czwartek, 2 kwietnia 2015

Rzecz o bajkowym elemencie rzeczywistości, czyli mało wytwornie ale za to z posmaczkiem

…ile razy można pieprzyć wciąż jedno i to samo... czyli zapraszam na bardzo NIE-kulturalny czwartek. A że nasz dzisiejszy bohater za kołnierz nie wylewał – to na jego cześć - niech to będzie czwartek przy kielichu…



Jan – trudnego nazwiska – Himilsbach. Aktor, poeta, pisarz, scenarzysta, rębacz, tragarz, palacz, kamieniarz. Osobowość… Jeden z bezcennych skarbów PRL-u. Człowiek, który sam na bieżąco tworzył własną historię i w zależności od potrzeb różnorodnie i barwnie ją modyfikował. Nie znosił monotonii i schematu... Przecież można wymyślić sobie ciekawsze życie… W jego biografii pewne jest tylko jedno – data śmierci. Zmarł 11 listopada 1988 w melinie przy ulicy Górnośląskiej w Warszawie. Żył jak chciał i umarł jak chciał, zawsze zgodnie z maksymą Życie jest piękne, ale niestety, trzeba umieć z tego korzystać… 
korzystał…
I to na maksa…
Na zwróconą mu uwagę, żeby nie pił na ulicy odparł, że do organizmu wprowadza bajkowy nastrój, nadając tym samym nową jakość alkoholowym perturbacjom rodaków… A że pławienie się odmętach bajkowych nastrojów sprawiało mu niewątpliwą radość, nie zamierzał z tej uciechy łatwo rezygnować Wszyscy mi mówią, Janek przestań pić i rzuć palenie. Basica straszy, że jak nie przestanę, to odejdzie, lekarz straszy, jak nie przestanę, to szybko zejdę. Wszyscy dookoła nic tylko straszą, a człowiek jak ma silną wolę to i tak zapali i się napije. I to kochani nazywa się świadome korzystanie z uroków życia. Chociaż niekoniecznie do wykorzystania w identycznej formie na własnym podwórku… niemniej jednak czegoś powinniśmy się przy tej okazji nauczyć – dystansu do świata, a przede wszystkim do siebie! Poznałem na balandze panienkę. O Boże, z wyglądu przypominała nieco starego górala. Rano budzę się, patrzę... No i rzeczywiście!
Jan Himilsbach - obok współtworzenia ze Zdzisławem Maklakiewiczem niezapomnianych duetów aktorskich, pisania książek i poezji - uprawiał też czynnie zawód kamieniarza, który nota bene cenił wyżej niż własną działalność na niwie literackiej - moim dziełem granitowym nikt sobie dupy nie podetrze - hmm… no właśnie. Wracając jednak do kamieniarstwa – ciekawostka - dzięki swoim układom w branży… „załatwił” miejsce na Powązkach dla Marka Hłaski i sam z pietyzmem wykuł napis na jego płycie nagrobnej. Był też sygnatariuszem petycji w sprawie sprowadzenia prochów pisarza do kraju – co wówczas nie wydawało się oczywistą powinnością… Lekkoduch? – chyba jednak nie do końca… 
Generalnie :) uważany był za aktora – bliższa prawdy wydaje sie jednak opinia któregoś z krytyków, ze Himilsbach to nie aktor, a kreacja sama w sobie – wystarczyło, że BYŁ a każde przedsięwzięcie z jego udziałem stawało się wydarzeniem. Był sobą…
I jeszcze na zakończenie perełka …czym jest sława według Himilsbacha…
To Sława Przybylska. Spotkałem ją nie tak dawno na warszawskiej Starówce, ale w żadnym szczególe nie wyglądała jak Sława. A ja? Ja nie muszę nic w tym życiu robić. Na mnie pracuje czas. Czy ludzie się z tym godzą czy nie, czy tego chcą czy nie, ja i tak zostanę w historii. Każdy by chciał zyskać sławę. Jeden zmywa naczynia, drugi gra w orkiestrze. Ci wszyscy ludzie kiedyś odejdą. Ja natomiast zostanę jako mumia. Zapeklowany Ramzes II. To jest sława. 
I tyle!

Zatem…
Panie Janie…

Pod stół kieliszki, pijmy szklanicami!
Kurdesz, kurdesz nad kurdeszami...

29 komentarzy:

  1. "to nie aktor, a kreacja sama w sobie"- podobają mi się te słowa :) może ktoś tak kiedyś powie o mnie :P?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :). Nalezy miec nadzieje i oby sie udało :)

      Usuń
    2. Też mi się spodobał ten tekst :) to się nazywa osobowość :)

      Usuń
  2. nie znałam człeka w działaniu scenicznym aczkolwiek widać że miał pasję i wole by z jego życiem nie było nudno...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj kochana - raz dwa oglądnij Rejs;). Tego sie nie da zapomnieć;)

      Usuń
    2. ok kapitanie :D już lecę!

      Usuń
    3. No ;). Bedziesz pod wrazeniem. Jestem pewna!

      Usuń
  3. ależ ja lubie czytać Twoje wpisy :D

    OdpowiedzUsuń
  4. To prawda, Pan Jan to był bezcennym skarbem...nie widzę następców:(

    OdpowiedzUsuń
  5. nie lubisz zapachu lawendy??:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię. Ale w tym miksie to wyszedł odór ze ho ho

      Usuń
  6. Nie ma i nie będzie już takich osobistości w polskim filmie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Człowiek bardzo osobliwy z niego był. Podobają mi się jego słowa, to podejście do życia, humor, dystans. Takich ludzi uwielbiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dystans- to sprawa bezcenna! I nieczęsty dar...

      Usuń
  8. No niezła ta kreacja była, głos miał dobry, Rejs świetny film... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rejs- mega, napisac "dobry" byłoby głupio;) a głos pana Jana, no coz... ujmijmy to tak - pasował:))))

      Usuń
  9. sposób w jakim o nim mówisz...mistrzostwo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, lubię go mocno wiec wiadomo...łatwiej przychodzi ;)

      Usuń
  10. Oj wczorajszy czwartek był przy kielichu i dzisiaj ledwo żyję... Nie nadaję się do picia..

    OdpowiedzUsuń
  11. Dystans, jaki miał do siebie przydałby się niektórym współczesnym...

    OdpowiedzUsuń
  12. jak zwykle, bardzo ciekawie :)

    http://lamodalena.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń