w blogosferze - nigdy, ale to nigdy nie bierzcie przykładu z bloga Strzeż sie pociągu! No- jedyny pozytywny zefirek w tej jaskini mlemlania to miłość do Czytelnika, którą to - owszem - możecie sie zarażać skolko ugodno. Reszta to typowy przykład ANTYBLOGA! Nie wolno pod żadnym pozorem bredzić w swoich żałosnych postach, co nam ślina w komputer wtłoczy! Ma być jeden temat. Jeden! jedyny! i nienaruszalny! Jeśli piszemy o kremach, to najdrobniejsza wzmianka o chorującym psie, albo innych problemach własnego tyłka - w tym o rozważaniach metafizycznych, politycznych etc. - natychmiast skazuje nieszczęsnego blogera na banicję i wrzuca do kategorii ... no... drugiej - nie chcemy tu wszak mowić o najgorszym sorcie... Bez względu jednak na nomenklaturę - krótko i dosadnie - sprawy władnej dupy trzymamy przy własnej dupie, a kontakty z czytelnikiem opieramy na merytorycznych debatach o składzie kremu, a nie przyjaznych pytaniach o zdrowie psa! No! Nie wzorujcie sie na jarmarku tematycznym Malkontentki i na jej ANTYBLOGU Strzeż sie pociągu! CZYTELNIKU zostaw pociągi w spokoju, strzeż sie głupiego bloga... pod warunkiem rzecz jasna, że chcesz osiągnąć SUKCES w blogosferze, bo jeśli sukces masz w pięcie ...no to inna gadka - na gorzałkę zapraszam:)
Kurcze... Czyżby autor zasad nie wpadł na pomysł prosty i genialny w zalążku, że bloga można pisać dla przyjemności! A może to herezja... 
A jako że my tu jedziemy po bandzie, to dziś zdecydowany skok z pieca na łeb i miast o kremie to znów o prywacie...
Pytacie mnie kochani o Vizer...
Oto i ona!

Rokowania nadal ostrożne. Ale Viz czuje się nieźle, leki bierze, na kroplówki zasuwa, a mimo ze brzuszysko rozprute od gardła po ogon, śmiga jak szczeniak! Oby tylko przerzutów nie było...
Dziękuje Wam za miłe słowa i zainteresowanie... Mimo że to takie nieprofesjonalne!
Jesteście wspaniali. Dla mnie - wirtualni Przyjaciele, a nie jacyś odrealnieni Czytelnicy!

środa, 16 grudnia 2015

Prezent dla Malkontentki czyli szatan niech ucieka.

Szatan boi sie ludzi radosnych. (J.Bosko) A skoro tak, to po erupcji metafizycznej nieomal radości, która spłynęła na bardzo realną i cielistą w wyrazie postać Malkontentki, żadne złe moce nie pojawią się w okolicy Casablanki minimum przez stulecie. A skąd cały ten pseudofilozoficzny wylew malkontenckich quasimądrostek na prowincji? Ano zadziało się, zadziało - wszystko za sprawą Niebieskiej! Normalni ludzie nazywają to euforią, ale nie bądźmy szczególarzami - nudziarzami. Przejdźmy raczej do Niebieskiej a właściwie tego, co uczyniła:). Otóż prezent przysłała! Malkontentce! I to jaki! Prezencisko wręcz! Zapakowane pancernie, ale tasak z tłuczkiem do mięsa dały radę! Cudna zawartość, tsunami dobrej energii i magia świąt aż buchnęły z paczki (po jej rozbrojeniu - rzecz jasna).
Patrzcie kochani - Franka nie mogła się oprzeć... Patrzcie i podziwiajcie.


Niebieska. Jesteś kochana! Bardzo dziękuje! Wszystko się we mnie śmieje! Od dziobaka aż po wątrobę, a lewe płuco to nawet chichocze! No kurcze nieopierzone. Tak bardzo wzruszają mnie takie sytuacje, że nie wiem, jak się odnaleźć. Rok temu nawet nie śmiałam przypuszczać, że spotkam tak wielu odjazdowych ludzi, z którymi będę chciała dzielić się swoim światem. Ha - starzeję się wyraźnie, bo zaczynam chlipać nad własnym mamrotem, ale coś w tym tkwi. Kurza miednica, toż to jest jakaś wspólnota i cosik jeszcze. No co! Źle gadam!?

wtorek, 15 grudnia 2015

Iskierka nadziei

Na tej przypadkowej planecie jesteśmy samotni. Między wszystkimi otaczającymi nas formami życia żadna, poza psem, nie zawarła z nami przymierza. (M.Maeterlinck)
Wiecie, jak to jest płakać, rozmazując nerwowo tusz po policzkach, mając za widownię trzy współczujące, ale obce pary oczu? Wiecie, jak to jest gdy trzeba podjąć decyzje... 
Co jeśli... 
Czy? 
Jestem za życiem, ale nie za wszelką cenę. 
Proszę ratować psa. Ale jeśli...
To ma być godnie...
Ona zasłużyla na godność...
Inaczej sobie tego nie wyobrazam. Ile lat mnie pani zna...
Pierwsza, delikatna iskierka nadziei zapłonęła około południa... Vizer przeżyła operację... Cztery godziny. Rokowania są ostrożne. Bardzo ostrożne. Ale... 
Dziękuje za wsparcie kochani. To nie jest TYLKO pies. To przyjaciel... Bo jak to dziś powiedział moj mąż do weterynarza... Vizer denerwuje się... no tak jak każdy człowiek przed operacją...


poniedziałek, 14 grudnia 2015

Trzymajcie kciuki

Pies powinien mieć więcej praw niż człowiek, jest bowiem jednostką zdecydowanie szlachetniejszą. (Joanna Chmielewska)

Dziś nie będzie recenzji, dziś nie będzie głupkowatej opowieści o kremiku czy szamponiku. Dziś krótko i przez łzy. Trzymajcie kciuki za Vizer. Trzymajcie mocno, bo jej potężna postać z trudem utrzymuje się na bardzo wątłej niteczce życia. Jutro o świcie - operacja ostatniej szansy. Trzymajcie kciuki... mi serce krwawi, bo to szlachetna postać. Najlepsza. Przyjaciel.

środa, 9 grudnia 2015

Cieszę się, że jesteście

Gdy widzę słodycze, to kwiczę.... ano kwiczę i to jak. Zakwiczałam - ba wręcz zachrumkałam nad wyraz profesjonalnie wczoraj, gdy dobry duszek pod postacią obrażonego listonosza przyniósł mi małą paczuszkę.
O taka była ładna. 

Uroczy ten kwiatuszek! A jeśli hendmejd to wiadomo, kto jest autorem tak uroczej przesyłki. Ann z bloga Do it with Ann
W środku było to! Mmmm...pierniczki...

Było, bo się zmyło, znaczy zjadło!
A jak pachniało! Ech.
A poza tym wiadomo, że skoro Każdy mężczyzna lubi słodycze, lecz tylko prawdziwi mają odwagę się do tego przyznać... to Malkontentka zeżarła:)
Ann...Dziękuję! Tak mi słodko i imbirowo na serduchu. Wiecie, dawno mi tak dobrze nie było! Cieszę się, że jesteście:)

wtorek, 8 grudnia 2015

Opieka

Dzieci chowane bez pieszczoty są jak kwiaty hodowane bez słońca. (Alfred de Musset)

A gdy taki nasz ukochany maluszek zachoruje, tej pieszczoty potrzebuje w ilościach nieprzebranych. Dlatego na kilka dni znikam, by zająć się opieką nad moim smykiem najsłodszym - chwilowo zasmarkanym, rozgorączkowanym i nakrapianym rzucikiem czerwonym.
Moje kochane zwyciężczynie konkursowe - formularz się zbiesil. Przyślijcie dane tu: kasiotla@poczta.onet.pl

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Wyniczki konkursu z kotem w worku

Moje piękne Panie, zgodnie z obietnicą - losowanko.
Malkontenckie czarne serce wprawdzie łka, że taki jakiś ten konkursik nijaki, ale co tam... Wszak wiadomo że trza być ciepłym, miłym, wrażliwym a jednocześnie twardym jak stal i ta właśnie miauczyńksa maksyma sprawia, że Malkontentka zgrywa gieroja i udaje że nic a nic ją to nie ruszyło.
Zamilknij jednak serce czarne, dość dygresji około-zasadniczo-tematowych - jedziemy z losowankiem.
Pan Henio obudzony. 
Cała ekipa wzmocniona szklanicą naparu z rumianku uformowała się w zgrabną Komisję Kontroli Gier i Zakładów. 


Vizer blokuje drzwi - zatem... zaczynamy!

Wszystkie te hendmejdowskie karteczki
o- te!
znajdują się w maszynie losującej,


Brodata sierotka zanurza swą włochatą łapę i...

video

ta dam
Paczka kota w worku czyli:


trafi do:


Moja droga - raz dwa podsyłaj adresik. Uczyń to, albowiem nie mam więcej rumianku i cierpliwości do pana Henia i powtórka z procedury napawa mnie obsesyjnym lękiem.

To jednak nie koniec nagród... No nie mogłam! Jeszcze dwa drobne wyróżnienia:
Eva Pe
i Karolina Horsi - tej historii nie mogłam się oprzeć!
Wyróżnienia - z przyczyn technicznych - pójdą w świat w przyszłym tygodniu. Adresiki dziewczyny poproszę! I do następnego rozdania!

O złamanym sercu i wyniku konkursu…

Nigdy nie pozwól, by strach przed działaniem wykluczył cię z gry.
Powyższe gra mi nostalgicznie, zwłaszcza w kontekście tego, co tu zaraz nasmaruję…
Kochani moi, jakiś czas temu ogłosiłam konkurs z kotem w worku…
Niestety… wszelkie tego typu działania, podlegają prawom prastarym czyli wszechobecnym kodeksom, instrukcjom, procedurom etc. W naszym przypadku jest to regulamin. I co? Ano pstro. W regulaminie stało, że konkurs będzie ważny, jeżeli zgłosi się do niego co najmniej 70 uczestników… Powiecie - zawyżona cyferka – otóż z sufitu jej nie capnąwszy a z wcześniejszych rozdań – mamy tu zatem pewną naukę – nie ufaj doświadczeniu. Do konkursu nie zgłosiła się wymagana ilość chętnych na naszego kota… znaczy cos jest na rzeczy - chlip.
Ale…
Najpierw przypomnę Wam nagrodę:
Cudów nie ma ale w zestawie kilka drobiazgów się znalazło:
  • kot - wiadomo - baza
  • herbatka w puszce ładnej
  • zaparzacz kwiatkowy
  • Evoluderm (marka francuska, fajna, u nas jakoś nie znana) szampon z masłem karite
  • rzęsy czy też kępki do mocowania sobie na powiece, czy gdzie kto chce
  • klej do uczynienia powyższego
  • Girls Best Friend zestaw pędzli z kosmetyczką - nie znam się, ale na oko są ładne
  • Technic - rozświetlacz w buteleczce
  • Makeup Revoluton szminka kolor bezpieczny czyli nude, panie nude
  • olej kokosowy w mogącym ulec stłuczeniu słoju - napawa mnie obawą
  • Hean - paletka kmuflaży
  • Green Pharmacy - olej łopianowy z papryczką
  • CHI odżywka olejek arganowy
  • zmywacz w gąbce
  • lakier, żeby było co zmywać
  • Pink Paris kosmetyczka i z tej samej marki, jak leci:
  • eyeliner
  • puder
  • róż

Takie tam...

Jednak bez względu na zawirowania i kłody pod nogami, z sympatii i szacunku do kochanych uczestników zabawy, nie mogę ot tak zapomnieć, konkursu zamieść pod dywan i nie docenić cudnej twórczości – pomimo że - nie będę tego urywać, ani cierpieć w milczeniu - brak entuzjazmu złamał mi serducho. Chlip... (Tu Malkontentka szlocha donośnie)
Gdyby nie wyjątki, zasady byłyby nie do zniesienia.

Postanowiłam zatem wyjątek uczynić, złamać zasady, podrzeć regulamin, podpalić biustonosz i obudzić pana Heńka. Komisja Kontroli Gier i Zakładów zostanie osadzona na krzesełkach i pobudzona filiżanką naparu z rumianku. Vizer zaciągniemy pod drzwi – co by wrót bronić - i wieczorkiem moi mili wylosuje szczęśliwego zwycięzcę. Zdecyduje ślepy los – bo skoro i tak złamaliśmy zasady, to idziemy po bandzie a ja nie byłabym w stanie wybrać...



piątek, 4 grudnia 2015

Wyciągamy kota z worka czyli odsłona nagrody.

Alicja chciała mieć płomienie co noc.
A Malkontentka płomieni nie rozdaje, zatem sprawa jasna – Alicja do konkursu nie przystąpi… Płomienie zresztą odpadają, bo z przesyłką byłby kłopot, a wiecie przecież, że na Malkontentce ciąży klątwa pocztowa... Jednakże malkontencki kot nie jest najpotworniejszy z potwornych. A Wy moi cudni jakoś go nie chcecie….
Wyciągam przeto część naszego kota z worka. Oto jego łeb i znaczna część tułowia w pełnej krasie…


Konkurs trwa do niedzieli…

Mikołajki blogowe czyli piękny podarek od Kingi

Jestem przeciwna utwierdzaniu ludzi w przekonaniu, że ślepy los rządzi ich losem...
...ja w sumie też, zwłaszcza że tym razem sprawy w swoje rączki wzięła Pat. Gem, set, mecz. Pomysł, losowanie, realizacja. Mikołajki 2015 to akcja tak rozkoszna, że aż rozpustą trąci. Ot takie małe rasputinki dla niegrzecznych dziewczynek. Przyjemnością i zaszczytem ogromnym był już sam fakt, że i mnie Pat zaprosiła do zabawy, a kolejne przyjemności miały dopiero nadejść. Moja mikołajkowa para to Kinga - piękna dziewczyna, właścicielka lwiej grzywy i znakomitego pióra. Przemiło mi się przytrafiło....
Mikołajkowy box od Kingi przybył wczoraj - dostarczył go wprawdzie nie czarodziejski posłaniec a naburmuszony listonosz, który po wdrapaniu się po schodach stromych niczym Matternhorn, rzucił we mnie bezcenną paczką, z sykiem sugerując zmianę lokalu na nieco niżej położony... Box złapałam wykazując się refleksem godnym Józefa Młynarczyka z najpiękniejszych lat polskiej piłki nożnej i pogalopowałam po nożyce, sekatory i topory, aby dorwać się do wnętrzności prezentu... Po rozszarpaniu opakowania, moim zachwyconym oczętom ukazało się TO!

Widziałyście kiedykoliek tak pięknie ustrojone pudełko? Ja, która swojego boxa do Kingi wysłałam omotanego z finezją gazetami płonę tu sobie ze wstydu...
A w środku...
mikołajowe skarpetuchy - bajeczka! Skąd Kingo ze złocistą grzywą wiedziałaś, że ja w takich chadzam!?
skin79 - Azja moja Azja...
cuduś z ukochanym alosem
koreański ślimak pręży się dumnie
Balea! Ale radość - to mój ...pierwszy raz:)
I znów Balea i rozświetlacz i mydełko urokliwe
Świeczuchna!
Hiciorek czyli kremik, który już mnie kupił!
I jeszcze fotka rodzinna!
Kinga - to piękny prezent, jestem absolutnie zachwycona i szczęśliwa! Dziękuję Ci z całego serducha!

czwartek, 3 grudnia 2015

Nic

Świat jest pełen ludzi, którzy zawsze mają rację i dlatego jest wstrętny.

Oglądałam wczorajszą hucpę sejmową.
Chyba nie mam dziś nic do powiedzenia.

środa, 2 grudnia 2015

Puk, puk, puk…. Mikołaj czyli interendo z worem prezentów!

Sid: Dobrze ci idzie! Paczka zębów i pazurów, paczka wilków, paczka…
Maniek: Niedźwiedzi!
Sid: Paczka z kłami i paczka z wąsami…
Maniek: Duża paczka!
Sid: Duża paczka, prosto z paczki, wysłać paczkę. Duża paczka ptaków, latających tygrys…

Duża paczka, wysłać paczkę, dostać paczkę, pełną…ha! Tak kochani – Malkontentka oszalała i bredzi. Oszalała ze szczęśliwości, bo ostatnimi czasy, życie miast uprawiać ograną do rzygu ciuciubabkę obsypuje ją dobrami i fantami cudownymi. Pat – Pat interendo - nasz internetowy chochlik-uśmieszek, zapoczątkowała gwałtowną akcję uradośniania różnych smutnych ludków. Wczoraj internendowy Mikołaj zawitał i do mnie….
Paczka odebrana. Paczka duża. Paczka pełna. I jak to u Pat – cudnie ustrojona:

Fajna, co!
A w środku…. Nie, nie – ani zębów, ani pazurów, ani wąsów – ba nawet wilków nie było … za to pyszniły się takie….
Jest i książka na zimowe wieczory i Norel - tonik, i maseczka skin97 i travel set prosto z Japonii i azjatycki BB - i moje ukochane sękacze i te cuda słodkie... i Wojtki też były, ale Wojtek zeżarł... ech... Dziękuję serdecznie!!!!! Miodem me serce oblałaś.
Pat, mój Mikołaj starszy to i wolniej chyba łazi, ale jest w drodze.
PS. Orzechy wciągnęłam przy pierwszym podejściu więc na focie nie występują...

wtorek, 1 grudnia 2015

O grzecznej Malkontentce, która KA-HĘ dostała w podarku od Mikołaja.

Nie opłaca się być grzecznym, bo takich nikt nie docenia.
A figa! Opłaca się. Malkontentka była grzeczna przez cały rok. Bardzo grzeczna. Wybitnie grzeczna. Ba – gdyby nie nadmierna ruchomość można by ją w Sevres pokazywać, jako wzór grzeczności, obok kogoś, kto mógłby na przykład robić za wzorzec metra, albo nawet półtora… Boszeeee. Co to mnie tak zarzuca na bocznicę…. Tfu… Zamilknij…
Wracając do grzeczności. Kochani. Nasza Malkontentka już wie, że trzeba być miłym, sympatycznym, czyścić paznokcie i myć się, każdego dnia… opłaca się… bo jest nagroda!
Mikołaj szaleje! Dziś w roli ślicznej Mikołajki nasza Kasia Mineralna… nie mogę normalnie… no ta niewiarygodna Kasia takie coś przysłała!
Patrzcie i zazdrośćcie!


Tak tak… pudło autorskie – bajka, co?!
I ta marka! KA- HA!!!!!
Po otwarciu:

I w pełnej krasie:

Jest tu mój ukochany krem do czego chcesz! Przebój absolutny. I mydło w żelu! To moje dobrze znane cymesiki. Ale są też scruby, mydełka, woski..
Sorki, ale Malkontentka nie chce się podzielić. Mówi, że to ona była grzeczna… Ech…