Jestem szczęściarą. Jestem prawdziwą szczęściarą. Gdziekolwiek bym nie wędrowała, zawsze trafiam w to miejsce pod gwiazdą. Spotykam złotowłose dziecko i rozkoszując się chwilą, drżę jednocześnie w lęku przed rozstaniem. A potem pielęgnuję to wspomnienie w sobie, dbam o nie, tulę i rozpieszczam. Wszyscy dorośli byli kiedyś dziećmi, ale niewielu z nich pamięta o tym. Ja pamiętam i jestem z tego cholernie dumna!
Żyjemy w dziwnych czasach kochani. Zdobywamy kosmos, wycieńczamy naszą planetę, mordujemy marzenia, nie potrafimy pochylić się nad samym sobą, odtrącamy drugiego człowieka. Dress code, makijaż, buzia w ciup – pro-fe-sjo-na-lizm! Ma być fachowo, zimno, sztywno. Żremy biurowe gówno od świtu do nocy, spalamy się w wyścigu szczurów. Nagroda – koryto i puste łózko… A gdzie spontaniczność, gdzie wrażliwość. Kolekcjonerzy płytkich wrażeń. Chytry wzrok, znudzona twarz kogoś, kto był kiedyś małym księciem, to najstraszliwsza zbrodnia wobec ludzkości.
Taka nietypowa recenzja… Pozycja tytaniczna niczym wieczne miasto. Jedna z najwybitniejszych książek w historii Mały Książe Antoine de Saint-Exupéry. Kto nazwał ją książka dla dzieci? Powróćcie do niej. Chyba teraz nadszedł właściwy czas spotkania małego księcia –spotkania i zrozumienia…A póki co…
Narysuj mi baranka.
Narysuj mi baranka.