poniedziałek, 16 marca 2015

Co ma śluz ze ślimaka do Black-out –u i kremu BB czyli Malkontentka przestaje się dziwić światu



Podobno lepiej mieć mieszane myśli, niż uczucia. Cóż… po ostatnich życiowych doświadczeniach Malkontentka niestety ma zmiksowane absolutnie wszystko. Uczucia i myśli zamieniły się w jedno wielkie kłębowisko szarego zmiętego i zdumionego ja. Jak to mówił klasyk: No koniem podjechać można, a na człowieku… się tylko potknąć… Ale nikt nie może tkwić wiecznie w odchłani szoku i patrzeć na świat z szeroko otwartymi ustami… Dobrzy ludzie, niemal przemocą wepchnęli Malkontentkę na właściwe tory, wskazali azymut i nadali napęd przyjacielskim kopniakiem w… plecy.
Efekt – dzisiejszy post.
Jak już zapewne zauważyliście, uczucia Malkontentki do koreańskich produktów kosmetycznych są nadzwyczaj poetyckie. Wciąż nie potrafi zdecydować: Czy to jest przyjaźń? Czy to jest kochanie? Z tymi specyfikami sprawa jest o tyle trudna, ze mają w sobie zaklętą moc. Moc kusicielską. Piękne opakowanie, bajeranckie detale, niekiedy słodkie, niekiedy urocze… a w środku – czasem hit a czasem ten, no… absolutny nie-hit… Dziś będzie pieśń pochwalna. Zaśpiewa ją Malkontentka, nieco fałszując, swoim grubym głosem na cześć kremu BB firmy It’s skin noszącego trudną do zapamiętania nazwę Prestige Creme D’Escargot BB. Łatwo natomiast zapamiętać, że krem zawiera ekstrakt ze śluzu ślimaka! Spokojnie! Nie robimy teraz gestów symulujących wymioty, nie zastanawiamy się, jak taki ekstrakt jest pozyskiwany - kurde… właściwie to jak?, nie przerywamy lektury a najlepiej zapominamy o śluzach roztartych na obliczach… brr…
Krem, cokolwiek w nim nie siedzi (śluz ze ślimaka, śluz ze ślimaka tra la la) jest mazidłem doskonałym. Doskonałym przynajmniej w odczuciu Malkontentki. Obietnic producenta zwyczajowo nie czytała więc opowie o własnych spostrzeżeniach…

Kremy BB są różne - tak jak różni bywają ludzie je stosujący i generalnie wszystko w egzystencji itd. Jedne są skuteczne, inne nie. O co chodzi z tym BB, a nie daj bogini CC to już Malkontentka nie wie, bo poczytywać o takich zagadnieniach jej się nie chce, a sprawa - sądząc po długości artykułów poświęconych wyżej wzmiankowanym - zapewne jest dość zawikłana i niedostępna dla zwykłego rozumu. Ostatni, tak długi tekst stricte naukowy, jaki Malkontentka czytała dotyczył scenariusza wystąpienia Black-out -u w całości obszaru KSE, czyli podejrzewać należy że zagadnienie BB i CC jest nieco bardziej skomplikowane niż awaria systemowa i utarta zasilania na Ziemi Ojczystej. Wracając do tematu, krem BB o trudnej do zapamiętania nazwie sprawdza się znakomicie. Poza nieustannym ćwiczeniem pamięci, co jest wartością dodaną oferuje nam cały wachlarz właściwości upiększająco-pielęgnacyjnych. Nałożony (na twarz) z powodzeniem zastępuje podkład – mimo że Malkontentka ma cerę kłopotliwą, krem radzi sobie świetnie. Dość dziwnie się rozprowadza - początkowo rozmazuje się po obliczu (pewnie ten śluz….) lecz wystarczy położyć dłonie na policzkach, żeby genialnie się wchłonął (tylko co się dzieje ze śluzem?). Twarz po zastosowaniu nabiera jednorodnego kolorytu, giną wszelkie zaczerwienienia i inne niedoskonałości – doskonałości pozostają na swoim miejscu. Nie ma efektu maski – kurcze wcale nie widać, ze jest się czymś wyciapkanym (jak nic ten śluz ze ślimaka). A poza tym – jak powszechnie wiadomo – wynalazki „prosto z krzaka” w stylu – mleko oślicy, śluz ze ślimaka, włos z ogona żyrafy, jajko z dupki kury - taa – robią generalnie dobrze na wszystko! Więc smarujemy się miłe panie i nie rozmyślamy nad szczegółami. A w sekrecie powiem, że najlepiej chyba w ogóle porzucić wszelkie rozważania na rzecz epikurejskiego nurzania się w przyjemnościach. I jeszcze na dowód zacytujmy ponownie klasyka: Mania, od myślenia to tylko głowa boli, śpij prędzej, no!

19 komentarzy:

  1. sisi jak ja Cie lubie czytać :) Twoje recenzje są the best:) a azjatyckie bb kocham a ze śluzem jeszcze nie miałam i ten sluz generalnie mnie bardzo zaciekawił

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie - rewelacja. Tylko drogawy jest- chociaż z drugiej strony pojemność jest nieco większa niz naszych. Nieco... Prawie dwukrotnie ;)

      Usuń
  2. Czy ja wiem, te bidne ślimaczki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E moze jakos sympatycznie ten śluz się pozyskuje? Np łaskocząc ślimaka w nogę czy cos ;)

      Usuń
  3. śluz ze ślimaka , brzmi ciekawie :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie miałam, ale czytałam o tym śluzie że dobrze działa :)) Może w końcu uda mi się go wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi sie, że jest skuteczny. Naprawdę twarz wyglada super i co ważne - żadnych alergii nie wywołuje a ja uczulam sie niemal na wszystko

      Usuń
  5. "włos z ogona żyrafy, jajko z dupki kury"- czytam i płaczę ze śmiechu :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I o to chodzi :). Tak naprawdę te kosmetyki sa tu najmniej ważne ;). Ale Ty to akurat czujesz :)

      Usuń
    2. Ja to aż 'poplułam' monitor ze śmiechu :D:D Tak, tak takie cuda " prosto z krzaka" są najlepszeeee, a kochana zapomniałaś jeszcze napisać że najlepsze są włosy z jąder krokodyla :D:D:D:D

      Usuń
    3. Renia! No ze ja zapomniałam o tych jądrach! Nie wiem jak mogłam, wszak to podstawa właściwej pielęgnacji!

      Usuń
  6. śluz ślimaka powiadasz... jakoś słabo mnie przekonuje ten składnik...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No brzmi oblesnie, co tu kryć...;)

      Usuń
  7. Ostatnio ten śluz stał się bardzo popularny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba nie bez powodu. Mowię to z pewną ostrożnością ale mam wrazenie, ze rzeczywiscie jest skuteczny :)

      Usuń
  8. Rozbrajają mnie Twoje recenzje :D ja używam teraz kremu ze śluzu ślimaka :P

    OdpowiedzUsuń