poniedziałek, 2 marca 2015

Ptasie radio, czyli co tam panie w blogosferze. O awanturach blogowych rzecz poniewierająca.

Zauważyłam dziś, że wbrew mojemu - jakże twardemu - postanowieniu stworzenia blogasia, w którym królować będą ironiczno-żartobliwo-sarkastyczne recenzje kosmetyków, cała zabawa zaczyna ciążyć w zupełnie innym kierunku. Miało być ku uciesze Czytelnika a robi się coraz bardziej mentorsko;) Wyznaję, że z mozołem wielkim produkuję te - lekkie w zamyśle – recenzje. Prawdę powiedziawszy wole czytać Wasze opinie i kierować się Waszymi radami. Poważnie! Pasjami mogę przeglądać blogi o różnego typu upiększaczach – wybitnie mnie to odrywa od codzienności – a już szczególnie fascynują mnie te o włosach. Nazwałabym je wręcz zjawiskiem. Jest dla mnie totalnie odjechanym – i to w pozytywnym sensie tego słowa – zebranie tak niewyobrażalnej wiedzy okołotematowej (drżyjcie poloniści przed radosnym słowotwórstwem). Hmm właściwie to nawet nie wiem jak to ugryźć czy chociażby nadgryźć. Przysięgam - nie jestem w stanie przyswoić sobie jednej setnej tego, o czym autorki tych poczytnych blogów piszą. Mylą mi się nawilżacze z emolientami, maski z odżywkami itd. Czytam z zapałem, ba – nawet kupuję obsesyjnie obowiązujące specyfiki – chociaż czynię to bez większej nadziei, że moje mysie kosmyki zamienią się w bujne sploty, ale co tam. Lubię pooglądać makijaże, których moje nieposłuszne palce nigdy nie stworzą, czytając receptury kosmetyczne Mineralnej Kasi – też chcę samodzielnie wyprodukować jakiś krem, analizując recenzje książek Renatki (Piękno i pasja)  –  wtrącam się namiętnie;), zazdroszczę talentu artystom i pasji fotografom…Dobra… Tyle tytułem wstępu. Miałam napisać o blogosferze a nie o kosmetykach (kurcze, a może jednak już się w to wkręciłam na dobre? Hmm… ewentualnie na dobre się zestarzałam i bredzę…). Otóż wracając do tematu - od wielu lat jestem zdyscyplinowanym czytelnikiem blogów wszelkiej maści i gatunku. Ładnie komentuję, nie dokuczam autorom i jestem generalnie na TAK, niemniej jednak nie udało mi się ominąć kilku wielkich blogowych awantur. Nie chcę wdawać się w szczegóły ani grzebać w historii - pozwolę sobie jedynie wspomnieć, że podczas tych wszystkich zawirowań – a niekiedy dotyczyły one spraw cholernie poważnych – stałam grzecznie przestępując z nogi na nogę i wyciszając w miarę możliwości zwaśnionych - ależ uspokójcie się, dajcie spokój, pogódźcie się, życie jest jedno - jesteście fajni - nie podcinajcie sobie wzajemnie gardeł… Poważnie - ciocia pocieszycielka, ciocia dobra rada, ciocia do serca przytul psa. Przygarniałam spłakanych do piersi, wysyłałam pieniądze, gdy organizowano zrzutki itd. Poznałam w tym okresie wielu świetnych ludzi – a znajomości blogowe przemieściły się z ekranu do jak najbardziej realnego realu – Li kochana :). I to jest niewątpliwie wartość dodana mojego zapalonego czytelnictwa :). Ale tych ciemnych stron zaczęło robić się zbyt dużo. Ostatnio wypowiedziałam się na jednym z blogów, który niekiedy podczytuje … wypowiedziałam się, bo zmilczeć wszak nie potrafiłam … Kurcze mam kłopot z opowiedzeniem tej sytuacji, mam kłopot z opisaniem emocji, bo w mej głowie chaos a spod pióra nie takie zdania wychodzą, jakie uznałabym za właściwe. Być może za bardzo mnie to wszystko obciążyło. Dobra – wypowiedziałam się, bo nie potrafię zmilczeć, gdy czytam niesprawiedliwe uwagi pod adresem osoby, którą znam i która – w moim odczuciu - zasługuje - niczym Małgorzata - na spokój…. Dostałam chlust zimnej wody na głowę plus jeszcze mocno wiadrem. I bardzo dobrze! Zrobiło mi się przeraźliwie smutno, bo moja wypowiedz nie była agresywna, ale taki cios pałką skłania do refleksji… zaczęłam zastanawiać się nad sobą… i oto wniosek - przez całe dorosłe życie cierpię na przekleństwo bycia miłym! – nie, nie, nie pytajcie mnie o książkę Marsona – nie czytałam i nie zamierzam, bo po zapoznaniu się z literaturą, chyba podobną w typie, pod nazwą „Bóg nigdy nie mruga” byłam w traumie przez dwa dni – doprawdy nie wiem, do kogo jest adresowana ta pozycja. Przyznaję, że u Marsona cholernie spodobała mi się gra słów w tytule i stąd nawiązanie;). Wracając do syndromu – jestem totalnie pozbawiona instynktu samozachowawczego, dbam o wszystkich dookoła a nie o siebie i swoją rodzinę, pierwsza wskakuje na barykadę i krzyczę – to niesprawiedliwe, tak nie wolno- pierwsza też dostaję kamieniem w łeb…  i to często od tego, który chwile wcześniej łkał na mojej piersi…I otóż moi mili postanowiłam z tym skończyć. Basta! Biuro zamknięte.
Mario – z pewnością nie czytujesz mojego bloga – ale muszę Ci podziękować. Tak, masz rację – duszę przyznano mi niejako z taśmy - podczas mocowania serca i montowania lewej nogi. Przez przypadek podkręcono zbytnio emocje i doprawiono nadmierną wrażliwością. Dlatego cierpię. Ale nie mogę już cierpieć za miliony, bo nikt tego nie oczekuje i nie potrzebuje. Tak, wreszcie ktoś coś mi uświadomił. Niosę ten ciężar rzeczywiście długo i dlatego ogłaszam - koniec z wymiotem emocjonalnym:) Jutro miast na Weltschmerz zapraszam na zabawne perypetie Malkontentki, która wyszperała w sieci kosmetyki rodem z dalekiej Korei.

Wpis chaotyczny. Wspomagacz – kawa, spowalniacz – niewyspanie.

PS. Jeszcze jedna uwaga do książki o Bogu, który nie mruga… pomijając fakt, że mruga i to czasem nawet zbyt często, to coś jednak z tej pozycji we mnie zostało – otóż dowiedziałam się, że żeby zostać milionerem należy odkładać 10% (albo 20? – rany koguta zapomniałam jednak) każdych uzyskanych/zapracowanych/zdobytych nielegalnie pieniędzy na książeczkę/konto/lokatę. Należy to czynić od momentu, kiedy już nie mylimy pieniążka ze smoczkiem, do czasu, kiedy nie mylimy pieniążka z czymkolwiek innym… I dzieląc się z wami tą bezcenną wiedzą (zdobytą za jedyne 30 zł polskich) ogłaszam otwarcie nowego tygodnia i niech Wam się darzy :).

36 komentarzy:

  1. "Ładnie komentuję, nie dokuczam autorom"- te Twoje słowa rozbawiły mnie do łez :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest wartość dodana - uśmiech Czytelnika :)

      Usuń
    2. mnie również "sisi" jesteś najlepsza :*

      Usuń
  2. Bardzo ważny wpis... Nawet o poważnych sprawach piszesz tak, że trudno się nie uśmiechnąć.

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba będę musiała sięgnąć po tą książkę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli po Boga, ktory nie mruga to raczej sobie daruj. Esencje tego dzieła masz w PS:))))

      Usuń
  4. Widziałam nie raz te blogowe afery i chyba wiem, o której teraz mówisz. To niepotrzebne bardzo. A najgorsze jest to, że na tych wszystkich blogach jeśli nawet kulturalnie wyrazisz inną opinię niż tam obowiązująca - to cię zadziobią. Pozdrawiam sisi! Rzeczywiście Twoje posty są zabawne ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy moim zamiarem było akurat tworzyć post zabawny ale dzieki :))))
      Co do reszty. Masz w dużej mierze racje. Ja lubię dyskutować a nie kiwać w stadzie zgodnie głowami.

      Usuń
  5. Dziękuję kochana ale mi miło :) Podpisuje się wszystkimi łapakami pod tym co napisałaś. Ja też myle pojęcia włosowe i nigdy nie bede umiała używać stempelków do pazurków i nie zorobie pieknego makijażu nie mówiąc już o zrobieniu zdjęcia - robiłam zdjecie moich rzęs - nie wyszło ehhhh Pozdrawiam Całuski Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo lubię Twoj blog :). Przez te receptury niebawem stworze jakies laboratorium w domu :))) ale powaznie mowiac idzie mi to "rękodzieło" coraz lepiej! Świetna zabawa a jaka satysfakcja, gdy cos ukręcę ;)

      Usuń
  6. "Bóg nigdy nie mruga" ma jeszcze jedno dzieło do kompletu - "Bóg znajdzie ci pracę" czy jakoś tak... Pamiętaj zaangażowany zawsze dostaje kamieniem w łeb, a pierwszy odwraca się od Ciebie ten, komu najbardziej pomogłaś!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej kontynuację tego hociora zostawię prawdziwym koneserom :)

      Usuń
  7. Ja zawsze się najbardziej zachwycam zdobieniami paznokci, bo mi nawet nie zawsze się je uda równo lakierem w jednym kolorze pomalować :D

    Przykro mi, że zostałaś tak potraktowana :( Ja właśnie dlatego zazwyczaj nie zabieram głosu w przypadku takich aferek, szkoda moich nerwów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam to samo- gdy tylko zbliżę ten pędzelek z lakierem do paznokcia łapa tak mi sie trzęsie jakbym wodę brzozową spijała miast wcierać we włosy;)
      Racja. Szkoda nerwów. Ale niekiedy...

      Usuń
  8. Miło mi i to bardzo, że tak namiętnie wtrącasz się w moje recenzję książek- poproszę o więcej :D:D, chociaż ja staram się malutko pisać o nich, ponieważ jak już zacznę pisać post to koniec,płynę na maksa...a potem kasuje wszystko, bo się okazuje że opisałam ją całą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ja bardzo lubię czytać, to co piszesz - o książkach w szczególności

      Usuń
  9. ja stempelki do pazurów kupiłam raz... próbowałam ze 3 i się wkurzyłam bo nie umiem. lezą teraz i kwiczą;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nawet nie wiedziałam, ze istnieją ;)

      Usuń
    2. proszę Ciebie jest tyle cudów kosmetycznych że aż głowa mała;p mazidła z oczarów indyjskich z konopii olejki cudowne wyciągi ze ślimaka;p

      Usuń
    3. tego ślimaka to widziałam :)))))))

      Usuń
  10. Łoj Boże jak dobrze, że tu jestem. Wpis prześwietny. Najpierw się śmiałam, a potem zaczęłam przeżywać, bo ja jestem dokładnie taka sama. Na własnym blogu trochę pluję, a w rzeczywistości to ja jestem "dupoliz", nikogo urazić nie chcę, bo boję się awantur, boję się złych słów. Mój kolega ostatnio stwierdził z przekąsem, że ja właśnie taki pieniacz jestem i tak sobie w życiu daję radę z ludźmi, że widać to po tym nawet jak zakupy idę zrobić. Bo ja to się nawet ekspedientek boję jak krzywo spojrzy. Nieważne, na blogu pozwalam sobie na wylanie żali i łez, bo chyba bym wybuchła, ale za każdym razem gdy napiszę odważniejszy post ze strachem wracam na bloga i odczytuję komentarze, czy aby przypadkiem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze !!!! Toz to mnie opisałaś!!!!

      Usuń
    2. :) piątka, fajnie że nie jestem jedna taka "wystraszona", chociaż nie powiem, wolałabym wyzbyć się tego choć troszkę...

      Usuń
    3. Obawiam sie, ze bedzie cieżko ;)

      Usuń
  11. "...nie dokuczam autorom..." - tutaj padłam na twarz ;)
    blogosfera to specyficzne miejsce jest, ale nie ma co nerwów przez nie tracić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem:). Ale przy moim charakterze cieżko niekiedy zachować zdrowy dystans. Dzieki za dobre słowo :)

      Usuń
  12. Ja też zawsze byłam z tych, jak to dobrze ujęłaś, wskakują na barykadę i krzyczą. Kiedyś przeczytałam mądre zdanie, że denerwowanie się to mszczenie się na własnym zdrowiu za głupotę innych i to do mnie trafiło. Teraz zazwyczaj omijają mnie blogowe spory, a jeśli już coś do mnie trafi to przyglądam się i nie wypowiadam. Stwierdziłam, że trzeba mieć zdrowy dystans i szkoda na coś takiego nerwów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mszczenie sie na własnym zdrowiu za głupotę innych... Piekne! Nie zapomnę! Dziekuje Ci bardzo.

      Usuń
    2. Nie ma za co, pora w końcu pomyśleć o sobie! Trzeba się tego nauczyć, wiem, ale warto dla samej siebie i bliskich. Mnie w takich kwestiach zawsze uświadamia mój M. i tłumaczy, że niepotrzebnie się denerwuję i biorę wszystko do siebie. Od jakiegoś czasu obserwuję osoby, których "nic nie rusza" i cokolwiek się do nich powie, odbija się to od nich jak grochem o ścianę i cóż, zaczęłam podziwiać ich wewnętrzny spokój. Zawsze myślałam, że to ludzie tępi i gruboskórni a teraz widzę, że są mądrzejsi. Ja stworzyłam sobie taką własną przestrzeń: ja i osoby, które są mi najbliższe i to taka moja oaza spokoju, z której czerpię siłę. Cały czas się uczę, żeby nie analizować wszystkiego i nie stresować się byle czym i długa droga przede mną, ale są już postępy i czuję się szczęśliwsza.

      Usuń
    3. Masz ogromną rację! Ja właśnie stanęłam w blokach startowych i zaczynam zajmować się sobą i moimi bliskimi - mam już serdecznie dość "umartwiania się", przeżywania i takiego wiecznego poddenerwowania. Niewątpliwie przypłaciłam to już kilkoma latami życia. A w afery żadnego typu - czy to jako obrońca uciśnionych, czy mąż opatrznościowy - nie dam się wkręcić!

      Usuń
    4. Słusznie! Trzymam za Ciebie kciuki! :)

      Usuń
    5. Dzięki serdeczne:)

      Usuń
  13. Ależ się Ciebie czyta! Jesteś genialna! Kiedy doszłam do słó "nie doczukam autorom" aż się uśmiechnełam! Życzyłabym sobie, żeby każdy pisał w taki sposób swoje posty. Żeby chcieć go połknąć czytając.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miod na me serce:). Dziekuje za tak miłe słowa!

      Usuń