środa, 9 września 2015

O tym jak w Malkontentce obudziła się lwica czyli pani chwilowa bój się!

W przedszkolu naszym nie jest źle,
Zabawek mamy tutaj w bród.
Po całych dniach bawimy się,
W coraz to inny trud.

Toteż właśnie. Wiem, że może się to wydawać odjechane i całkowicie nierealne, ale Malkontentka jest matką. ...Ano znalazł się taki desperat i jest jak jest. Ma nasza Malkontentka dwóch pięknych synów, z których młodszy rozpoczął właśnie naukę w oddziale "O" przedszkola prywatnego w Pipidówku…. Sam fakt wydarcia małolata z troskliwych ramion babci nadzwyczaj Malkontentkę i jej małżonka wystraszył, ba - wręcz natchnął przerażeniem, ale co robić - mus jest mus. Małoletni musi chodzić do zerówki, w innym bowiem wypadku jego rodzice mogą zasilić szeregi aresztantów, członków posępnej patologii lub trafić pod czułe skrzydła kuratora… Wyjścia zatem nie było. Po wnikliwej lustracji placówki – parterowy budynek, żadnych schodów po których można się stoczyć wprost do karetki, budynek zaryglowany niczym Alcatraz – samowolne oddalenie się małolata z miejsca skoszarowania niemalże wykluczone (reportaże w tv bardzo przemawiają do malkontenckiej wyobraźni), pani wychowawczyni urocza, dzieci w grupie sztuk kilka. Jest git. Po opłaceniu składek mocno grubych (wyprawka, książka, Ula Pakula – cokolwiek to jest, ceramika, angielski etc.) malkontencki potomek rozpoczął naukę. Początki, mimo poważnych obaw zatroskanych rodziców – czyt. ataki paniki przy każdym dźwięku dzwonka w telefonie – okazały się rewelacyjne. Dziecię zakochało się w pani, polubiło współtowarzyszy – generalnie robiło wrażenie zadowolonego na tyle, że wyciągnięcie go z przedszkola po zakończeniu zajęć było poważnym wyzwaniem. Malkontencka rodzina odetchnęła zatem z ulgą… i stała się błogość. Błogość trwała do dnia, w którym urocza wychowawczyni zachorowała a w zastępstwie pojawiła się pani wychowawczyni chwilowa… Młody człowiek, rzuciwszy okiem na panią chwilową chętnie został w zerówce… jak zwykle. Jednak… Gdy po zakończeniu dniówki w drzwiach pojawiła się babcia – miast walczyć o wydłużenie przyjemności zabawy z kolegami - spiesznie się do niej przytulił i rwał do domu, gdzie powstrzymywane bohatersko łzy chlusnęły potężną Niagarą… Oj… Biedny mały twardziel żadnym sposobem nie chciał wyznać, co spowodowało taki potop… Koniec końców odpowiednio podbajerowany wypłakał, że "ciocia" na niego krzyczała, że dała w dupsko…., bo nie chciał narysować kreseczki… oj "ciocia"…
Malkontentka lat trzy….
- Zawiąż bucik – pani przedszkolanka patrzy stalowym wzrokiem
- Nie umiem – chlipie Malkontentka lat trzy
- Spróbuj
- Nie umiem
- To zostajesz sama w sali, jesteś bardzo głupią dziewczynką i masz maślane łapy.
Malkontentka lat trzy z zasmarkanym nosem przyklejonym do szyby patrzy na dzieci bawiące się na podwórku. Ona sama siedzi w sali. Boi się. Nie umie wiązać bucika.
W domu Malkontentka lat trzy informuje, że nie idzie nazajutrz do przedszkola.
Mama wbrew protestom dostarcza Malkontentkę lat trzy przed oblicze pani i wypytuje, co się stało.
Pani ze słodkim uśmiechem informuje, że Malkontentka lat trzy bardzo niegrzecznie się zachowała, gryzła i kopała, nie chciała uczestniczyć w nauce wiązania bucików. Buciki zawiązała w końcu pani, pomimo tego że Malkontentka lat trzy wierzgała odnóżami, a o tym żeby małe dziecko zamykać samo w sali mowy 
nie ma. Na boginię, toż to przestępstwo i pani w życiu by tego nie uczyniła!
Mama wzburzona ohydnym postępkiem latorośli nakazuje przeprosić panią i przysiąc poprawę…
Tak…
Malkontentka lat więcej niż trzy łapie za telefon i dzwoni do przedszkola…
Pani dyrektor wyjaśnia, że wychowawczyni chwilowa jest super pedagogiem i never by nie krzyczała na tak słodkaśnego malca, o uderzeniach w tylna część ciała to nigdy, przenigdy, chyba po trupie pani chwilowej i całej kadry przedszkola….
Oj… nasza bohaterka tłumaczy pani dyrektor, że ona na potomka nie krzyczy i nie życzy sobie, żeby czynił to ktoś obcy. Pani pedagog winna raczej użyć swej wiedzy i umiejętności, aby obłaskawić potwora. Krzyk jest niedozwolony, ciosy jakiekolwiek będą natomiast rozliczane w sposób bardziej drastyczny – zgłoszeniem odpowiednim organom. Malkontentkę jako matkę interesuje to, co mówi jej pacholę. Obrona jaką stosuje pani chwilowa nie będzie brana pod uwagę. Bo i tak raczej nie podejrzewa się, że wyżej wzmiankowana przyznałaby się do przemocy czynionej nieletniemu. Żadne argumenty osoby dorosłej do Malkontentki nie trafią w sytuacji, gdy mały człowiek – nie tylko malkontencki syn - czuje się skrzywdzony – bo skoro czuje się skrzywdzony, to skrzywdzony jest… I nie podlega to dyskusji. Mały człowiek lat 5 jest cudownie czystą kartą i obce mu knowania i wyrachowanie. Patrzy na świat ufnie i z miłością i kopa temu, kto próbuje to podle zbrukać.

Powiecie wiele hałasu o nic? Nie macie racji. Malkontentka dorosła wciąż pamięta żal Malkontentki lat trzy przyklejonej do szyby, poczucie krzywdy i niesprawiedliwości, gdy kazano jej przepraszać kłamczuchę. Chrońmy dzieciaczki kochani! Nie niszczmy ich zaczarowanego świata i nie pozwólmy go niszczyć nikomu innemu.

29 komentarzy:

  1. przedszkolanka małej Malkontentki zachowała się bardzo nieładnie, aż prosiła się o dostanie w pysk za takie kłamstwa

    OdpowiedzUsuń
  2. ja bym taką babę z przedszkola kopnęła w głowę!

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze, że zwróciłaś na to uwagę. W starciu wychowawca-dziecko, zawsze wygrywa dorosły, bo wiadomo - dziecko sobie zmyśla. A to często błędne myślenie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to zazwyczaj błędne myślenie.

      Usuń
  4. Dlatego uważam, że monitorowane sale w takich instytucjach jak przedszkola to świetny wynalazek!
    I zapowiedz babsztylom, że to zarazem żółta i czerwona kartka- więcej ostrzeżeń i rozmów prowadzić z nimi nie będziesz. I pogadaj jeszcze z Panią wychowawczynią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już dziś odwiedziłam ten przybytek;). I racja - monitoring bardzo chętnie bym tam widziała! Po takim numerze, traci się zaufanie!

      Usuń
  5. Pedagodzy czyt. Chodzę do pracy, by się odstresowac i odpocząć od prywatnych niepowodzeń poprzez wyzywanie się na osobach słabszych.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytam od wczoraj Twój blog. Od początku. Jakie świetne teksty! Ile śmiechu. A co do dzisiejszego - no chyba potrząśnij dyrektorem solidnie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja nie chodziłam do przedszkola i żałuję. Co do tzw. opierdalamento dostało się nie raz - w szkole również. Ale było to zasłużone - jak najbardziej zawinione - i wcale mi to na złe nie wyszło. Wręcz przeciwnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, ale są granice, których nie wolno przekraczać.

      Usuń
    2. Z tym oczywiście się zgadzam. Kara musi być adekwatna do wieku i do przewinienia.

      Usuń
  8. Mój dzielny, jak na razie synuś gna codziennie do przedszkola, bo jak piszesz niestety musi :/ no, ale... za bardzo chodzić nie chce, czasem jest uśmiechnięty czasem tęskni za mamą- a mi serducho pęka wtedy, ale co ja mogę?! jak takie durne prawo mamy :/ !! Na Twoim miejscu poszłabym do przedszola i osobiście porozmawiała z tą Panią :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A te nasze maluchy słodkie...mmm... ale musza sobie radzić i basta:)

      Usuń
    2. kochana, nawet bardzo słodkie te nasze pocieszy...po mamusi :)muszą, muszą i kropka.

      Usuń
  9. Oj... faktycznie miałaś traumę z tym wiązaniem bucików ;( - moja mama wiedziała, że sobie nie radzę i kupowała mi albo wsuwane, albo na rzepy , ale u mnie w pzedszkolu było tak fajnie ( i zarazem tak blisko domu), że odprowadzałam się do niego sama ( a mama patrzyła tylko w oknie). Dziwię się szczerze mówiąc tej nowej pani pedgaog - osobiscie bałabym się cokolwiek zrobić dziecku bo u mojej mamy w szkole ( tak jest nauczycielem w podstawówce, ale uczy przyrody) to jedną babkę nagrali kamerą w misiu jak bije dziecko i afera była taka, że musiała iść na przymusową szybszą emeryturę..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zdaje sobie sprawę, że przebywając w towarzystwie gromady takich małych potworów można straci panowanie nad sobą... i dlatego właśnie nie zostałam nauczycielem! Bo to musi być powołanie, a nie tylko praca.

      Usuń
  10. Oj nieładnie, nieładnie! Samo podejście z góry, że to dziecko zmyśla i kłamie, a dorosły nigdy, jest krzywdzące i niesprawiedliwe! Owszem, dzieciom zdarza się koloryzować, ale bez przesady. W dzieciakach przecież można czytać jak w książce, zwłaszcza jeśli jest to nasze dziecko i znamy je doskonale. Kopa w tylną część ciała przedszkolance i ciągnąć temat, bo skąd wiadomo, że na tej chwilówce tylko Malkontencki potomek ucierpiał? Wrrr takim pedagogom, a kysz potwory!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słusznie. Trzeba bardziej wierzyć dzieciom



      (obiecuję, że niedługo będzie zdjęć, bo znalazłam :D)

      Usuń
    2. Pewnie, że trzeba. W sumie nawet nie wiem, dlaczego chętniej wierzy się dorosłym! To irracjonalne!

      Usuń
  11. Dziecko zawsze powie prawdę. W takiej sytuacji też uwierzyłabym swojej (lub jakiejkolwiek innej) pociesze. Niestety takie sytuacje dzieją się w wielu placówkach ale na szczęście walczy się z nimi. Bardzo dobrze, że zadzwoniłaś do Pani Dyrektor! :) Niech ma świadomość jakich pracowników zatrudnia i niechże coś z tym zrobi..
    A małemu malkontentowi życzę, żeby zerówka była dla niego niezapomnianym, szczęśliwym i beztroskim czasem ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo podoba mi się, gdy rodzice stają w obronie swoich dzieci. Wiem, że czasem dzieciaki kłamią itd., ale ja zawsze zazdrościłam koleżance, która miała taką mamę, że potrafiła ona wyrzucić księdza z domu jak przyjechał naskarżyć na jej córkę. A jestem świadkiem, że ten ksiądz miał coś nie halo z głową, czego on nie wyczyniał i jak nie zmyślał. Moi rodzice zwykle wierzyli mi, ale w starciu tylko potakiwali głową, zamiast stanąć w mojej obronie. Zawsze mi było przykro z tego powodu, że nie umieją się postawić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No toteż właśnie:). Rozumiesz zatem skąd moja reakcja!

      Usuń
  13. masakra. Niektóre osoby w ogóle nie nadają sie do pracy z dziećmi zwłaszcza...

    OdpowiedzUsuń