poniedziałek, 14 września 2015

Bo ktoś woła, czyli słów kilka o lekturze obowiązującej!


Oto są sprawy najprostsze.
I nic
ponad Tatrami.

(Jalu Kurek)

Tak… nic ponad Tatrami… Kto zakosztował wie…
Nie ma słów, by TO opisać. Nie ma słów, by opowiedzieć, co się czuje, stojąc z nosem wzniesionym w chmury, u podnóża wbitej w niebo skały. To niezwykły moment; magiczna chwila, w której każdym nerwem można odebrać potęgę, poczuć naturę - w głowie i małym palcu lewej stopy... W sobie. Totalnie odjechane... Aż ciary idą… Tak… kto zakosztował wie i nie zapomni, będzie chciał jeszcze i jeszcze i wciąż. Coraz dalej, coraz wyżej, coraz bardziej ryzykownie!
STOP!
Ryzyko! Ryzyko jest nieodłącznie wpisane w ten malowniczy w swym dramatyzmie krajobraz, podobnie jak miłość i zachwyt, ale ryzyko kochani jest zabawą dla ludzi rozsądnych. W ryzyku trzeba być mędrcem, ażeby się całkowicie nie zatracić i załapać, gdzie zaczyna się granica, której przekroczyć nie wolno. Wołanie w górach Michała Jagiełły to pozycja obowiązkowa dla każdego, kto zapragnie zakochać się w groźnych szczytach! Nie czyta się wcale łatwo, nie czyta się przyjemnie, ale czyta się zobowiązująco! Ta lektura zobowiązuje do myślenia. Rzecz o wypadkach, pisana przez wytrawnego taternika i ratownika górskiego. Bez ochów i achów, bez martyrologii i dmuchanego heroizowania… Herosów. Opowieść snuta z pasją, ale i pokorą. Historia o ludziach, którzy każdego dnia ryzykują własne życie, żeby jednego czy drugiego bałwana ściągnąć – w przenośni i dosłownie – na ziemię! No właśnie. Baran, który bez przygotowania, surowy niczym jajko tyle co wypadnięte z kurzej dupki, po spędzeniu całego roku za biurkiem i aktywności kończącej się na podnoszeniu widelca z tłustą strawą do otworu jadaczkowego wybiera się w klapkach na Orlą, szkodzi nie tylko sobie. Naraża współturystów a przede wszystkim tych, którzy na każde wołanie w górach odpowiedzą – nawet gdy woła taka durna jemioła…
Przeczytajcie. Warto.

Oto Tatry opętane mitologią.
Tu nie mają nic do roboty sprawy ludzkie.

(Jalu Kurek)

18 komentarzy:

  1. Co do gór to muszę przyznać, że byłam tylko raz. I nie czułam się zbyt komfotowo. Bynajmniej nie ze względu na wysokość. Dokuczało mi permamentne zatkanie uszu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciśnienie. Widac cos Ci tam nie służy:(. Mnie nizina nie służy;)

      Usuń
  2. o jejku... jak ja bym sobie chętnie w góry pojechała... hehhhh....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mmm... Ja moge wciaz i wciaz. Ilekroć mam wolna chwile i kase - rzecz jasna;)

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Ja dopiero wróciłam i juz tęsknie;)

      Usuń
  4. dziś zaczęłam czytać !zapowiada się ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. tak wysokie góry napawają mnie fascynacją i przerażeniem jednocześnie...z naciskiem na fascynację jednak :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo fajny stosunek do gór. Fascynacja i przerażenie- tez tak to odbieram.

      Usuń
  6. Dokładnie.
    Chociaż przyznam szczerze, że znacznie bardziej wolę fotografię 'na bogato' - skłonność do wszelkiego maksymalizmu, haha :) Jednak niektóre kadry są warte nawet tak prostej przeróbki graficznej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jednak optuje za minimalizmem. Szczegolnie w fotografii. Wówczas jest czar, magia i niedopowiedzenie:)

      Usuń
  7. Uuuu Malkontentka egzystencjalna :D Dawaj JANE!!!! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Porządek musi byc:). Dzis poniedziałek czyli recenzja. Jana podpada pod kulturę niskopienną czyli czwartek. Poza tym teraz msm tak kiczowaty kawałek, ze az mnie zęby bolą i wstyd mi go wrzucić:)

      Usuń
  8. ja góry wielbię i kocham:) marzy mi się mieszkanie u ich podnóża :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Te żbym chciała mieszkać w górach, a takich osobników w sandałkach na szlakach zdarzyło mi się spotkać nie raz.

    OdpowiedzUsuń
  10. Zdecydowanie coś dla mnie :) Ja przepadłam w górach...

    OdpowiedzUsuń
  11. jakoś nie dla mnie.. nie moje klimaty :)

    OdpowiedzUsuń