poniedziałek, 25 maja 2015

O intrydze bez intrygi z mistykiem w tle czyli słów kilka o powieści Eugenidesa


Jeffrey Eugenides. Intryga małżeńska. Powieść z frapującą okładką, bogatą publicystyką okołoliteracką i szerokim wachlarzem opinii… Doprawdy nie wiem, co mam Wam o tej książce powiedzieć… Ostatnio generalnie mam kłopot z błyskotliwym sklejaniem swoich myśli w spójną -pozornie lekką i pełną humoru całość. Jestem bodajże klasycznym przykładem zmęczenia materiału, kryzysu ogólnoustrojowego, prostowania kory mózgowej bądź po chłopsku – urlopu do jasnej Anielki potrzebuję i to now, bo oszaleję. Wracając do zasadniczego wątku. Intryga małżeńska to książka do której przystąpiłam z entuzjazmem, który stopniowo przygasał, przygasał, aż niemal zgasł… przy czym słówko „niemal” jest tu kluczowe, bo jednak kilka elementów ten wątły płomyk ocaliło.
Mniej więcej do 191 strony nudziłam się niemożebnie, później z lekka zaintrygował mnie kliniczny opis poszczególnych stadiów depresji jednego z bohaterów i z pewnym mozołem, ale jednak, dopłynęłam do końca. Książka ponoć jest kultowa i ponoć czadowa. E tam. Może wybitnym koneserem literatury to ja nie jestem, ale uznanie tej opowieści za pretendującą do miana wybitnego dzieła przełomu uważam za nadużycie. Książka jest niezła, przemyślana taka… solidna...i tyle. Za jej sprawą nic się w czytelniku nie dzieje… Światopoglądy nie pękają, mury nadal twardo stoją, słońce świeci, nikt nie biegnie z rewolucyjnym zapałem obalać barykady… ot, lektura na dobranoc - chociaż niewątpliwie ma swoje smaczki. Tak naprawdę w całej powieści powalił mnie na kolana jeden fakt – nawiązania do bliskiego mojemu sercu mistyka średniowiecznego - Mistrza Eckharta – szacun – to chyba wydarzenie bez precedensu. Aż trudno mi uwierzyć, że coś takiego miało miejsce w literaturze współczesnej - co tu kryć popularnej… To bez dwóch zdań wartość dodana… podobnie jak wszelkie rozważania z pogranicza religioznawstwa, filozofii i socjologii - rzeczywiście sprawa niebanalna. Eugenides bardzo frapująco przedstawił karkołomne zawiłości i struktury stosunków międzyludzkich. Niewątpliwie są to ogromne plusy tej książki, która… no właśnie… która mimo tych fajerwerków nie powala. Czegoś moi mili tu brak… Jakiejś iskry, błysku który by te ukryte miedzy słowami fajerwerki odpalił. Nie mówię Intrydze małżeńskiej – nie. Wprawdzie już raczej do tej lektury nie wrócę... hmm... - z pewnością nie wrócę (przynajmniej nie dobrowolnie) - ale zachęcam – przeczytajcie, może odnajdziecie w niej coś, coś czego ja nie dostrzegłam – bo pod tym względem wydaje się być zasobna….

20 komentarzy:

  1. oj ja nie dałabym rady jej przeczytać, pomimo, że to lubię :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, ze czuje sie tą Intryga małżeńską zmęczona. Przyjemność z lektury - niewielka. W życiu tak długo nie maltretowalam ksiazki :)

      Usuń
  2. jak prawie do 200 stronicy nuda, to ja bym nie zdzierżyła już po 50 kartkach;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekałam, pełna wiary na to wielkie WOW:)

      Usuń
  3. Nie lubię takich książek, które mają całkiem fajny początek a nudny koniec. W sumie nigdy nie wiem co robić - czytać i męczyć się do końca czy lepiej rzucić w kąt.

    OdpowiedzUsuń
  4. Książki o takiej tematyce niestety nie są dla mnie wskazane :) Już po kilku stronach pewnie rzuciłabym ją w kąt !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Problem w tym, ze ja nawet po lekturze tej ksiazki nie do końca moge się zdecydować, o czym ona tak naprawdę jest...

      Usuń
  5. Jaka nieugiętość i nieustępliwość jest w Tobie Malkontentko, aby się tak katować przez 200 stron nudą :) Ja mam mnóstwo pozaczynanych książek, do których nie powrócę, bo mnie nie zainteresowały. I niech się inni zachwycają do bólu i do woli, proszę bardzo, ja mam własne zdanie, a że czytam sporo i lubię to robić szkoda mi mojego czasu na nudę, bo przepraszam za wyrażenie, ale czas nie ch...j, nie stoi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ ja tak musze;). To pewnie jakiś rodzaj samobiczowania;) ale nie odejdę od ksiazki póki jej nie skończę;).
      Opinie krytyków literackich- sa dla mnie istotne w momencie wyboru- nie ukrywam, potem czesto i gęsto zdarza sie, ze mam je w pięcie;)

      Usuń
    2. Masochizm literacki? Jest takie pojęcie?
      Ja już dawno doszłam do wniosku, że nie mam żadnego wysmakowanego gustu literackiego i wszelkich krytyków z całym szacunkiem chromolę :) Niech sobie piszą, krytykują i wychwalają na zmianę, czasem miło się to czyta i bywa, że to robię, ale często wziąwszy którąś z wychwalanych książek w dłoń zabijam się ziewaniem... dosłownie...

      Usuń
  6. mi te dwa dni wypoczynku sporo dały:)) jeszcze ta bajeczna pogoda.... jeju! Nie chciało się wyjeżdżać! Myślę że czasem trzeba sobie od wszystkiego odpocząć:)) teraz nadrabiam zaległości:))

    OdpowiedzUsuń
  7. gdyby mnie książka nudziła do 191 strony, odłożyłabym ją na półkę i sięgnęła po coś innego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jak miałabym Wam o tej nudzie wówczas opowiedzieć:). Poza tym - tam stoi o Mistrzu Eckharcie - więc z szacunku - dojechałam do końca:)

      Usuń
  8. próbowałam przeczytać , dla mnie za trudna :P

    OdpowiedzUsuń
  9. podziwam ja jak jest nudnow przstaje i zaczynam inną:)

    OdpowiedzUsuń
  10. też cierpię na syndrom braku urlopu, cholery już wręcz dostaję z przepracowania...

    OdpowiedzUsuń
  11. Podziwiam, że potrafisz dotrwać do końca lektury, kiedy nie napawa ona ani zainteresowaniem, ani też ciekawością. Aczkolwiek chyba i mnie zdarzyło się ze dwa razy wytrwać pomimo prób rzucenia ich w najdalszy kąt. 'Intryga...' jest mi nieznana, aczkolwiek nie pałam chęcią jej poznania.

    OdpowiedzUsuń