poniedziałek, 27 lipca 2015

O zjechanej psyche i szafce na wzruszenia czyli wakacyjna lektura po raz pierwszy…


Tully ma zryty beret, psychopatyczną matkę, wybujałe libido i sznyty na przedramionach. 
Tully ma magnetyczną osobowość i buntowniczy charakter femme fatale doskonałej w swej nieuświadomionej uwodzicielskości. 
Tully ma ambicje i widoki na przyszłość. 
Tully fascynuje mężczyzn a i mnie – pomimo że mężczyzną nie jestem – fascynowała niezmiernie… tak mniej więcej do 305 strony…. Na 306 zaczyna się kanał... a rewelacyjnie zapowiadająca się powieść Paulliny Simons Tully zamienia się w harlekina. Miernego. Sztampowego i irytującego. Mnie zirytował podwójnie, bo przez połowę tej przygody literackiej niemalże czułam tchnienie geniuszu, które – niestety - zbyt szybko zamieniło się w kwaśną woń nie do końca strawionej wódeczki. Ze śledzikiem. Szkoda, szkoda, szkoda. Nie jestem wielkim wielbicielem twórczości pani Simons, ale czytam grzecznie, co wydaje i z pokorą niekiedy dam się porwać urokowi jej opowieści, a niekiedy dryfuję przez kolejne strony, walcząc bohatersko z opadającymi powiekami. I tak, jak osławiony Jeździec miedziany spodobał mi się nadzwyczaj, i to zarówno z uwagi na fabułę jak i moje prywatne badania prawie-że-historyczne, to kolejne tomy tej trylogii przeczytałam z bólem, żeby nie powiedzieć z „bulem”. Nie cierpię infantylizmu w książkach o podbudowie historycznej. Szkoda - po raz kolejny. Dziewczyna na Times Square – pozostawię bez komentarza. Ale już Pieśń o poranku… no moi państwo – ten kawałek, jakże krwisty – taki wyszarpnięty prosto z trzewi - naprawdę zrobił na mnie wrażenie. Im bardziej pani Simons rozkręca się w swoich produkcjach, tym większe żywię co do nich oczekiwania  … Może zbyt wielkie i przez to osądzam Tully tak surowo ale… czuję się rozczarowana. A.... i uwierzcie mi - zaprawdę powiadam Wam, że nie jest to - zgodnie z zapisem na okładce - historia mozolnego wyzwalania się spod wpływu przeszłości.... Za cienki na to Bolek z tej Tully- ona tylko pozwala się nieść życiu, biernie - a tacy bohaterowie już dawno przestali mnie kręcić ...
Pomimo wrednego jadzenia, nie jest jednak moim celem zdyskredytowanie tej książki tak do mięsa, podobnie jak i innych opowieści, które wyszły spod pióra pani Simons… no bo jakże przekreślać kogoś, kto napisał TO:
On szeptał, a wezbrana Kama toczyła swe wody z Uralu przez śpiące pośród sosen Łazariewo…
Fajne. 
Prawie jak Bułhakow.
Jestem kolekcjonerką pięknych zdań… Mówiłam Wam…? Mam taki magazyn w głowie – siódma półka w czwartym zwoju pomiędzy szafką na wzruszenia i baniakiem na łzy…
Tyle …
Kochani - przepraszam, ze tak w kratkę komentuję i pisuję ale jestem generalnie odłączona od bazy. Lada chwila sytuacja się unormuje a ja opiszę Wam zabawną historyjkę, która przytrafiła się mnie i Mineralnej Kasi – ot widzicie nawet w necie można załapać się na przygodę – a wartość dodana – udało mi się poznać Kasie trochę bliżej, zamienić kilka słów – no bajka!






41 komentarzy:

  1. Nie znam autorki i jej dzieł, ostatnio zaczytuję się tylko i jedynie Cobenem, Koontzem i Kingiem, nie wiem czy lubisz :) Ja przepadłam.
    Ciekawa jestem co to za historia dwóch Kasi i jaka to przygoda wirtualna Was spotkała? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cobena też namiętnie czytuje:)

      Usuń
    2. Angelika, teraz czytam "Tęsknię za tobą" po raz drugi. Dopiero co skończyłam Konga "Doktor Sen". Nie wiem dlaczego taka lektura mnie relaksuje :D

      Usuń
    3. Oczywiście Kinga, nie Konga, a może King Konga? :D :D :D

      Usuń
    4. King Konga:). Opowiem ta historię niebawem- o ile Kasia pozwoli :)

      Usuń
    5. Mam nadzieję, że Kasia wyrazi zgodę, bo inaczej ciekawość mnie zje i nic ze mnie nie zostanie! A wszystko przez Was :D

      Usuń
  2. Czytałam trylogie P.Simons (Jeździec miedziany) bardzo mi się podobała, natomiast 'Tully' nie znam, ale zapisuję chętnie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pieśn o poranku - zdecydowanie lepsza:)

      Usuń
  3. niestety tym razem nie dla mnie :<

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzisiaj było Romantyczno-psycho-sadystyczne zwierzenia Malkontentki oj coś wisi w powietrzu i mam nadzieję, że się nie kisi ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Odjechana jesteś i to co tu piszesz bardzo mi przypadło do gustu !!! Zostaję tu na dłużej ❤

    z pozdrowieniami
    http://missmoonlight-pl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Odjechana jesteś i to co tu piszesz bardzo mi przypadło do gustu !!! Zostaję tu na dłużej ❤

    z pozdrowieniami
    http://missmoonlight-pl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. bleeee... jak ja nie znoszę romansideł, a już szczególnie miernych.... ochyda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj do filiżanki wódki się nada każda książka:D

      Usuń
    2. Leon;). Filiżanko kochana to nie do końca romansidło - no moze raczej nie od poczatku ;)

      Usuń
    3. jakem filiżanka tak nie słyszałam o filiżance wódki:) o rozmaitych sposobach po kapitańsku i owszem:)

      Usuń
  8. często tak bywa; zapowiada się super, z początku nie możesz się rozerwać a od połowy - brak weny i zamiast relaksować to Cie wkurza! ostatnie tez czytam podobną i jak do połowy szło mi super to teraz czytam i czytam ...

    http://lamodalena.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w takim przypadku rzucam w kąt! Życie jest zbyt krótkie, aby się męczyć z nudną książką :D

      Usuń
    2. Ja jak Magda - doczytuje do spodu. Trzeba byc twardym:)

      Usuń
  9. Cudowny post! Tak trzymać :)

    Zapraszam na bloga, jeśli zaobserwujesz napisz mi w komentarzu, a odwdzięczę się jak najszybciej :) :)


    Mój blog-klik!

    OdpowiedzUsuń
  10. aż jestem ciekawa czy mi by się spodobała owa lektura:D czy bym się od razu odmóżdżyła po niej xd

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja dużo czytam i niestety często mi się to trafia... Najgorsza książka, jaką kiedykolwiek chyba przeczytałam, to "Farciara" Doroty Wachnickiej. Jak będziesz miała okazję do niej dotrzeć, to przeczytaj chociaż 1-2 strony, popłaczesz się najpierw ze śmiechu, że ktoś tak pisze, a potem z żalu, że ktoś to wydał...

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie znam, ja ostatnio polską literaturę czytam :)

    Dawaj więcej taki pięknych zdań!

    OdpowiedzUsuń
  13. Piękne zdania... to ja w głowie już miejsca nie mam, zawsze w kalendarzu zapisuję, w każdym roku mam kilka perełek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też tak kiedyś robiłam, miałam specjalny zeszyt :)

      Usuń
  14. Czytałam trylogię tej autorki ( Jeździec Miedziany, Tatiana i Aleksander i Ogród Letni) i podobała mi się. Chętnię i Tully bym poznała.

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie znam ani książki ani autorki, przyznaję, że po Twoim wstępie zapragnęłam poznać tę lekturę, niestety po chwili razem z Twoją 306 stroną zapał mój opadł :-) Choć nie twierdzę, że jeśli miałabym możliwość jej bliższego poznania, nie skorzystałabym. Wręcz przeciwnie :-) Czyżbyś spotkała swoją imienniczkę w realnym świecie? Super sprawa! Mnie takie spotkanie z sieci czeka w sierpniu i już się doczekać nie mogę, mam nadzieję, że wszystko wypali, nie zapeszam :-D

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie słyszałam nigdy o tej książce, dodam ją do listy "do przeczytania" :)
    ❤ blog

    OdpowiedzUsuń
  17. Zaczęłam czytać ten post na blogerze , w sensie kawałek który tam serwują i już już wchodzić miałam kiedy dziewczyny minie przegoniły:p Ale odnalazłam i powiem Ci ,że nie znam żadnej książki tej autorki ale chętnie się z zapoznam ,może własnie od tej zaczynając wtedy kolejne coraz lepsze będzie się przyjemniej czytać :)

    OdpowiedzUsuń
  18. oooojjj to całkowicie nie dla mnie :D a to zdanie to by przecież spowodowało połamanie języka w dziesięciu miejscach !!

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie znam autorki, a ostatnio czytanie książek idzie mi strasznie opornie....sama nie wiem dlaczego....

    OdpowiedzUsuń