piątek, 31 lipca 2015

O tym jak wysłać paczkę i nie zwariować, czyli o przygodzie, Mineralnej Kasi i szalonym pocztylionie… część II

Dziś historii pocztowej ciąg dalszy. Podzieliłam ją na dwie części, ale nie, nie - nie po to, by tym prostym manewrem uzyskać dwa posty i tym samym zdobyć tłumy obłąkańczo zaciekawionych czytelników. Przyświecał mi inny cel. Chciałam chronić moich blogowych gości przed totalną karuzelą mózgowo-obrazkowo-zwojową… No inaczej mówiąc - bez flaszki tego nie rozbieriosz, a do soboty z mordą pijaną jeszcze kawałek, więc trzeba łagodnie dawkować szoki. Kontynuujmy zatem…

Po surrealistycznej pogawędce z nieznanym mi mężczyzną przedstawiającym się ksywą „listonosz”, udało mi się porozumieć mailowo z Kasią KLIK i dopytać czy wie coś o miejscu Y, panu ze sklepu i paczce. Odpowiedz Kasi początkowo mnie uspokoiła:
Spoko – Y jest jej znane, mąż był w sklepie i rzeczywiście dostał jakąś paczkę.
Uff… już odetchnęłam z ulgą gdy…. z przerażeniem doczytałam… że paczka nie tylko została mężowi wydana – na szczęście właściwemu - ale jeszcze zapłacił za nią 70 zł. polskich, albowiem była to paczka pobraniowa!!!
Wpadłam w panikę! Wejdźcie na moment w moją skórę – jakkolwiek nie byłoby to obrzydliwe - i poczujcie to, co ja poczułam. Jakbym z patelni w oblicze zarobiła. Jak to wygląda? Wysyłam komuś prezent i każę za niego płacić…! Już starannie wyobraziłam sobie reakcję Kasi… i szybciorem poprosiłam ją o numer telefonu, żeby słowem zaświadczyć, że w życiu nie wysyłałam do niej niczego w zamian za brzęczącą monetę i w ogóle nie miewam takich pomysłów, albowiem kasa mnie brzydzi… W międzyczasie skontaktowałam się jeszcze z Pocztą Książkową. W tej miłej instytucji tabun wystraszonych ludzi zaczął badać sprawę, przysięgając że z ich strony jest jak bogini przykazała, wysłali paczkę do X nie do Y, żadnego pobrania nie wołali i mają na to twarde dowody, a tego listonosza to już oni dopadną i wyrwą mu ten plugawy ozór z przedniej części głowy.
Z lekka uspokojona zadzwoniłam do Kasi. I to była najprzyjemniejsza część historii. Pogawędziłyśmy miło, pośmiałyśmy się serdecznie, zwłaszcza że nasza przygoda zaczęła zjeżdżać na jakieś komiczne tory. Kasia bowiem prowadząc własne śledztwo i dziwując się pobraniowej paczce, której ja się wyrzekłam a ona nie zamawiała, dowiedziała się, że istotnie paczka nie jest ode mnie… a jako że paczka przebywała z mężem gdzieś w dalekiej oddali… trzeba było czekać powrotu ślubnego do domu żeby zbadać zawartość… No i git. Tylko gdzie jest moja paczka…?! No bo jak to działa… Pan listonosz znał mój numer telefonu, który był na paczce… ale paczka, którą dostarczył i za którą pobrał czystą żywą gotówkę nie była moja… świat się kończy…
Rzutem na taśmę postanowiłam ponownie zadzwonić do wyżej wzmiankowanego i nieco go przycisnąć.
Pan listonosz odebrał oczywiście cały uradowany i…
Powiedział, że to nie była moja paczka (doprawdy, no), moja leżakuje sobie na poczcie i jej dostarczenie jest dopiero w dalszych planach pana listonosza. Zadzwonił na mój numer w sprawie tamtej paczki bo… nie wie właściwie dlaczego tak uczynił, jakoś tak spontanicznie mu wyszło. Jest zdecydowanie przegrzany słońcem i cofa jakoby przegrzany nie był – to jego oświadczenie. A najlepsze powiedział na koniec – w formie jakby zwierzenia, no bo w sumie stałam się już niemal jego znajomą
- Bo wie pani, ja za tamtą paczkę wziąłem 70 zł, a ona nie była pobraniowa. Muszę jutro oddać…
W tle rechot kolegów listonoszy i odrechot „mojego” nowego kumpla…
O matuchno…
Dałam cynk Kasi, że 70 zł będzie miała zwrotu i żywiąc głębokie obawy, co do skuteczności pana listonosza poprosiłam, żeby jednak zasygnalizowała, gdy właściwą paczkę otrzyma…o ile otrzyma… ech…
Cała historia skończyła się dobrze, bonusem była pogawędka z Kasią – miałyśmy okazję troszkę się poznać i razem pośmiać, a to w tak dziwnych okolicznościach nawet miało swój specyficzny smaczek.
A co do listonosza. Kurka wodna… ja nie wiem, ale miałam wrażenie że to człek szalony i tylko dlatego, gdy nazajutrz zadzwonili do mnie z Poczty Książkowej, żeby poinformować że książkę namierzyli i listonosza też i… jak go… to poprosiłam, żeby aż TAK to go nie….
















42 komentarze:

  1. No ładnie, ten listonosz to jakiś dziwny jest... Dobrze, że u mnie nie ma takich przegrzanych słońcem listonoszy... :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekałam na tę historię cały wczorajszy dzień;) O opatrzności dałaś mi dzisiaj cynk że moje męki zostaną nagrodzone bo nawet psim swędem wstałam wcześniej ;p i patrzę JEST!!!! Ten listonosz na moje to potrzebował kasy na flaszkę rano ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja raczej stawiam na wielka życiową beztroskę:)

      Usuń
  3. O mamusiu :D Ale dobrze, ze się wszystko wyjasniło :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hahah uśmiałam się co nie miara czytając tę historię. Nie martw się nie tylko ty przy zwykłych, najzwyklejszych czynnościach masz takie przygody. Ja też mam pecha nad pechami i zawsze pada właśnie na mnie ! ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Listonosz Debeściak, strach się bać normalnie :) Kasę wyciągnął na alkohol? Nic innego mi do głowy nie przychodzi, ale to chyba nie jest praca dla każdego :))) Dobrze, że się skończyło dobrze i jeszcze sobie z Kasią pogadałyście ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale chłopina namieszał. Z tym pobraniem to rozwalił system :O

    OdpowiedzUsuń
  7. jaki to świat byłby mniej emocjonujący gdyby nie właśnie postać Pana listonosza zakręconego niczym słoik na zimę. Na szczęście nie ma tego złego.... na szczęście wszystko dobrze sie skończyło a i bonusy są:)

    OdpowiedzUsuń
  8. O mamo... Szaleniec. Miałam też niefajną przygodę z paczką niedawno - wysłałam wygraną w konkursie czytelniczce, która, jak się okazało, dostała awizo dopiero powtórne i to po czasie, w efekcie czego paczka do mnie wróciła i musiałam wysłać ją ponownie... oczywiście poczta reklamacji nie przyjęła.

    OdpowiedzUsuń
  9. Haha listonosz chyba lekko wypity. ale żeby tak już w środku tygodnia roboczego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nastepnego dnia szedł na urlop :D

      Usuń
    2. ha on był wtedy pierwszy dzien w pracy musiał coś kolegom postawić:)

      Usuń
  10. heheh, ale super, że historia skończyła się dobrze i Kasia otrzymała paczkę - widziałam,książka jest świetna i przydatna dla Kasi :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Hahahahahaaaaa :))))
    Pogawędka z listonoszem musiała być powalająca :DDDD
    Z Kasią zresztą pewnie jeszcze bardziej :D
    Jedna książka a tyle przygód :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Ojej, co za historia. Dobrze, że u mnie listonosz w miarę w porządku jest :)

    OdpowiedzUsuń
  13. odpowiedź pana co chyba z przypadku zwie się listonoszem rozłożyła mnie na łopatki:P

    OdpowiedzUsuń
  14. u nas listonosz li śmierdzi ;p nie jest tak "elokwentny" w pogawędkach lol

    OdpowiedzUsuń
  15. Zakończenie prawie jak w bajce "I żyli długo i szczęśliwie" (nie wiem czy listonosz też) ☺

    OdpowiedzUsuń
  16. Niedługo zacznie się trasa po Ameryce Północnej, więc... nie, żartuję! :D Ale wydaje mi się, że wrócą jeszcze i do Europy. Jak dotąd zawsze wracają :)))

    OdpowiedzUsuń
  17. Ale miałaś "szczęście". ;] Jestem pewna, że prawie nikt nie może się "pochwalić" taką historią. :D

    OdpowiedzUsuń
  18. pewni TACY listonosze (i nie tylko) są na tym świecie nieodzowni inaczej wszystko byłoby przewidywalne i nudne? ;D chociaż zawsze się dziwie jak tacy ludzie funkcjonują :D w sumie dobrze, że się przyznał do tego nielegalnego pobrania, a może potrzebował na kwiaty i prezent dla żony, a nie na alkohol ? ;) bądźmy optymistami!!! :)

    http://lamodalena.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  19. Zakręcony listonosz, jak i cała historia :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Haha, no to ładna historia z tym listonoszem. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  21. Przeczytałam od razu całość, o matko pomieszanie z poplątaniem normalnie. Chociaż tyle, że sobie z Kasią pogadałaś. A ten listonosz szaloooony. Ja to jestem tak skłócona ze swoją pocztą, nie cierpią mnie tam i wszystko robię żeby paczki wysyłano do mnie inaczej bo mi specjalnie teraz gubią. Zaczęło się od tego że listonosza nigdy nie wdziałam, zostawiał tylko awiza a ze wtedy miałam mnóstwo paczek to co drugi dzień musiałam sama po nie iść. A oczywiście byłam w domu, nawet nie pukał. Wiem ze czasami te paczki są za duże oni ich nawet ze sobą nie biorą... ale ilez można. W momencie gdy zgubili mi paczkę priorytetową a do tego pani z okienka na mnie nawrzeszczała ze jestem zdenerwowana że ją zgubili złożyłam na nich skargę. Ja na prawdę jestem osobą niekonfliktową , da się ze mną dogadać, ale na tej poczcie to sodoma i gomora a człowiek przecież płaci za te paczki. Niestety moja skarga została olana a ja spławiona jakimś standardowym tekstem. Listonosz do mnie przyszedł (pierwszy raz go widziałam wow) i zrobił mi awanturę, że jak ja moge tak kłamać, że on pukał (acha) i w ogóle. Teraz paczki mi przychodzą z opóźnieniem zawsze a jak nie są rejestrowane to giną :] Tyle zdziałała moja skarga :D Wszystko robię żeby korzystać z paczkomatów tylko, ale nie zawsze się da....

    OdpowiedzUsuń
  22. Jejku strasznie lubię "Cię" czytać! :)
    Zapraszam na najnowszy wpis- współpraca z firmą DLA.

    OdpowiedzUsuń
  23. No niezły ten listonosz, odwalił numer jak z kryminała jakiego haha dobrze że się wyjaśniło i przy okazji sobie pogadałyście :))) nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło ;))

    OdpowiedzUsuń
  24. Sisi pewnie dalej w szoku tkwi:D

    OdpowiedzUsuń
  25. Hahha :D Cóż za historia! Kto by pomyślał, że takie przygody można przeżyć? ;)
    Przynajmniej z Kasieńką porozmawiałaś sobie :D

    OdpowiedzUsuń
  26. Bardzo ciekawy blog

    Zainteresował mnie :)

    Będę częściej zaglądać :)

    A w wolnej chwili zapraszam do siebie ;) :D

    http://blogowszystkimevi.bloog.pl

    OdpowiedzUsuń
  27. Witam kochana Malkontentko. :) Tak się składa,że pierwsza paczka była ode mnie dla Kasi. Też mnie trochę .... ale koniec konców też się uśmiałam z Kasią. Pozdrawiam Cię serdecznie. :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Eh Ci listonosze ;) ja miałam ciekawą sytuację z kurierem, dzowni do mnie że zostawił moją paczkę (telefon komórkowy) w.. "kociej skrytce", co najmniej jakby znalazł w moim ogrodzie drzwi do tajemniczego ogrodu, lub przejście do Narni.
    W sumie nie byłoby tak źle, no ale niestety nie.. mój szanowny kurier włożył paczuszkę do kociej.. kuwety.
    Miłego dnia!

    zaczytana-oczytana.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  29. No to niezłe perypetie. Grunt, że sytuacja została wyjaśniona. Pomyłki zdarzają się każdemu, a upał faktycznie mógł zaszkodzić na główce;)

    OdpowiedzUsuń
  30. Halo, halo, gdzie się podziewasz? :)

    OdpowiedzUsuń
  31. No ładne przygody miałyście :) A listonosz rzeczywiście musiał się przegrzać na upale ;)

    OdpowiedzUsuń
  32. Halo gdzie żeś jest!!! Tęsknię:(

    OdpowiedzUsuń