wtorek, 21 lipca 2015

Malkontentka zakończyła wakacje, czyli o kultowych zdaniach słów kilka

Przedzierając się przez blogosferę i poczytując małe co nieco - zazwyczaj ze smakiem, często -rozkoszą, a niekiedy – zdumieniem, Malkontentka zupełnym przypadkiem odkryła ZDANIE KULTOWE. Odkryła i zapamiętała – wychodząc z słusznego założenia, że po pierwsze - wszelka wiedza bywa cenna, a po drugie - kto wie, co się w życiu może przydać i… ot… przyszła pora, aby odkrycie ogłosić światu… Długo mnie nie było, ale już jestem! Ta dam! Oto myśl kultowa i w formie niezmiennej przewijająca się nieustannie przez blogi różnorodne w formie, treści i gatunku… Dziś jest okazja, aby i na tym blogu owe niezrównane zdanie umieścić, ale żeby - w jak zwykle żałosnym pragnieniu smętnej oryginalności - Malkontentka nadal mogła się realizować, napiszę je w opcji domyślnej. Zatem zaczynamy…
Tu wstawiamy KULTOWE ZDANIE (treść powyżej), będące najbardziej wysublimowaną kwintesencją niemożebnej rozciągłości bytów i esencją usprawiedliwień niekonstruktywnych, ale jakże treściwych a zarazem prostych w formie…
I już jedziemy z opowieścią…
Malkontentka wróciła z urlopu. Jeszcze przed swoim wyjazdem zaopatrzyła Was w pokaźną garść przestróg przydatnych wakacyjnemu podróżnikowi – a to żeby nie topić się w wodach gruntowych, nie pić alkoholu nieznanego pochodzenia, nie uprawiać wolnej miłości z osobnikiem poznanym w przyplażowym barze, nie wygrzebywać z ziemi niewybuchów itd… Sama siebie zaopatrzyła jedynie w krem z filtrem, którego nie użyła, bo zapomniała… a poza tym rozum niezmącony myślą bystrą udał się w innym, niż nasza bohaterka, kierunku. Wakacje Malkontentki, przebiegały zatem zgodnie z przewidywaniami - rozpoczęły się od potężnego huraganu, dryfowały przez katastroficzne wizje zatruć spowodowanych zjedzeniem niedosmażonego mięsa drugiej świeżości, osiadały na mieliźnie bezsennych nocy umilanych cierpieniem wypływającym z poparzeń trzeciego stopnia, a uzyskanych na czerwonym placu dekoltu, finiszowały powoli bólem głowy i skończyły się gwałtownym skokiem w brutalną rzeczywistość codziennego dnia pracy… Wisienką na torcie było nadzwyczaj bolesne poparzenie skóry głowy na trasie przedziałka – no bo po co zakładać na opuszczony przez rozum łeb czapkę/kapelusz/chustkę - gdy słońce pali niczym spawarka. Doprawdy nie wiem, jacy bogowie sprawili że udało jej się jakoś przetrwać ten urlop w stanie mniej więcej żywym, ale roboty mieli od cholery. Cud bowiem, że babrząc się w pełnym odpadków piasku na plaży rozcięła sobie jedynie palec o kapsel od piwa marki Lech, a nie wydobyła niewypału z okresu II wojny światowej, który mógłby dokonać wielkich uszczerbków w jej i tak nadwątlonej urodzie. Cud, że siedząc na wyżej wzmiankowanej plaży i starając się ukoić rozedrgane przez ciężki rok struny nerwów indywidualnych nie wpadła pod samochód raźno pędzący wzdłuż wybrzeża… Cud… Tak czy owak Malkontentka wróciła - cięższa o dwa kilogramy, bogatsza o nowe doświadczenia i wybitnie marudząca. Siedzi teraz na fotelu i mamrocze pod nosem, zatem w najbliższym okresie możecie spodziewać się prawdziwie oceanicznej fali jadowitych recenzji…
… Ale żeby tak kwaśno nie rozpoczynać cyklu powakacyjnego… zdarzyły się i miłe chwile w malkontenckiej wyprawie. A to sobie stado włóczkowych wielbłądów na sznurek nanizanych kupiła, a to łańcuszek „prawie że” złoty z serduszkiem a to maskę plastikową Krzyk… ale największa niespodzianka spotkała ją po powrocie do domu. Paczucha pełna cudów od Mineralnej Kasi KLIK! Dziś Franka z lekka uchyli rąbka tajemnicy – i z oddali pokaże Wam, co w paczce przybyło…. Ale to tylko taki smakowity kąsek na rozbudzenie apetytu, bo pełny opis kosmetycznej uczty Lukullusa pojawi się niebawem. Póki co pędzę naostrzyć pióro i jęzor, bo cosik przytępiły mnie te wakacje.

28 komentarzy:

  1. nie to, żebym się z Twoim nieszczęśliwych przypadków nabijała, ale.....
    hahahahahaaaaaaaaa :))))
    uśmiałam się zdrowo czytając, zatem i Tobie zdrowia i powrotu do formy życzę :D

    apropos - chyba nigdy nie umieściłam tego kultowego zdania u siebie.... aż sprawdzę chyba :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No coz:). Wakacje:)))). Nie zachowałam czujności:) A zdanie jest świetne:)

      Usuń
  2. Cieszę się, że już jesteś:)

    OdpowiedzUsuń
  3. A faktycznie martwiłam się, że naszą Malkontentkę zabił jakiś niewypał z II wojny, ale widzę, że Malkontentka poddała się bardziej prozaicznej makabrze - poparzeniu słonecznemu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przezornie nawet łopatki nie nabyłam zeby mnie to grzebanie w ziemi nie kusiło:)

      Usuń
  4. Wróciła nasza kochana, zgryźliwa Malkontentka, w oczywiście, jakże mogłoby być inaczej, zacnym i ironicznym nastroju :-) Witamy, witamy, nisko się kłaniamy :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wlasnie mam uczucie, ze jakos mi dowcip podupadł i gruczoły jadowe cosik w zaniku:))))))

      Usuń
    2. Ale przecie terenówkę na plazy widziałaś:)

      Usuń
    3. Nic Ci nie uciekło i nie podupadło :-) Według mnie wszystko jest na swoim miejscu ;-)

      Usuń
  5. Czytając to , jestem pełna współczucia.Ale dobrze, że wróciłaś :)
    mój blog, hooneyyy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to tylko lekko zmaltretowana:)

      Usuń
  6. Faktycznie zdanie kultowe i chyba nawet je użyłam parę razy.. Ech... Już więcej tego nie zrobi exd

    Grunt, że w miarę cała wróciłaś ;)
    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ prosze Cie! To jest obłędne zdanie:). Tak jak i "strzeż sie pociągu":). Uwielbiam takie specjały !!!

      Usuń
  7. Te dwa kilogramy to zapewne waga tych nowych doświadczeń, więc nie ma się czym martwić :)
    Łelkom hołm że tak powiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monga... Mnie te doswiadczenia w tyłek poszły jakos:))))

      Usuń
    2. Pozwól że napiszę tak: w końcu je wydalisz :P Ale może i do główki coś się z tych doświadczeń dostało? Tej lekko poparzonej? Ku potomności?

      Usuń
    3. O tym, co się dostało będzie jutro:)

      Usuń
    4. Czekam z niecierpliwością :)

      Usuń
  8. dobrze że jesteś tęskniłam:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Miło Cię widzieć ponownie Malkontentko Droga! Rozciętego palca współczuję... mam nadzieje że cała historyja w niepamięć pójdzie jak najszybciej.
    Ciekawam nowych recenzji:)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. O matko kochana, jak ja się cieszę, że przeżyłaś te niebezpieczne wakacje i wróciłaś do pisania :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Najważniejsze, że wróciłaś cała i zdrowa, a ja to odkryłam dopiero dziś, ehh ja zakręcona, ten upał mnie dobija, dobrze, że dziś 3 burze i deszcze choć i ukrop nie przepuścił okazji by mi dopiec ;))

    OdpowiedzUsuń