piątek, 20 marca 2015

O tym, że damy piją spirytus a z wizytą nie godzi się przychodzić bez szpady, czyli jest dla nas nadzieja…

Pusta kartka na ekranie w żaden sposób nie kusi, żeby postawić na niej szlaczki robaczkowatych literek. Dziś podoba mi się jej nieskalana biel. Myśli biegną bezwładnie, nie chcą ułożyć się w zgrabny szereg, zabawny felietonik nie wyskakuje z żadnego kapelusza – w sumie nie jestem nawet szczęśliwą posiadaczką beretu a co dopiero o kapeluszu mówić. Nic. Malkontentka zwinięta na kanapie z kompresem na głowie łypie złym okiem. Muzy wszelakiej maści spierniczyły gdzie pieprz rośnie, bo wesoło tu u nas jak … no właśnie, jak gdzie? W sumie każde porównanie wydaje się niestosowne… No jest kiepsko… druga świeżość jesiotra niejako …nie, nie, nie… Druga świeżość to nonsens! Świeżość bywa tylko jedna – pierwsza i tym samym ostatnia. A skoro jesiotr jest drugiej świeżości, to oznacza to po prostu, że jest zepsuty. Uuuu… Źle jest.
To był bardzo trudny tydzień. Tydzień zszarganych nerwów, łez,  bólu i bólu nad tym bólem, awantur i żalu, nostalgii i zadumy. Minął, skończył się. W środku wiele zostało a rozum wciąż nie potrafi zająć właściwego stanowiska, kryjąc się przed emocjami - Jednakże mądrzy ludzie w tym właśnie celu mają rozum, żeby się nim posługiwać w podobnie skomplikowanych przypadkach.
Wczorajszy post – nie był przypadkowy, dotyczył – mimo pozorów - czegoś innego niż sztuka, chociaż swe egzystencjalne pretensje mocno ukrywał za zranionym obrazkiem. Wszystko będzie, jak być powinno, tak już jest urządzony świat.. to przesłanie – z wczoraj, na dziś i jutro i jutro jutra… Dziś jednak pomimo najlepszej woli nie wykrzeszę z siebie siły żeby spłodzić błyskotliwą recenzję. Dziś myśl jest ciężka a pióro toporne. A tego, co snuję się po mojej głowie aż boję się ubrać w słowa… tchórzostwo? Nie –  to li i jedynie, bądź „aż” doświadczenie… O, nie, mój filozofie, nie zgodzę się z tobą – tchórzostwo nie jest jedną z najstraszliwszych ułomności, ono jest ułomnością najstraszliwszą! Dziś przykrywam zbolały mózg kompresem, którym od początku tego opowiadania i Was kochani raczę… Przyda się – możeJ
… Wiele, naprawdę wiele lat temu pewien Mistrz i jego Muza zmienili moje życie. Nie jest to truizm. Czasem mam wrażenie, że żyję połączona jakąś mentalną pępowiną ze stertą zapisanych kartek. To niekiedy bywa przerażające, niekiedy frustrujące - zwłaszcza gdy cytaty, postaci, refleksje przelewają się w głowie i dogadują, wyszydzają, pouczają… To fakt. A fakty to najbardziej uparta rzecz pod słońcem… Moje myśli bardzo często kierują się w stronę niemożebnie wyniszczonego tomiska, doklejony do mnie fantom wciąż przegląda fantomowe kartki i czyta, czyta, czyta… uwielbiam obłąkany surrealizm bijący z każdego wersu. Książka, która zdecydowała jaką drogę życiową wybiorę, silnym kopniakiem usadziła mnie w sali pełnej studentów z natchnionym wzrokiem i brodatych poczciwych mędrców, którzy za największe dobro świata uważali ochronę naszej wrażliwości i chłonnych (wówczas, wówczas he he) umysłów. Chleba z tego może nie ma… ale… kto tego nie doświadczył… ech… Książka, która ukształtowała mój światopogląd, książka którą znam na pamięć, książka w której wciąż szukam odpowiedzi – banalnie rzecz nazywając - książka mojego życia. To ta na bezludną wyspę…
Pisać o niej się nie godzi. Recenzować – toż byłaby to zbrodnia, gdyby mnie podobny chłystek ośmielił się… Myślę, że wszyscy ją znacie, pewnie są i tacy, którzy kochają ją tak zachłannie, jak ja więc… dla przypomnienia od początku okraszam mój post smakowitymi kęskami ze stołu pana Bułhakowa…
– Niech mnie diabli porwą!
– Niech diabli porwą? To się da zrobić!

Sięgnijcie po tą lekturę w weekend i dajcie się ponieść. Może dzięki temu zobaczycie Behemota usiłującego zapłacić za bilet w tramwaju… czego Wam z całego serca życzę…

26 komentarzy:

  1. Jedna z najbardziej trafionych lektur szkolnych btw :) Jestem polonistką z wykształcenia, nawet na studiach, ta książka działa mocno na każdego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O za moich czasów to nie było lektura. Nie do końca jestem przekonana, czy to na zdrowie tej książce wyjdzie;) a raczej młodzieży, ktora przez przekorę jej nie przeczyta :)

      Usuń
    2. Ja jestem `82 i już mieliśmy w kanonie tak zwanym, ale ja byłam w humanistycznej klasie w LO, także może dlatego omawialiśmy :) Wyjdzie na dobre, na pewno ;) Jeśli oczywiście jest w lekturach, bo już zwątpiłam :D

      Usuń
  2. Ale Ty piszesz! Marnujesz się nie pisząc profesjonalnie. Uwielbiam czytać Twoje posty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dzieki ;) ale nie popadałabym w przesadę;)

      Usuń
    2. mam takie samo zdanie jak anonim:) moze zrobimy razem poradnik ja bede kręcic a Ty pisac o Tym??

      Usuń
    3. popieram anonimowego komentatora, zresztą sama pisałam Ci o tym jakiś czas temu :)

      Usuń
    4. Oj Dziewczyny, jakie Wy dobre dla mnie jestescie:). Dziękuję:)

      Usuń
  3. "Pióro jest toporne", ale wciąż dobre :)
    Książka zmieniająca życie, prawdziwy skarb, którego Ci zazdroszczę. Ja wciąż szukam. Wiele przeczytałam i wiele mnie zachwyciło, ale "tej jedynej" jeszcze nie odnalazłam.
    "Mistrza i Małgorzatę" pochłonęłam w całości. Jest... wyjątkowa. Pobudza wyobraźnię i uczy kreatywności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie jest wyjątkowa. Najlepsza :).
      Dzieki za dobre słowo odnośnie mojej pisaniny;) ale ja juz sie raczej nie rozwinę;) natomiast poczytuję sobie Twoj blog i jestem pod wielkim wrażeniem dojrzałości tego co i jak piszesz.

      Usuń
    2. No coś Ty, człowiek kształtuje się do ostatnich dni :)
      Bardzo miło mi to słyszeć, choć jeszcze ogromnie długa droga przede mną. Jednakże bardzo dziękuję! :)

      Usuń
    3. Moze i tak ale od pewnego momentu człowiek bardziej sie zwija niz rozwija;).

      Usuń
    4. A co do Twojego pisania - zaufaj mi. Mam absolutną świadomość tego, co czytam!

      Usuń
  4. A ja nie czytałam tej książki, przynajmniej sobie nie przypominam, czyli nie, bo na pewno bym pamiętała, ostatnio czytanie jakoś idzie mi opornie, brak natchnienia....ból globusa ;)) to już bardziej i skupić się nie mogę......Super piszesz :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnoscią byś nie zapomniała - przy jakiejś okazji przeczytaj- polecam.

      Usuń
  5. wprawdzie posłużyłaś się nie swoja Muzą to fajnie Ci wyszło! :D

    http://lamodalena.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Ty zdecydowanie powinnaś rozszerzyć na większą skalę kunszt swoich wypowiedzi i wpisów... Jakoś nie przypominam sobie, żeby była w moim spisie lektur, może jestem za młoda, hoho, jak miło to brzmi :-) Albo raczej w drugą stronę :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim z pewnoscia jej nie było - ale tak, masz rację, ja tez jestem za młoda ;)

      Usuń
  7. Hmm, Renia myśli, myśli ...i nie kojarzy tej lektury :D:D ale nadrobię to -obiecuje :))
    Ty sisi beretu nie nosisz buhaha ani kapelusza?? - taki żarcik aby głowa przestała Cię boleć :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Renia nie rozmyśla, Renia szuka ksiazki i czyta raz dwa. A potem raport zdaje;).
      A tak powaznie - Spodoba Ci sie kochana.

      Usuń
  8. ja M i M znam niemal na pamięć. Cudna, piękna, bogata z językowym i cytatowym kunsztem:D ach wielbię!

    OdpowiedzUsuń