Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włosy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włosy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 lutego 2015

Nie tylko babcia Agafia… czyli Malkontentka szpera w szafie



…i to nie we własnej albowiem, poza zwiniętymi w bezwładne kłęby stosami często zupełnie niemożebnych ubrań, niczego ciekawego by tam nie znalazła. Lepiej, zatem spuścić zasłonę milczenia nad tą jakże smutną szafą i - po upchnięciu kolanem wylewającej się z niej odzieży - zaryglować starannie drzwi – dla pewności można zabezpieczyć krzesełkiem czy też inną barykadą, którą akurat macie pod ręką.
Źródłem nieustannych odkryć kosmetycznych Malkontentki okazała się być zupełnie inna szafa – tym razem lawendowa (www.lawendowaszafa24.pl). Jeżeli chcecie popaść w uzależnienie, znajdować setki skarbów i zastanawiać się, co jeszcze, co jeszcze – proszę bardzo - zaglądajcie sobie, ale żeby potem nie było gadania – ostrzegałam…
Wróćmy jednak do Malkontentki i jej nowego znaleziska. Jak wiecie, kosmetyki rosyjskie biją rekordy popularności, czytamy o nich na wszystkich możliwych blogach włosomaniaczek, włosofanatyczek itd. Są wspaniałe, mają bogate naturalne składy- ot taka odtrutka od zalewającej świat chemii. Na pozycji niekwestionowanego lidera wśród szerokiej oferty rosyjskich specyfików plasuje się niejaka babcia Agafia, której dobroduszna buzia zerkająca na nas z każdego firmowanego jej znakiem pudełeczka wzbudza zaufanie, co do naturalnych, tradycyjnych i domowych receptur ukrytych w ich wnętrzach masek, maseczek, kremów czy balsamów. Nie sposób jej nie kochać! Ale jako że Malkontentka jest osobą ciekawą świata, szybko odczuwa lekkie znużenie powtarzalnością procedur i jednakich opakowań w łazience, za punkt honoru wzięła sobie testowanie specyfików innych, wyróżniających się, nieznanych. Tym razem wyszperała - zachwycającą bogactwem naturalnych składników - nieco mniej znaną serię Dr Bio. Była babuszka może być i doktorek! Wiedziona bardziej instynktem niż świadomą, merytorycznie podbudowaną decyzją wrzuciła nasza Malkontentka do koszyczka balsam do wszystkich typów włosów – intensyfikacja wzrostu. Ba, ponoć jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego ale jako że Malkontentka lekceważy slogany i wszelkiej maści truizmy uznała że balsam należy wylać na łepetynę. Powód prozaiczny – w pięknie brzmiącym składzie (olej makadamii, kardamon, gorzka pomarańcza, goździki, organiczny szafran) jakoś do serca przypadł jej ten kardamon – no i heja. Czasem spontaniczne decyzje okazują się nad wyraz trafne. I tak było tym razem. Balsam pojawił się w domu Malkontentki nadzwyczaj szybko pod postacią estetycznej buteleczki z przyjemną naklejką przedstawiającą m.in. urodziwą niewiastę z bujną grzywą brązowego upierzenia. Malkontentka domyśliła się że w ten sposób a w jej umyśle zaszczepić się ma mniemanie, że takowa grzywa pojawi się na jej głowie byle tylko regularnie użytkowała balsamu. Oczywiście jest to rozumowanie błędne. Każda mniej naiwna jednostka zdaje sobie sprawę, że pani z włosami jest li i jedynie ozdobnym elementem pojemnika, no ale pozostawmy Malkontentkę z jej wiarą… wróćmy do balsamu. W konsystencji - taki średniak, nałożony na włosy spływa, jakoś tak nie robi wrażenia, że zaraz nasze włosy uczyni pięknymi, lśniącymi - no średnio - zapach – ani ładny, ani brzydki – ot obojętny dla malkontenckiego nosa. Generalnie pierwszy moment - mocno przeciętny. Po spłukaniu – nadal niczego nie urywa (i może w sumie dobrze, bo jak tu z urwanym czymś egzystować) – włosy ciężkawo się rozczesują, nadal nic specjalnego. Natomiast po wysuszeniu – euforia! Na głowie Malkontentki pojawił się błysk! Włosy prześliczne, miękkie, odbite, a ta objętość! Rewelacja! Malkontentka chyba niebawem przestanie być wiecznie skrzywiona i upierdliwa, bo jakoś ostatnio nie ma się do czego przyczepić! Tylko po co komu uśmiechnięta i głupio zadowolona Malkontentka. Moi mili, dziś piąteczek i to 13-tego. Coś tam jakiś horror kiedyś nawiązywał do tej symbolicznej daty- z gatunku tych co to wszyscy maniakalnie się mordują, ożywają, krew leje się gęsto, gęściej i najgęściej i generalnie się dzieje… ale po użyciu balsamu dr Bio z pewnością nie będziecie miały ochoty zamordować nikogo ani za pomocą piły mechanicznej osiem ani innych śmiercionośnych zabaweczek. (tfu… zabrzmiało jak ze starej amerykańskiej reklamy – po użyciu tej maści wasze życie zmieni się na lepsze i noga więcej wam nie odpadnie). Jeżeli zastanawiacie się w co zainwestować powiedzmy 16 zł, mając do wyboru zakup jednej akcji Work Service lub balsamu dr Bio – nie wahajcie się. Z jedną akcją rekinem giełdowym raczej nie zostaniecie a po zastosowaniu specyfiku kipiącego od dobroczynnych składników będziecie fantastycznie wyglądać, co być może okaże się mieć jakiś aspekt długofalowy – taki linearny efekt motyla na prywatny użytek.
Kochani, pomimo że ponoć dziś wszystkie czarne koty czają się za węgłem aby przebiegać wam drogi, zakonnice jednoczą się w brygady lotne a złośliwe baby już szykują wiadra życzę, aby ten 13 piątek był radosny i inspirujący a kto wie, co w taki magiczny dzień zdarzyć się może… wierzycie w przesądy? Ja i Malkontentka nie tylko wierzymy ale po prostu je kochamy!
PS. Post nie jest sponsorowany. Cechuje go absolutna dobrowolność i napisany został z wykorzystaniem dobrodziejstwa wolności wypowiedzi!
Zdjęcie zaczerpnęłam ze strony Lawendowej Szafy, która jak liczę, wybaczy mi tę zuchwałość tak… pro publico bono!


czwartek, 12 lutego 2015

Życie jest jak pudełko czekoladek a Malkontentka ma magiczny grzebień


Moi Wspaniali – dziś zaczniemy górnolotnie! Otóż pragnę Wam uświadomić, że…uwaga – głoszę: „Kocha się za nic. Nie istnieje żaden powód do miłościPowtarzam tę mądrość szaloną za guru marketingu literackiego czyli panem Paulo Coelho. Tak na marginesie - zastanawia mnie – ba! powala na kolana – nadzwyczajny talent wyżej wymienionego. I nie mówię tu o boskim darze tworzenia, bo nie mnie oceniać, chociaż generalnie ten pseudofilozoficzny hmm kolaż ;) nie trafia w moje upodobania ale de gustibus non est disputandum. Mam raczej na myśli umiejętność zgrabnego pakowania truizmów w złocone papierki i sprzedawania ich jako sztabek złota (czytaj: myśli objawionych). I nabywcy są! Ba – wpisują te maksymy do dzienników, noszą w sercach – zapominając, że każda mama od zarania naszego istnienia wtłacza w potomstwo identyczną wiedzę – jeno mniej atrakcyjnie opakowaną J. Geniusz naprawdę geniusz. Mógłby wykładać w SGH. Jeśli uraziłam uczucia kogoś, kto przykładowo czuje się emocjonalnie związany z Mistrzem, bądź zainwestował znaczną gotówkę w szeroki wybór jego dzieł i teraz się wkurzył – przykro mi nadzwyczajnie, ale dziś piszę, co chcę, bo primo – i tak nikt nie czyta a poza tym, jak mawiał klasyk „po drugie primo” humor zły dziś mam.
Ta dygresja, o miłości bez powodu, nie była przypadkowa – w przeciwieństwie do tej o Coelho, która rozkręciła się niejako mimochodem ;) – chcę Wam bowiem moi Milczącyo powiedzieć o grzebieniu! I to nie jakimś tam zwyczajnym przyrządzie do czesania szczeciny… dziś będzie o niezwykłym grzebieniu z drzewa Neem! Nie wiecie co to drzewo neem? Nie szkodzi – u nas nie rośnie więc patrioci nie muszą wiedzieć a ciekawskich odsyłam do Wikipedii, która wie więcej;). Grzebień jak się domyślacie jest w posiadaniu Malkontentki, która … tak…tak… otrzymała go w prezencie! Poważnie- w darze…, za darmo. Nie wiem, jak to ująć inaczej ale Malkontentka – co może zdumiewać – ma Matkę Rodzicielkę, albowiem nie wyłoniła się z morskiej piany… zdecydowanie z pianami nic ją nie łączy… I właśnie Matka Rodzicielka – roboczo nazywana Mamusią, nabyła grzebień…w Helfach i obdarowała nim Malkontentkę. Bardzo to było miłe ale nie rozgałęziajmy się Jako, że grzebień jest dość nietypowym podarkiem, Malkontentka od razu poczuła, że nie jest to zwykły grzebień nabyty w kiosku Ruchu za zacne 2,50 tylko kryje się w nim magia! Zagadka powoli zaczęła się rozwiązywać po informacjach zdobytych na stronie Helf (czy Helfy? – nie wiem). Grzebień nie kosztuje 2,50 a 21 zł – co jest sumą znaczną. Relatywnie of kors. Grzebień poza naprawdę pięknym dizajnem ma też charakteryzować się cudownymi właściwościami – kontrolować proces utraty włosów, pobudzać ich wzrost, leczyć łupież i zapobiegać jego powstawaniu. Czyli generalnie za jedyne 21 zł mamy urządzenie wielofunkcyjne! Czy rzeczywistość jest tak różowa? Trudno jednoznacznie stwierdzić. Grzebień jest nadzwyczaj urodziwy i rzeczywiście wykonany z drewna czyli zgadza się! Czy leczy łupież – może leczy, Malkontentkanie posiada własnego łupieżu więc nie może zweryfikować tej obietnicy a głowie posiadającej jakieś dolegliwości nie planuje grzebienia pożyczać. Co do kontrolowania procesu utraty włosów – coś w tym jest! Włosy Malkontentki nie zostają na grzebieniu podczas aktu czesania, grzebień nie szarpie włosów i nie wyrywa ich z korzeniami. Co do aktywizacji wzrostu? A czort wie. Może i przyspiesza porost, jakoś spektakularnych efektów nie widać. Póki co – wszystko przed Malkontentką! Jednak to mało istotne. Grzebień ma jeszcze jedna zaletę. Ukrytą. Podczas czesania zaczyna wydzielać delikatny, egzotyczny aromat. Znów ukochany wschodni bazar, sandał (ale nie ten ze spoconej stopy), kadzidło. Klękajcie narody! Zapach subtelny ale pozostaje na włosach, otulając głowę Malkontentki delikatnym obłoczkiem…. A to już Malkontentce wystarcza, bo jakojednostka rozmiłowana w zapachach…no! Jest fajowo!
Podsumowując. Grzebień ładny. Miło się nim czesać. Rozkosznie pachnie. Ot niby przyjemny grzebień, który można mieć lub nie. Gadżecik. Malkontentka się w nim jednak zakochała, bo jak już ze wstępu wiecie - nie istnieje żaden powód do miłości… ale ale… może to jednak nie do końca prawda;) i nawet nabędzie drugi – z rączką! Najlepiejsprawdźcie sami – myślę, że warto jednak zakupić taki grzebyk – albo nie! – lepiej zmusić kogoś (szantaż emocjonalny?, groźba?, prośba?) żeby Wam kupił! A co! Mam w końcu zły humor!

ps. Zdjęcie zapożyczone ze strony Helfy.pl... darujcie :)

środa, 11 lutego 2015

Organic Curl System po raz trzeci czyli amerykańskie fale Malkontentki w błysku fleszy




Kochani dziś zdjęcia. Wybaczcie, że je zamieszczam raniąc niewątpliwie Wasze wrażliwe oczy ale przyświeca mi cel wyższy. Czynię to niejako pro publico bono. Zarówno ogarnięci pragnieniem uczynienia sobie amerykańskich fal na własnym owłosieniu, jak i ci zdecydowanie przeciwni - mogą przekonać się przy użyciu własnego narządu wzroku, jak to wyglądaJNie jest to niestety „ścianka” tylko kiepskiej jakości foty z telefonu dokumentujące, jak mniej więcej prezentuje się upierzenie Malkontentki w miesiąc po zabiegu Organic Curl System. 
Zdjęcia przedstawiające biegunkowy koloryt mopa na zaprzyjaźnionej głowie oczywiście kłamią ;)… ale li i tylko w kwestii koloru – bo ten w rzeczywistości jest naprawdę piękny. Co do kondycji, stanu pogniecenia (szczególnie widoczne na zdjęciu bez malkontentkowego skrzywionego nochala) foty przedstawiają rzeczywistość. Czy smutną? Sami zdecydujcie. Generalnie jednak Malkontentka jest zadowolona… ciężko jednakże stwierdzić czy jest to absolutne, doskonałe zadowolenie same w sobie czy raczejulga, że jestak jak jest, bo wszystko wskazywało na to, że będzie zdecydowanie gorzejJ. Po szerokiej gamie ostatnich przeżyć, gdzie uczucia Malkontentki oscylowały w szerokiej amplitudzie - od rozpaczy do euforii - dziś trudno o obiektywizm.
Przy okazji - włosy nie wymagają chyba jakiejś przedziwnej pielęgnacji dodatkowej. Z pewnością mniej się przetłuszczają. Traktowane są mydłem cedrowym babci - celebrytki Agafii i odżywką z olejami dr Bio (bardzo ciekawa sprawa – recenzja niebawem)Malkontentka próbowała też oleju z papryczką jadowitą chili ale olejowanie włosów zakręconych przez OCS przypomina nakładanie tłustej substancji na jakieś syntetyczne włókno…  naolejowana sierść Laleczki  Chucky czy coś w tym stylu ;)
Popatrzyliście? Jakie wrażenia? Galopujecie do salonu fryzjerskiego czy raczej dziękujecie bogini, że nie natchnęła Was wizją pięknych loków, fal amerykańskich czy jako to tam zwał…? Może ktoś się pokusi o kilka słówJ

poniedziałek, 9 lutego 2015

Organic Curl System czyli Malkontentka z polską głową w amerykańskich falach – aktualizacja

Moi piękni i wspaniali, ostatnio mogliście poczytać dramatyczną historię Malkontentki, która zamieniła się w potworka za sprawą długotrwałego i kosztownego zabiegu Organic Curl System. Dziś przyszedł czas na opowieści ciąg dalszy i publiczne samobiczowanie… no dobra... przesada - raczej nazwijmy to aktualizacją stanu włosów pokręconychJ - czy będzie mea culpa – czy raczej amerykańskich fal culpa - a może jeszcze coś innego - no cóż okaże się…
Co się zmieniło - ano całkiem sporo. Po pierwsze i najważniejsze - udało się (nie wyłysieć też ;)) - jest poprawa! I to znaczna. Włosy po kilku myciach – wprawdzie nie zamieniły się we wspaniałe sploty, nadal robią wrażenie nieudanej trwałej ondulacji – ale dają się fantastycznie modelować i tylko w takim stadium – po modelowaniu - Malkontentka pokazuje się innym Ziemianom. Zapytacie – po co kręcić fale (amerykańskie), wydawać ciężko zarobiony grosz żeby i tak modelować? Tego jeszcze Malkontentka nie wie ale wbrew swojej paskudnej naturze postanowiła znaleźć plusy w zaistniałej sytuacji – i te plusy rzeczywiście są i to spore. Wymodelowane włosy – przede wszystkim pięknie się trzymają, ich objętość jest wręcz zachwycająca, nie wymagają codziennego myciaJ, co jest euforyczne samo w sobie, a gdy fantastyczna fryzjerka nadała im ciepły brązowy kolor – prezentują się obłędnie i szczęście stało się niemal absolutne. Zabieg kręcenia – co istotne – nie zniszczył włosów, są miękkie, błyszczące, zdecydowanie zyskały na objętości. Tyle - wartości dodanych. W sumie sporo ale… jest jedno wielgachne ALE! Sprawa nad wyraz dziwaczna i niepokojąca, która wartości dodane stawia pod lekkim znakiem zapytania… Firma True Keratin Polska. Hmm… Reakcja tej brygady na subtelne sygnały i opowieść Malkontentki o włosowej przygodzie była porażająca. Słowa krytyki i prośby o podpowiedź co czynić, wywołały falę paniki. Wzburzenia. Oburzenia. Każdy wpis Malkontentki z fanpejdżu True Keratin Polska został pieczołowicie usunięty a możliwość umieszczania jakichkolwiek innych – zablokowana. To w sumie nawet byłoby zabawne ale fakt, że poblokowani zostali również znajomi Malkontentki - to już stało się żałosne. Tak czy owak, Malkontentka od wielu lat pracująca na pierwszej linii frontu, stykająca się z osobnikami różnej koniunktury i kondycji taką postawę diagnozuje jako mocno podejrzaną. Histeryczny atak tuszowania każdej najmniejszej krytyki, zamiatanie pod dywan- miast merytorycznej dyskusji i porady – tak Moi Złoci nie postępuje profesjonalna firma! Ba! Tak postępuje ekipa, która nie bierze odpowiedzialności za sprzedawany przez siebie produkt albo jest zbieraniną totalnie przypadkowych ludzi, którzy zwyczajnie nie nabyli wiedzy o oferowanych produktach - co jest jak wiadomo grzechem ciężkim!… No cóż Malkontentka im nie wybacza- bo wiedzą co czynią i działają z pełną premedytacją! Na szczęście, tym razem, się udało,  - o właśnie  uczucie” fuksnięcia” jest tu dominujące  - włosy są i to fajne. Ale niestety firma TKP nie będzie miała okazji tego przeczytać, bo z westchnieniem ulgi (niewątpliwie) i drżącymi dłońmi uszczelniła przed sączącym się z bloga Malkontentki jadem swe podwoje. Dlatego moi mili nie polecam. Bo gdyby - nie daj bogini - coś nie wyszło----oj… ! Podsumowując -  lepsze jest wrogiem dobrego. Pamiętajcie! Z tą radosną myślą Was zostawiam J aż do następnego wpisu…


środa, 20 sierpnia 2014

Amla...czyli jeśli ci matka natura nie dała to i.... nie pomoże

Organiczna Amla – odżywka do włosów od Khadi….cóż…
Cóż…
…no nicóż J
Amle zakupiłam w Helfach oczywiście. Za sumę 29 zł polskich – dużo? Mało? Zależy z której strony ugryźć…. No to gryziemy ;)
Odżywkę otrzymujemy w estetycznym blaszanym pudełeczku, na tyle przyjemnym wizualnie, że „chce się” bawić dalej…a zabawy jest sporo, zaręczam.
Pudełeczko pomimo niewątpliwych walorów estetycznych, walory praktyczne ma niewielkie. Albo tak niefortunnie trafiłam albo taka jego „trudna” uroda ale otworzyć w żaden sposób go nie potrafiłam. Nożem nie dało, pozostał TŻ, który męską siłą J …no wiadomo radę dał J.
W środku pudełka (przeznaczonego dla tych co to mają silne męskie wsparcie pod ręką tudzież stalowe bicepsy) kryje się paczuszka z proszkiem. Proszek ma kolor…caffee de lurJ, zapach zupełnie dla mnie nie podobny do niczego ale też jak na mój nos totalnie neutralny.
Tenże proszek należy wymieszać z gorącą wodą do uzyskania konsystencji papy, odczekać kilka stuleci i nałożyć na głowę.
Ok. Poważnie. Proszek przygotowałam w miseczce porcelanowej (a co! mam, to co będę żałować a i pochwalić się mogę;)) i po odczekaniu - w moim przypadku 3 godzin - nałożyłam na włosy. Mała dygresja – czytając wcześniej recenzje obawiałam się totalnej masakry, łazienki niemal do remontu, mnie do szorowania szczotą ryżową – pewnie przez to, że byłam przygotowana na najgorsze, kataklizm nie nastąpił. Nakładanie nie było mega-super-fajne ale do przeżycia. Pomna różnych pouczeń naciapkałam to sobie również na lico i spokojnie przysiadłam na wannie w mojej – wciąż czystej – łazience w oczekiwaniu na deadline. Po 10 minutach zmyłam papę z oblicza i…. WOW! No oblicze było! Wciąż! Pod papką J.  Zmian nie zauważyłam żadnychJ. W sumie uff, bo mogło być np. podobne do twarzy Freddiego Krugera czy coś… ale nie. To wciąż byłam ja J
Po kolejnych 10 minutach rzuciłam się zmywać amlę z włosów. Tu było trudniej. To nie kwiaty we włosach ale piach J. Zmywałam i zmywałam… gdy uznałam ze jest ok pod palcami czułam szorstką wiąche czegoś – to były włosy. Szybko w to coś wpakowałam odżywkę, bo nawet nie chciałam próbować zabawy masochistycznej z grzebieniem ;). Po zmyciu odżywki pikantne sceny ze szczotką odeszły w niepamięć. Włosy rozczesałam – i tyle. Wyschły. Dziewczyny pisały o pogrubieniu, cudach jakiś. U mnie cud nie nastąpił L szkoda. Zawsze chciałam zobaczyć jakieś zjawisko nadprzyrodzoneJ. Dobra wiadomość jest taka, że nie wypadły ale ani nie są ładniejsze, ani bardziej błyszczące ani lepiej się nie układają. Z przykrością stwierdzam, ze dziś – dzień po zabiegu- są wręcz fatalne…ale ale nie zrażajcie się panie, bo moje włosy są z urodzenia beznadziejne a jak wiadomo z g… bata nie utoczysz J. Tu nawet amla nie pomoże J



piątek, 1 sierpnia 2014

Kapoor Kachli czyli o głowie w piasku słów kilka...

Zmobilizowana lektura blogów wszelakich i wizazowych wpisów, jakiś czas temu dołączyłam do zacnego grona wlosomaniaczek. Może niezbyt ortodoksyjnie ale ...przy moim lenistwie, slomianych zapałach, które zwykle w sobie rozniecam, włosowy reżim, jakiemu się poddałam mnie samą zachwyca :brzydal:. Od razu wyjaśnię, ze nie jestem posiadaczką przepięknej czupryny tylko zazwyczaj krzywo wystrzyżonej (poprawki własne;)) klapnietej/sterczacej/rozczochranej/ulizanej rozpaczliwej kupki nibywloskow. Przyznaje, ze popadnięcie w tryby wlosomaniactwa wyszło temu czemuś, co wyrasta z mojej głowy na zdrowie. Chaos pozostał ale przynajmniej jest to chaos pełen blichtru- błyszczący i taki jakiś no zdrowaśny;). Poza olejowaniem, odżywianiem, wcieraniem zaczęłam zgodnie z obowiązującym protokołem stosować indyjskie proszki, które cuda robią i są wręcz stworzone dla takich niedojd jako ja jestem. Otóż z proszku należy z pomocą wody wytworzyć pape, zaaplikować na głowę, odczekać, zmyć i napawać się widokiem przepięknej czupryny. Pożądanym jest aby podczas tych czynności zachować olimpijski spokój i nie usmarowac cudowna papą wszystkiego wokół. Ta sztuka raczej mi nie wyszła ale po wielu eksperymentach z pogranicza chemii i czarnej magii uzyskałam właściwa -chyba- tzn w moim odczuciu- konsystencje papy. Zapakowanie tego na włosy wcale nie było łatwe, o wcieraniu w skore głowy nawet nie chce wspominać. No ale... Gdy zakończyłam żmudny proces aplikacji okazało się, ze mam cała głowę w piasku. Widok, który ujrzałam w lustrze przysporzył mi wielu trosk, bo siedząc jak na szpilkach w oczekiwaniu na moment zmycia tego z głowy, cały czas kombinowałam czy wogole da się to zmyć, czy tez konieczne będzie ogolenie głowy na Kojaka. Moje obawy okazały się słuszne, bo zbilo się to na mojej szanownej osobie w coś na kształt betonu i wypłukanie tego było nadzwyczaj trudne. W końcu zmylam to za pomocą szamponu i rozmiekczylam odżywką, co pewnikiem jest niedopuszczalne, no ale taki life... Efekt? Ano ładnie mi włosy pachniały :). Nic więcej się nie wydarzyło... W sumie może to i dobrze ;)))). Powinnam stosować regularnie i wtedy pewnie efekt jakiś by był ale kurka wodna...boje się :)))))