czwartek, 21 stycznia 2016

Spotkanie po latach, czyli nocne Malkontentki powroty part 2

Pamięć jest głupstwem, jak każda idea. Człowieka można tylko pamiętać poprzez innych ludzi. (M.Hłasko)
Malkontentka nacisnęła klamkę i pchnęła ciężkie drzwi. Tłumek zmarzniętych postaci, które wracały właśnie z karnego papieroska pod bramą, wepchnął ją gwałtownie do środka. A w tym środku… ho ho – eee...no w sumie nic ciekawego… Poprawnie. Sympatycznie. Nieakceptowalny był jedynie przeraźliwy łomot dobiegający gdzieś zza rogu. W pierwszym momencie Malkontentka pomyślała o Yetim z czwartego i jego wiertarce i trwożnie rozejrzała się wokół… ale nie…było czysto, to tylko dźwięk – najprawdopodobniej muzyki – dobywał się z wielkich głośników rozstawionych grzecznie po kątach. Uspokojona poszukała wzrokiem zwierciadła. Jest. No cóż. W zwierciadle, jak należało się spodziewać, widniała Malkontentka. Skrzywiła się. Każdy człowiek ma dziwną twarz (…). – Trzeba się tylko dobrze przyjrzeć. Słowa mistrza Hłaski dodały jej animuszu - omiótłszy spojrzeniem salę, raźno skierowała się na piętro. Tu bezradnie stanęła w przejściu. Pełno młodych par, grupa starszych ludzi przy ławie pod ścianą, jakieś rozchichotane panienki na łowach. Już miała szpetnie zakląć w myślach, co samo w sobie - jak wiecie - jest bardzo niegrzecznie, gdy z przerażeniem skonstatowała, że z grupy starców pod oknem odrywa się jakiś wysoki gość i szoruje z uśmiechem w jej stronę. Z ulgą rozpoznała kolegę z pracy, którego zna od pieluch, bo kończyli razem przedszkole i podstawówkę. Podstawówkę na boginię! W tym momencie malkontenckie nogi, zmęczone sprintem przez park, nieomal odmówiły posłuszeństwa. Stadko, nazwijmy dorosłych, pod ścianą to nic innego, jak jej grupa docelowa. Już nie łowcze laseczki, czy sparowana młódź, ale komitet rodzicielski… Cóż było czynić - powlokła się nasza Malkontentka z przyklejonym uśmiechem pod ścianę, akceptując z pokorą swój przydział pubowy…
Spotkanie. Tak. Spotkania po latach są dość specyficzne. Z jednej strony fascynujące, z drugiej trochę dziwne. Dzieci, które zapamiętaliśmy, dziś nie istnieją, przez lata przydarzyło im się jakieś życie. Już widać zmarszczki, siwe włosy, przygarbione sylwetki, czasem zniszczone twarze – cóż różnie bywało, nie każdemu trafił się do pchania wózeczek z czterema kółkami, niektórzy musieli balansować na trzech i to pod górkę. Siadamy w gronie – co tu kryć – zupełnie obcych ludzi. Lustracja. Opowiadamy po kolei o sobie. Jak na terapii… Pytania o nieobecnych – rak, samobójstwo, rak, wypadek, samobójstwo. Moment zadumy. Jak to, przecież jesteśmy młodzi. To starzy ludzie umierają, młodzi nie… tak się nie robi. Zdjęcie pod ścianą. Głupie miny do aparatu. Znowu mamy piętnaście lat. Zwierzenia po kolejnych kieliszkach robią się coraz bardziej osobiste…

Gdy młode kelnerki zaczęły popatrywać z niepokojem, Malkontentka zwinęła się do domu. Wylewnie obcałowana, już bez fałszywej skromności, publicznie wciągnęła czapkę obciachówkę i wyruszyła na Casablankę. Tuż za drzwiami pubu dopadł ją zonk! Cholera – trzeba szorować przez pół miasta. Park zawierający Gołą Klatę miotającą obietnice unicestwienia wszystkiego, co łazi wydał się perspektywą zbyt ekstremalną. Wyruszyła więc Malkontentka w zimową noc, ślizgając się po oblodzonych chodnikach. Początkowo spacer był nawet przyjemny. Pogoda mroźna, bezwietrzna, powietrze ostre, cudowne - raj… i już miała Malkontentka gratulować sobie pomysłu okrężnego szlaku, gdy weszła na teren Casablanki. Bez większych emocji omijała kolebiące się postaci. Ledwo poruszający się panowie, po wprowadzeniu do rzeczywistości ogromnej ilości elementu baśniowego, - zacytujmy klasyka - nie stwarzają zazwyczaj większego zagrożenia, gorsi są młodzi - z lekka podpici. A że takich w polu rażenia widać nie było, a teren swój, więc szła sobie Malkontentka w miarę pogodnie, zachowując minimum czujności i starannie obserwując cienie na chodniku, gdy nagle zza rogu wychynął nasz ulubieniec Goła Klata. No na boginie. Goła Klata z nocy o tyle różnił się od Gołej Klaty z wieczora, że nocna wersja odziana była w czerwony podkoszulek. Dla ciepła pewnie. Ale stan umysłu pozostał niezmieniony. Wciąż zniewolony obłędem. Malkontentka mocno przestraszona przyspieszyła kroku, przecięła parking i z ulgą podbiegła pod dom, aby pod samą bramą poczuć zimną dłoń na ramieniu… Przerażona odwróciła się i spojrzała w opętane szaleństwem oczy ubranej Gołej Klaty. Zapierdolimy ich wszystkich – wyszeptał i pogalopował w noc.
Od czasu tej przygody Malkontentka i kompletnie przyodziany Goła Klata mówią sobie cześć w warzywniaku przy ulicy.
Miało być wesoło, ale nie do końca wesoło wyszło. Ot życie. A że życie miesza się z szaleństwem, cóż mogę więcej dodać, ponad to, co już powiedziane zostało: nie jestem przecież własnym patentem. Nie wymyśliłem samego siebie. To nie tylko inni muszą mnie znosić. Ja sam muszę także siebie samego znosić i nie idzie mi to wcale łatwo.(M.Hłasko). Rozumiem to mocno.


27 komentarzy:

  1. Ty to masz przygody niczym Bridget Jones:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. powinna je opisać i wydać w formie książki, sukces murowany:D

      Usuń
    2. Oj tak, zgadzam się z dziewczynami :)

      Usuń
    3. już jej to kilka razy mówiłam;D

      Usuń
    4. Problem, ze inwencji starcza mi na stronę a zapału na pół;)

      Usuń
  2. Ale masz teraz nowego kolegę - Gołą Klatę:) To Twoja grupa docelowa wyglądała niczym komitet rodzicielski ale nie TY! Ty jesteś młoda, piękna, zgrabna i urocza a do tego niesamowicie młoda duchem:)Buziaczki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj kochana. Ani młoda ani piekna, a co do zgrabności to przemilczmy;)

      Usuń
    2. Oj tam, oj tam :) Z pewnością zgrabna bo że młoda i ładna to widziałam na zdjęciu :)

      Usuń
  3. Powiem Ci w tajemnicy, że chyba narobiłabym w gacie jakby ktoś mnie tak złapał po ciemaku w bramie. Serio - spodnie byłyby pełne. A tak na marginesie, to zobacz w jakich to czasem dziwnych okolicznościach poznają się ludzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No coz byłam blisko tego rozwiązania;)

      Usuń
  4. Niezłe przeżycia, Goła Klata mnie rozwalił a ile strachu nabawił.....i tak że pamięta i część mówi ;)) Przeżycia świetnie opisane, jak zawsze, czytałam wciągnięta w treść :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gola Klata mnie przeraził. W dzień wyglada tez średnio:)

      Usuń
  5. To teraz masz nowego najlepszego kumpla :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jakoś tak chyba głębsza więź sie miedzy nami nie narodzi:)

      Usuń
  6. Ostatnio czytam Twój post śmiejąc się w ekran, aż ukochany przybiegł co to takiego zabawnego zobaczyłam - "wiesz, te blogi i kosmetyki", skończyła się ciekawość:) Dobrze, że nie słyszy teraz.

    OdpowiedzUsuń
  7. oj tak dziwne muszą być te spotkania niby sie znacie a jednak tyle o sobie nie wiecie...
    takie czasy że nie każdy wytrzymuje... każda sytuacja jest inna...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak. Ale twardy- sądząc po kondycji nawet kataru nie załapał

      Usuń
  8. Powiem Ci, że czytałam to z taką emocją, że czekam na kolejną część! której pewnie nie będzie, bo to prawdziwa historia hihi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No chyba ze będzie kolejne spotkanie klasowe:)

      Usuń
  9. noo nie zazdroszczę. .. U mnie w wsi wieczornych spacer różnie się kończy. idziesz , noc , Las niby zero żywej duszy... podświadomość swiruje. Zaraz wyskoczy duch, zjawa, zmora. Przyspieszasz to za Tobą również już biegniesz, szybciej i szybciej. odwrócić się czy nie.. szybciej. Wpadasz pod dom, a to gałąź do nogi się przyczepila i straszy... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja. Las wieczorkiem budzi demony. Te nasze. Ale tak na rozum to po diabla przestępcy mieliby siedzieć nocą w lesie:)))

      Usuń
    2. U nas nawsi zwłaszcza :D najczęściej straszy zwierzyna .... chociaż dzika spotkać to masz pełne gacie. Pamiętam swoją poranną drogę na autobus do szkoły... 6.30 polmrok bo to jakaś pozna jesień. Myśląc, że to sąsiad wracający z imprezy.. Ale że na kolanach?! to mnie zdziwiło, tyle że po nim wszystkiego można się spodziewać to ok:D Podchodzę bliżej a to kocham kocham stado małych. .. nie wiedziałam co zrobić. Na szczęście żadne nie odezwało swojego słodkiego ryjka; bo byłoby ze mną krucho, a w sprincie to dobra nie jestem.

      Usuń
    3. miało być locha i stado małych dzików haha słownik , wcale o kochaniu w tamtym momencie nie myślałam haha

      Usuń
  10. hahaha motyw z gołą klatą niezły xD mielismy takiego na studiach ale zamiast goła klata nazywaliśmy go naszą klatą, bo lubił się lanosować na naszej klasie xD

    OdpowiedzUsuń