czwartek, 15 października 2015

Czym Anula zaraziła Malkontentkę i co to w paczce było...

Malkontentka jest naturą nieskomplikowaną. Podobnie jak... storczyk. Jeeee, jeee, jeee... Dobrze przeczytaliście. Storczyk.To nie metafora, czy fiki - miki zmęczonego umysłu. To rzetelna wiedza, podparta solidnym fundamentem nieomal (sic!) naukowym, literaturą najwyższych lotów - znaczy poradnikiem! Wprawdzie poradniki z zasady wszechrzeczy mam w pięcie, ale raz sobie taką naukową mądrością pojadę. I kto mi zabroni? Nikt! Zaprawdę powiadam Wam, to właśnie w Poradniku Ogrodnika napisali o storczyku - że jest naturą nieskomplikowaną. Niestety. Na braterstwie jestestw, podobieństwa Malkontentki i storczyka definitywnie się kończą. A szkoda... Ot powiedzmy, taki storczyk wymaga prostej strawy serwowanej raz w tygodniu, Malkontentka odwrotnie - żre nieomal stale - z niewielkimi przerwami na spanie i toaletę. I właśnie przy toalecie zatrzymajmy się nieco dłużej, bo to ona jest kluczem do dzisiejszej opowieści. Malkontentka, jak na wstępie wspomniałam, prosta jest niczym budowa cepa i jej upodobania również do szczególnie wyszukanych nie należą. Pajda chleba ze smalcem, ogórek, piwko na okrasę i jest orgia romantyzmu i ekstaza smaku. Co do ablucji - myje się nieboga globalnie, przy użyciu mydła z Rossa za dwa pięćdziesiąt. Czyni to regularnie - ze zdrową chłopską rzetelnością. I zapewne stan "dwa pięćdziesiąt" trwałby do usr... no długo by trwał, gdyby nie pewna odlotowa Anula KLIK. Bloga Anuli - co kręci anulę (żyrafa na przykład) - Malkontentka czyta z wielkim upodobaniem, albowiem każdy odjechany nałogowiec jest bliski jej czarnemu serduszku. A Anula nałóg ma - no... nałożek taki - jest zagorzałą (zagorzałą, bo czy jest za gorzałą czy też nie - nie wiem, ale liczę, że kiedyś dopracujemy to zagadnienie) wielbicielką mydeł, ale nie tych z Rossa za dwa pięćdziesiąt, tylko takich, o jakich istnieniu prosty chłop Malkontentka pojęcia nie miała - wspaniałych, naturalnych i niewątpliwie kosztownych. Można? Można. Malkontentka o mydłach anulkowych chętnie poczytywała, ale na pachnące cudeńka jej serce było zamknięte. Do czasu... 
Dygresyjka......
Znacie to uczucie, gdy w zasięgu pożądliwych łapek leży totalnie niespodziewana, tajemnicza, starannie okręcona taśmą niemalże stalową, nęcąca paczuszka? Ten moment, gdy nożami, siekierami, pazurami, współmałżonkiem rozrywa się zabezpieczenia, szarpie kartony - mmm... I ta cudowna ekscytacja - pierwszy mistyczny wręcz zerk do wnętrza pakunku. Ech. Nie ma nic lepszego. Zawsze w takiej chwili czuję się jakby mnie kto po sercu pogłaskał. Fajne to uczucie... I ja w nim nieźle współistnieje... Ktoś o mnie pomyślał! Ktoś chciał coś fajnego dla mnie zrobić... Dla mnie! Cenię i roztapiam się w rozrzewnieniu! Anulka! Dziękuję! Pogłaskałaś moje serducho. To poważnie wzrusza i uszczęśliwia. 
A co w anulkowej paczce było... Ano...



Dobrze widzicie! Cały wybor mydełek wyszukanych i wspaniałych. Balsam. Ech.... Kokos! Kokos!!! Masełko shea. No i....Uwaga! Dżemik! Dżemik! Z dyni. Złoty i skrzący się, niczym październikowe słoneczko. Dzieło anulkowych rączek! A wszystko w jesiennej aurze orzechów...
Mydełka wystartowały! A mydełko wiadomo - sprawa wywrotowa... Ale żeby aż tak Malkontentkę zarazić... I pomyśleć, że tkwiła latami, z uporem muła, w krainie "dwa pięćdziesiąt"! Wyrzekam się tej jej niechlubnej przeszłości.
Anulka. Radość, radość we mnie rozpaliłaś. Dziękuję!

52 komentarze:

  1. dżemik z dyni? o ja Cię kręcę, aż ślinka cieknie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Robiłam podobny dżem jak Anula i potwierdzam, że wychodzi pysznyyyy :)

      Usuń
  2. Świetna niespodzianka!!! Mydła z Pszczelej sa cudowne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wlasnie zaczynam sie przekonywać ;)

      Usuń
  3. Hahahahahaaaaaaa :)
    Jesteś niesamowita!
    Chleb ze smalcem, ogórem i piwko??? Zawsze! Co do gorzały to wolę wino, ale dla Ciebie zmienię upodobania :D
    I tak, dokładnie to samo wzruszenie Ty mi zaserwowałaś, ale zdecydowanie lepiej je wyraziłaś.
    Mam nadzieję, że mydełka Cię wciągną :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gorzałę to ja też średnio- wolę piwo ale co se będziemy ograniczenia stawiać:). Co do lepsiejszosci wyrazu - będę polemizować!

      Usuń
    2. No właśnie umiejętnością polemiki mnie przerastasz :D
      Racja! Żadnych ograniczeń! Gorzała może i niesmaczna, ale jak mus to mus :D Przecież nie stchórzymy!
      No i ta pajda ze smalcem na zagrychę!

      Usuń
    3. I piwo na kaca! Nie stchórzymy!

      Usuń
  4. Genialny tekst, masz świetne "pióro". Nie używam mydełek ale zazdroszczę prezentu :)

    OdpowiedzUsuń
  5. O tym storczyku to nawet ja wiedziałam, bo to aż jeden z dwóch kwiatków, które ze mną wytrzymały. :] Musi być twardy i prosty w obsłudze. (wciąż mówię o storczyku haha).
    Czytałam też post o paczce od Mongi to od razu powiem hurtowo, że super upominki. Od razu cieplej na serduchu :) Znam to :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siostro! Toż u mnie ten drugi to drzewko szczescia - ponoć nie do zajeżdżenia:)

      Usuń
  6. Jak ja lubię Cię czytać, ile w tym entuzjazmu! I tak, znam tą chwilę, ten pierwszy mistyczny zerk w pudło otwarte mężem, bo ja trzęsącymi się dłońmi i wypadającymi nożyczkami, pilnikiem czy co mi tam w ręce wpadło, nie dałam rady :D
    A mydełko też od Anuli dostałam i uwaga, właśnie o nim zaczynam pisać :) Mnie też nawraca i nawet kupiłam już kolejne dwa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grzeczna dziewczynka :D
      Misja zakończona powodzeniem :D

      Usuń
    2. No, to to - dlatego wspomniałam o współmałżonku, bo też stosuje:))))

      Usuń
    3. hahahahaaaaa!
      Niemożliwe jesteście! Mówicie, że stosujecie męża do otwierania przesyłek :DDDDDD muszę spróbować, bo dotychczas ograniczyłam się do nożyczek i noży!

      Usuń
    4. Mąż jest zdecydowanie wygodniejszy, jednakże pod warunkiem, ze nie zakupiłas czegoś drogocennego, niezbędnego - wiadomo i paragon na gruba sumę nie widnieje na czołówce rozprutego męską siłą pudełka. To nie- nożyczki wówczas!

      Usuń
    5. :DDDD
      Będę pamiętać i autoryzować pozwolenia do otwarcia :D

      Usuń
    6. Do czegoś się czasem przydają ci mężowie hihihi. Po to ich karmimy, by mieli krzepę i siłę :D

      Usuń
  7. Zazdroszczę zawartości, bo kocham takie mydełka!
    Pozdrawiam serdecznie, mój blog/KLIK :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dopiero startuję z tą miłością :)

      Usuń
  8. Ty to moja dziołcha żeś je i ejj kupuj dalej mydełka za dwa pięćdziesiąt bo niektóre są świetne :D:D Paczuszka od Anulki cudownaaaa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :DDD
      Ja też kiedyś lubiłam te za 2,50 :D ale jak się raz łyknie bakcyla naturalnych mydeł, to później juz inne nie smakują!

      Usuń
    2. Renia - i tak se nie odpuścimy i czasem cichcem... Biegusiem po te dwa pięćdziesiąt:)

      Usuń
  9. Fas\jnie ;) ja mam aktualnie mydło oliwno0laurowe z Syrii i jeszcze oliwne z Grecji do mycia włosów i całego ciała ;) ale ten dżemik to taki fajny musi być:P
    Mój Blog - klik!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oliwkowe tez kiedyś z Grecji przywiozłam... Ale nie wypróbowałam, bo któryś ze współmieszkańców uznał je za dziwne i wywalił...

      Usuń
    2. matko....
      nie wiem czy uszedłby z życiem...

      Usuń
    3. No tak... Tylko ktory?! Sami niewinni, jak w pierdlu!

      Usuń
    4. hahahahaaa :))))
      Wszyscy - dla zasady, w imię odpowiedzialności grupowej i równości!

      Usuń
    5. Ach te chłopy, jak tu z nimi wytrzymać i nie ubić :D

      Usuń
  10. Haha znam to podekscytowanie nad paczką :D i próby najpierw palcami, paznokciami, wszystkim co mam w pobliżu aż kończy się w końcu na nożyczkach :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Pięknie napisane 😊 Anulka zawsze śle piękne paczki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja Kochana *: uczę się od najlepszych - czyli od Ciebie *:

      Usuń
    2. I co ja tu mogę dodac:). Do tychcalusiw się dołącze:)

      Usuń
    3. A jak po polsku to napisałam! Nie ma jak to prowadzić życie przez telefon..

      Usuń
  12. Napisałabym, że zazdroszczę mydełek, ale nie mogę... bo wiem, że u mnie by poszły na zmarnowanie (nie jestem pewna, czy mydła się psują, ale kolejka tych do wykorzystania jest na tyle długa, że miały by szansę). No ale dżemem z dyni bym już nie pogardziła i pewnie bym pożarła w ciągu godziny, bo dynię kocham :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dżemik jest tylko słodkim wspomnieniem:). A z mydełkami dopiero startuję :)

      Usuń
  13. Musiałaś być naprawdę grzeczna skoro tylu Mikołajów dokoła :) Ja mydła w kostkach staram się polubić, ale wolę te w płynie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to to! Trafiłaś idealnie. Byłam wzorowa!!!! Co do mydeł w płynie - jak mam go nie zjeść?! :)))))

      Usuń
  14. Dżem z dyni...oczom nie wierzę..ciekawa jestem jak to cudo smakuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Genialnie! Dla mnie tak słodko-winnie, dla mojego synusia ostrawo:). Swietny i do tego piękny taki!

      Usuń
  15. Miłego użytkowania, ja najbardziej lubię i tak sie przyzwyczaiłam do konsystencji płynnych w myciu:) mam nadzieje że doświadczenia Twoje z mydełkami pozytywne bezgranicznie radosne będą :*

    OdpowiedzUsuń
  16. Uuuuu też bym się cieszyła :D ja zwykle mam tylko te za 2,50 z rossa xD bo jak mam jakieś lepsze to głównie na nie patrzę xD bo mi szkoda xD Jednym słowem teraz to będzie tylko piękna i gładka arystkoratka a nie Malkontentka :D

    OdpowiedzUsuń