niedziela, 21 sierpnia 2016

Polerka, czyli wyzwanie Trusted Cosmetics odsłona czwarta…

Lubię swoje ciało, choć mam go niemało. (M.Peszek)
Malkontentka też ma niemało, ale nie lubi. Bardzo nie lubi. Otłuszczone brzuszysko i wszechobecny cellulit to nie jest to, co da się pokochać łatwą miłością… No ale cóż - przyszedł czas spłaty kredytu za fiki-miki młodości. Przestrzegam - ładnie traktujcie swoje powłoki w pacholęcych latach, bo potem będziecie jęczeć jak Malkontentka, czego Wam serdecznie nie życzę.
Wracając do tematu… chociaż ciało nie zachwyca, to jednak nasza bohaterka jest osobą odpowiedzialną i traktuje je od czasu do czasu jakąś polerką. Wszak za dzielenie egzystencji z Malkontentką odrobina luksusu się należy, a zaprawdę powiadam Wam – nie jest to łatwa robota.
Oto skromny zestaw polerski...
Malkontentka wbrew pozorom jest straszliwym czyściochem. Myje się wręcz fobi- i hobbystycznie. Ostatnio przy użyciu poniższych środków, z których jeden jest sympatycznym zdzierakiem. 

Jeśli chodzi o zdzieraki, to przed myciem – o ile pamięć nie zawiedzie – lubi pobudzić krążenie w artretycznych żyłach za pomocą ukochanego przyrządu z Klubu Ostrej Szczotki.

Cielsko poza myciem należy również pastować. Tyle, że trzeba o tym pamiętać…. I tu akurat Malkontentka ma mały problem. Ale specjały do pastowania są i bywają – powtarzam bywają używane.
Cudeńko od Madzi Guły - polecam gorąco i słynny balsam psikany Vaseline…. Ta dam. Ależ on śmierdzi!

Wydawanie fortuny na kompletnie nieskuteczne preparaty likwidujące cellulit należy już do tradycyjnych obrzędów malkontenckiej pielęgnacji. Aktualnie nie działa u niej to:

Koniec i bomba, kto przeczytał temu gratuluję, bo w malkontenckim wydaniu to wyzwanie jakoś marnie się prezentuje. Nudy panie, nudy. Dotrwajmy dzielnie do kolejnej odsłony. Pozostańcie w pogodzie ducha i z rozchichotanym ciałem.








28 komentarzy:

  1. YR niektóre rzeczy ma kosmicznie drogie... są rzeczy fajne ale tych drogich nie kupuję, kiedyś miałam jakieś produkty z ich "wyższej półki" i stwierdzam że nie są warte tych pieniędzy

    OdpowiedzUsuń
  2. NA cellulit bardzo fajnie działa masaż połączony z olejkiem antycellulitowym. Efekty są naprawdę zdumiewające :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ja dziś swoje cielsko uraczyłam domowej roboty peelingiem kawowym:D

    OdpowiedzUsuń
  4. Też używam produktów na cellulit, może któryś kiedyś jednak zadziała :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Jakie mam tyły z tym wyzwaniem,.....nie miałam żadnego kosmetyku ale kusi mnie to Vaseline tylko muszę poczekać jak mi zapas trochę stopnieje ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. szczotę masz fajną :) kochana, nie przejmuj się, każda ma za dużo i każda mam cellulit, masie kupujemy chociaż dobrze wiemy, że nie działają - standard ;D

    OdpowiedzUsuń
  7. Wcale nie wychodzi marnie. Wychodzi naturalnie, z humorem, dystansem i umiarem. :) Tak jak lubię. Ja sama też używam paru kosmetyków na krzyż. Świetne są te posty. :) Cellulit atakuję prawie dwa lata bieganiem i ograniczaniem słodyczy i powiem tak: walka jest bardzo nierówna. Szkoda kasy na te antucellulitowe kosmetyki, szczotki i masażery skoro nawet regularny trening sobie z tym nie radzi. ;) Serio. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. ehhh, ja tam nie wierzę w te wszystkie antycośtam. Ja bym swój cellulit chętnie gdzieś odesłała (np. tam gdzie raki zimują), ale jemu niestety u mnie chyba dobrze jest :(

    OdpowiedzUsuń
  9. chetnie bym siebie potraktowala taka szczotka:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kochana! Brzuszysko? Chcesz zobaczyć moje? :D Ja to zawsze marzyłam, żebym mogła oddać moje cielsko komuś mega chudemu, w ramach wolontariatu. Ale nikt cholera nie chce :c Fajne produkty!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mi! Mi, mi, mi oddaj! Bo ja cierpię na niedobór cielska :D

      Usuń
  11. Bardzo lubię szczotkowanie ciała. Rozbawił mnie Twój post ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. O ciałko trzeba dbać, bo czy ma go się niemało czy trochę mniej - należy mu się należyta pielęgnacja, a jakże ;) A na cellulit najlepsze są jednak ćwiczonka i dieta (chlip, chlip), mazidła niewiele dają. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Hehe fajnie napisałaś :D Ja na razie mam jednego "antycellulita", którego unikam jak ognia, bo ma efekt mrożący, a jak widać za oknem - przynajmniej u mnie - nie ma po co dodatkowo wychładzać organizmu tego lata :D Z działąjących znam tylko jedno cudo, Serum Flosleka, to jedyny wynalazek do "obmacywania", po którym nie tylko ja widziałam efekty, ale nawet mój mąż, więc jest szansa, że ich nie wyimaginowałam xD Ale stosowałam je dwa razy dziennie i prawie bardzo sumiennie :D

    OdpowiedzUsuń
  14. balsamik z soap&glory! kocham :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Cudowny post :D siedzę z cieszącą się michą :D i nie dlatego żem chuda i robię to złośliwie,tylko dlatego że też mam cellulit,też lubię się drapać,pasować nie bardzo ale mam (kolejny) ambitny plan od września wziąć się za siebie,haha! :P smarować,drapać,ćwiczyć (? :D ) nie jeść chipsów (haha),już czuję że mi się uda,taaaa :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Malkontentka nawet rytuały kosmetyczne potrafi tak pięknie opisać! ;) choć moja droga, troszkę mniej krytycyzmu, chyba że ma to służyć treści chumorystycznej posta ;) Soap and glory juz niebawem będzie mój! :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Malkontentka nawet rytuały kosmetyczne potrafi tak pięknie opisać! ;) choć moja droga, troszkę mniej krytycyzmu, chyba że ma to służyć treści chumorystycznej posta ;) Soap and glory juz niebawem będzie mój! :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Vaseline nas kusił ale jeśli śmierdzi to musimy się jeszcze zastanowić :P

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie używałam żadnego z tych produktów :) Super pościk :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Uśmiałam się. Nie znam nic z malkontenckich cudaków:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Klub Ostrej Szczotki?! A co to za dziwy? :P Idę googlować :))

    OdpowiedzUsuń