wtorek, 7 czerwca 2016

Żre mnie...

Odbiło ci. Masz fioła. Ale powiem ci coś w sekrecie. Tylko wariaci są coś warci. (Alicja w Krainie Czarów)
Żre mnie ta cholera.
Żre.

Wiecie co to jest strach?
Taki strach, który zaciemnia umysł, skręca flaki, wiruje w głowie?
Strach przed samym sobą…
Nie czytam, nie piszę. Leżę pyskiem w gnojowisku i nie umiem się wygrzebać. Poczekam. Jak zawsze..
Bo żre… Ale wreszcie kiedyś się nażre, bo ile można żreć. I nie rzygnąć. Oby się zadławiła…
Pierwszy raz zaatakowała wiele lat temu... 
Rzuciłam wyzwanie sobie i światu i w glorii niezłomnej maczówy wracałam w domowe pielesze. Wydawało mi się, że już niczego się nie boję.  
Jak bardzo się myliłam… 
To właśnie wówczas, gdy w samolocie sączyłam gorzkiego drinka w hołdzie podbitej przestrzeni, zainkasowałam pierwszy cios - prosto w zęby a potem już z gleby - jeszcze solidny kopniak w żołądek. Wróciłam – wystraszony kłębuszek trzęsącego się czort wie czego…
To był ten pierwszy raz.
Nie ostatni.
Wraca regularnie.
Kiedyś nawet próbowałam walczyć.
Ale świat złożony z rojeń, obrazów i półprawd nie bardzo odpowiada mi jako aktualne miejsce pobytu. Zostawie to na później. .. Zawsze trzeba mieć coś na później.
Ćpun ze mnie nadzwyczaj niewydarzony… i zawodowo w tym fachu raczej kariery nie zrobię.
Dlatego nie walczę.
Nie sprzeciwiam się - pozwalam jej ze sobą być. Poddaje się i jakoś razem płyniemy, kopiąc się z lekka po kostkach i spychając wzajemnie z łódeczki.
Mówią, że to choroba duszy…
Że nie odpuści.
I nie jest to psia mać werterowski, romantyczny weltschmerz. Z romantyzmem to ma tyle wspólnego, co tłusta ruska baba w spoconej chustce na głowie, pochylająca bolące plecy nad balią z brudnymi gaciami swojego samca z cycatą pin-up girl wypinającą pośladki podczas pozornego pucowania czerwonej limuzyny na podjeździe amerykańskiego domu rodem z amerykańskiego snu.
Czyli balia…
Romantyzm choroby duszy to łeb w muszli klozetowej i nocne agonie. 
Ciężko jest umierać milion razy. 
Ciężko jest żyć z nerwicą.

Witajcie w moim życiu. Krajowym śnie.

25 komentarzy:

  1. Z panem strachem to my za pan brat.

    OdpowiedzUsuń
  2. Żyje z nerwicą już blisko 10 lat, ale daje radę, na pewno stałam się silniejsza, ale też przewrażliwiona ;/

    OdpowiedzUsuń
  3. Chciałabym nie wiedzieć i nie rozumieć o czym piszesz. Ale wiem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja na szczęście jestem osobą bardzo spokojną, jednak niestety moja mama ma okropną nerwicę ;/

    OdpowiedzUsuń
  5. Polecam, szczególnie teraz kiedy po podaniu hasła które podałam w notce dostaje się jakiś prezent gratis :) Chrześnica będzie zadowolona!

    Powodzenia i siły! Ja jestem bardzo nerwowa, byle co umie mnie wyprowadzić z równowagi ale wiem, że muszę z tym walczyć dla zdrowia swojego i ludzi wokół...

    Pozdrawiam, melodylaniella.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Jakbym czytała samą siebie, każde zdanie.. No identycznie.. I chciałabym też nie rozumieć Ciebie, ale niestety rozumiem.
    Sandicious

    OdpowiedzUsuń
  7. Kochana, nie warto! pomyśl sobie, że to nie ma żadnego znaczenia, że nie wszystko (niestety) od nas zależy, że nie mamy wpływu na głupotę, lenistwo, chciwość ..., po prostu rób swoje i ciesz się, ciesz się z życia, bo chyba jest fajne :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Aha, no i czekam na wiadomość :) ja stawiam kawę :)

    OdpowiedzUsuń
  9. też mam, ale troszkę inaczej to wyląda

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja na szczęście nie wiem o czym piszesz, mnie co najwyżej ogarnia czasem stary dobry wk.rw😈 Ale trzymam kciuki, żeby Cię całkiem nie zeżarło, bo szkoda by było 😕

    OdpowiedzUsuń
  11. Leon śle buziaki by uśmiech wrócił na lico Malkontenckiej persony!

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie wiem co napisać ani w jaki sposób pomóc. Mogę jedynie życzyć byś poradziła sobie z tym uczuciem i wyszła jeszcze silniejsza niż byłaś.

    OdpowiedzUsuń
  13. Obyś to Ty kiedyś zeżarła ją :)

    OdpowiedzUsuń
  14. "Czuję jak ostry nóż wbija mi się w brzuch. Ktoś nim kręci, w środku, sprawiając mi ból."
    Uśmiechajmy się dalej tym sztucznym uśmiechem, który ma służyć jako maska naszej już podumarłej duszy. Tacy się urodziliśmy, nauczmy się z tym żyć, lub poddajmy się bez walki. ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Niestety wiem o czym piszesz:/

    OdpowiedzUsuń
  16. Miałam nerwice w pierwszej klasie szkoły średniej, a raczej wtedy się zaczęło...jedna z najlepszych szkół w kraju bla bla bla trzeba było mieć mega dobre wyniki itd, wychowawczyni tak mnie męczyła psychicznie, że doprowadziła mnie do nerwicy...ale byłam silna i sobie poradziłam, da się z tym zwyciężyć.

    OdpowiedzUsuń
  17. Czy mogę napisać, że nerwica już za mną? Pewnie nie, choć najcięższy okres mam już za sobą ciągle czuję jej oddech na karku....

    OdpowiedzUsuń
  18. A ja wierzę, że można z nią wygrać! :) I Ty też w to uwierz, małymi kroczkami...

    OdpowiedzUsuń
  19. Nerwicę miałam w mojej starej pracy. Teraz już wiem jakich błędów nie popełniać. I jest git.

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja czasem też potrafię być kłębkiem nerwów. Życzę dużo siły kochana, dasz radę, zobacz ilu ludzi Cię wspiera! :*


    Mój blog - HELLO-WONDERFUL♥

    OdpowiedzUsuń
  21. Podoba mi się ten cytat: "Ale świat złożony z rojeń, obrazów i półprawd nie bardzo odpowiada mi jako aktualne miejsce pobytu."
    Czytałam kiedyś, że na nerwicę cierpią bardzo wrażliwi ludzie. Nie wiem czy to jakiekolwiek pocieszenie być wrażliwym w dzisiejszym świecie, ale życzę Ci dużo siły Kasiu.

    OdpowiedzUsuń