czwartek, 2 listopada 2017

Dieta dr Dąbrowskiej - dzień trzeci

NAJGŁUPSZA RADA NA ŚWIECIE BRZMI:
Jeśli ci smutno, zjedz czekoladkę.
Nic jedz. Lepiej się utop od razu, po co ci te męczarnie z odchudzaniem! (Traktat o odchudzaniu)

Gośka jest wkurzająca i ma durne pomysły. Przecież Malkontentka nigdy w życiu nie wpisałaby dobrowolnie w wyszukiwarkę słowa dieta. Ba - Malkontentka już dawno wykreśliła ten wyraz ze swojego słownika. To robota Gośki. I te głupie podjudzanie, że celebrytka była okrąglutka a teraz niczym trzcinka, że Aśka schudła dyszkę i to bez trudu, a jedna taka, co to się leczyła i wyleczyć nie mogła - bach i w ciąże zaszła. I wszystko to dzięki diecie. No może w tej ciąży, to poza dr Dąbrowską jeszcze ktoś miał udział, ale to też cholera wie, bo w dzisiejszych czasach nie takie cuda się zdarzają. Właściwie to Gośka jest wszystkiemu winna. Manipulatorka normalnie. Sama bała się wystartować z zielskiem więc wciągnęła Bogu ducha winną, naiwną Malkontentkę i masz ci los. Najpierw przysięga, że będzie lekko, potem bredzi o grupie wsparcia dla konających na diecie, a teraz wysyła maila z obietnicą, że na finiszu ugotuje nam wielki gar krupniku z ziemniakami.

Dzień trzeci diety miał być już lajtowy. Uczucie głodu miało powoli zanikać. Doprawdy ciekawe - no chyba że w przypadku tych, którzy pomarli w trakcie odchudzania, tfu - oczyszczania, bo Malkontentce nic nie zanika. Ani głód, ani tym bardziej słonina. Na szczęście poranny pomiar nie wykazał wzrostu masy. Wciąż balansujemy na minie, ale nie odpalamy lontu. Szkoda, że ani gram Malkontentki nie ubył. A może to jakiś wielki plan Matki Natury. No coś w stylu, że niby Malkontentki ma być dużo, żeby każdemu starczyło...

Menu dnia trzeciego niczym nie rożni się od dwóch pozostałych. Sałata, pomidorek, cebulka, buraczek. 
Mięsa! Mięsa i krwi! Mięsa dajcie. I wódki.
Każdy dzień diety jest smutny, szary, pozbawiony smaku i energii. Ciągnie się niczym szarpane głodem trzewia. Warzywko zapijane mdłościopędnym soczkiem z buraczka zaiste różni się od krwistego steku urozmaiconego kuflem piwka. 
Aż żal patrzeć na Malkontentkę. Ale cóż. Takie są właśnie skutki, gdy mięsożerca, opój i nałogowiec przechodzi na dietkę dla elfów i motyli. Obawiam się, że Malkontentka może stać się niebezpieczna. Poziom agresji wzrasta bowiem proporcjonalnie do ilości spożytej sałatki... Trzymajcie kciuki, bo nie wiadomo co przyniesie kolejny dzień...



środa, 1 listopada 2017

Dezyderata



Przy całej swej złudnosci, znoju i rozwianych
marzeniach jest to piękny świat,
jest to piękny świat...


Meksykanie wierzą, że dzisiejszej nocy na chwilę unosi się kotara rozdzielająca oba światy - doczesny i ten, który jest o krok dalej, za mgłą... Mieszają się wspomnienia, uczucia i emocje. Można zajrzeć w przeszłość, poczuć przyszłość, przeżyć to co najważniejsze jeszcze raz - przez moment. Ostateczność staje się bliższa, a nieskończoność nie przeraża. 
Podobno tej nocy można zrozumieć...
To ładne. Więc niechaj i tak będzie.
Lubie magię tego dnia i wieczoru. Uśmiecham się do swoich wspomnień.
Pamietam.

Piję za Nieobecnych.

wtorek, 31 października 2017

Dieta dr Dąbrowskiej - dzień drugi, czyli posilmy się wulgaryzmami

Jeśli tylko czytam lub słyszę komunikat, że coś, przyrządzone zdrowotnie i odchudzająco, jest przepyszne, z całą pewnością do ust tego nie wezmę. Musi to być rzadkie świństwo. (Traktat o odchudzaniu)

Drugi dzień diety zaczął się źle. A nawet gorzej. Właściwie do dupy się zaczął. Skostniała Malkontentka obudziła się gdzieś w środku epoki lodowcowej. Zimno. Zimno z głodu, zimno z nagłego ataku półzimy, zimno ze smutku i nostalgii a głównie zimno z powodu zafajdanej spółdzielni, która nie raczyła uczynić kaloryferów ciepłymi. Nieomal strząsając szron z piżamy, Malkontentka z gracją lwa morskiego wydobyła się z lodowej łożnicy i z szybkością, na jaka zamrożone stopy pozwalały, pomknęła do łazienki. Tam, zerwawszy z siebie odzienie, stanęła na wadze. Oto chwila prawdy! Ta dam! 24 godziny koszmarnej głodówki musiały przecież dać jakikolwiek, chociaż minimalny efekt. I rzeczywiście dały! Nawet nie minimalny, ale całkiem konkretny, zauważalny i po byku. Pół kilo słoniny więcej! O żesz kurwa! Minus dziesięć do motywacji.
Malkontentka straciła wiarę, ale z filozoficznym spokojem postanowiła trwać w głodzie aż do pożądanego skutku.
- Świt czyli prawie noc.
Sałatka. Sałata z sałatą. Okraszona sałatą. Pomidorek suszony. Surowa pieczarka - czy to aby można jeść bez szkody dla życia? Na otarcie łez - zakazana kawa. 
- Południe
Nawet przynudne tyrady szefa nie są w stanie skierować myśli Malkontentki na tory niezwiązane z karmieniem. 
Jeść. 
Jeść. 
Po godzinie ględzenia szef staje się taki jakiś apetyczny... Brr... zamilknij serce moje... 
W chwili przerwy bieg do służbowej lodówki. Soczek pomidorowy i reszta obrzydliwej, więdnącej sałatki pobudzają dziwne akcje w trzewiach. Malkontentka bulgocze niczym parowóz, co z kolei prowokuje - zdecydowanie zbyt daleko posunięte - rozważania kolegów dotyczące konsekwencji konsumowania surowego żarcia. Szczegóły szanownym Czytelnikom będą oszczędzone. 
- Trochę dalej niż południe.
Wściekła Malkontentka siedzi na kiblu.
- 5 minut później.
Wściekła Malkontentka pije ziółka. Ten zasrany telefon niech sobie dzwoni! O pracy umysłowej nie ma mowy. Wszystkie zwoje marzą o jedzeniu.
- Fajrant.
Malkontentka targana potężnymi atakami bólu brzucha pędzi do samochodu, wierząc głęboko, że uda jej się dojechać do domu nie sfajdawszy się uprzednio w galoty.
- Trochę później niż fajrant.
Udało się. Ból brzucha przelazł na głowę. Obiad - „ulubiona” sałatka i warzywa na patelnie w wersji zakazanej, bo spryskane odrobiną oliwy z oliwek. Chyba zjełczałej. Wszystko jest zjełczałe. Świat staje się smutny i zjełczały. I co z tego, że Aśka schudła 10 kg? Nic. Zmarszczyła się i pewnie też zjełczeje, jak ta oliwa...
Do popicia zakazana kawa. A pocałuj mnie w gruby tyłek autorze diety...
Uczucie pozornego nasycenia różnymi odmianami zielska mija błyskawicznie. Głód powoduje frustracje i niemożność normalnej komunikacji z domownikami. Okropne wszystkożerne trolle - pies też! Zwłaszcza pies - tak jakoś prowokacyjnie żre kość. Taką piękną i apetyczną...
Krótka drzemka pozwala dotrwać do kolacji złożonej ze szklanki soku bardzowarzywnego i selera naciowego. 
Po niby posiłku Malkontentka decyduje się iść spać w porze zarezerwowanej dla osesków i kur.
Tłumiąc szloch dokonuje podstawowych obrzędów higienicznych. Nie! Własnie, że nie będzie nakładała kremu ani maseczki! Ba! Może nawet nie domyje starannie makijażu i nóg! Bo po co!?!? CO-JEJ-KTO-ZROBI!!! Po cholerę się męczyć, kiedy śmierć głodowa zagląda w oczy, a ból rozrywa kiszki. Zbuntowana idzie do łóżka, gdzie po chwili zalewa ją niemiła fala gorąca a potem atak gwałtownych zawrotów głowy. Trudno mieć otwarte oczy, jeszcze trudniej zamknięte. Świat wiruje, trzęsie się. Zmęczona Malkontentka zasypia, wciąż pełna wiary ze dzień trzeci przyniesie chociaż niewielki promyczek nadziei. 
Jeszcze nie wie, jak bardzo się myli...


poniedziałek, 30 października 2017

Dieta dr Dąbrowskiej - dzień pierwszy

„...jedno wiemy i za to gwarantuję:
TYJE SIĘ OD ŻARCIA!”


Oglądacie „Historie wielkiej wagi”? Śledzicie mrożące krew w żyle i tłuszcz na dupce perypetie trzystukilogramowych pacjentów doktora Now? Nie? To błąd! Malkontentka pilnie ogląda, śledzi i dzięki temu już wie! Wie, że podąża prostą drogą do piekła. Piekła zniszczonego ciała, zadyszki, ograniczonej sprawności fizycznej i grubych problemów zdrowotnych. Bo otyłość to choroba. Często zaczyna się od depresji a Malkontentka zażera stresy. 10 kg w rok do przodu - zbyt wiele, jak na malkontencki mikry wzrost. Błogosławiona telewizjo TLC, która ratujesz malkontenckie życie emitując program o potwornej otyłości w godzinie kolacyjnej, obficie okraszonej tłuszczem i zwałami węglowodanów!
Malkontentka trochę się samobiczuje, ale nie da się ukryć, że ostatnio bardzo się zapuściła. Zatrzymała pociąg, folguje sobie niczym bohaterowie „Wielkiego żarcia” - i to bezwysoceideowo a wyłącznie dla zaspokojenia prymitywnych żądz, nie ćwiczy, ma deprechę... Na szczęście Halloween zobowiązuje. Potwory wyłażą z legowisk, czas zatem poruszyć skostniałe malkontenckie członki... Dieta dr Dąbrowskiej, na której jedna celebrytka schudła tak, że normalnie jej prawie nie ma, a pani Jadzia z Kury Zimnej wyleczyła sobie kurzajkę na prawej dłoni, wydaje się najbardziej odjazdowym i pobudzającym z pomysłów...
Zatem zaczynamy. Jesli ktos chce dołączyć, kibicować, wyśmiać - zapraszam do pociągu.
Dieta dr Dąbrowskiej
Prognozowany czas trwania -14 dni (prognozowany! powtarzam)
Waga startowa - No co!! 68 kg słoniny, skażonej, strutej i zestresowanej - gorsze jak GMO.
Dzień pierwszy
- Świt - Malkontentka pełznie do kuchni przygotować kawę. W momencie ładowania trującej substancji do ekspresu przypomina sobie, że kawy nie wolno. Kawa jest zła i nie ma bata, ale co ma począć smutny nałogowiec? Ba! Oto moment wyboru. Wypić i żyć dalej, czy nie wypić, zmarnować to, co się załadowało a potem dogorywać? Malkontentka wybiera życie. Mały wyłom nikomu krzywdy nie uczyni. Chyba.
- Trochę później niż świt - odświeżona, napita kawą Malkontentka przystępuje do śniadania. Sałatka z roszpunki, jarmużu, kiełek, pomidorka i cebulki skropiona sokiem z cytryny absolutnie nie zaspakaja głodu. Ale niech tam. Ludzie głodują latami... czas skończyć z bezmyślnym konsumpcjonizmem wziąć się za siebie i świat. Do popitki... herbatka. Normalnie, prawdziwa, straszliwa nasycona teiną herbatka. Ostatnią herbatkę Malkontentka spożyła przypadkowo i to po pijaku z 15 lat temu więc doznanie jest nadzwyczajne. Malkontentkę zalewa fala zwrotna niemalże. Że też ludzie piją to dobrowolnie...
- Południe. Anioł Pański - głód narasta i staje się dokuczliwy. Pojawiają się pierwsze bóle głodowe. Na otarcie łez - sok pomidorowy i grapefruit.
- Obiad - powarkujac groźnie na zgromadzoną przy biesiadnym stole rodzinę, raczącą się mięsiwem, fryteczkami i innymi zakazanymi specjałami, Malkontentka zjada pozbawioną smaku sałatkę i warzywa gotowane na parze. W ramach protestu sięga po marynowaną pieczarkę i carpaccio z buraczka (to chyba wolno). Chociaż cholera wie...
Po obiedzie jest źle. Nawet gorzej niż przed, bo trolle zaczynaja częstować się kawą i ciastem czekoladowym.
Malkontentka siedzi w kiblu. Zła.
Złość i frustracja narastają. Jabłko nie pomaga. Drugie też nie. Mamy efekt kuli śnieżnej. Robi się bardzo groźnie. Na szczęście w perspektywie jest kolacja.
- Kolacja - sałatka - riplej ze śniadanka i ziółko czystek na popitkę.
Noc niedospana. Pokusa i wewnętrzny bój żeby jednak nie pobiec cichutko do lodówki po ukochane kabanoski francuskie, nie sprzyja wypoczynkowi. Wściekła, nieprzytomna Malkontentka zwleka się o świcie. Nie wie, że najgorsze jeszcze przed nią.... A wstrząsająca niespodzianka czyha za wciąż zamkniętymi drzwiami łazienki...

...ciąg dalszy nastąpi o ile Malkontentka nie odwali kity z głodu.

czwartek, 12 października 2017

witojcie

Dobra. Przyznaję się. Łyso mi bez Was, kochani Smarkacze. Wracam pokornie na łono blogosfery i ostrzę pióro i ozorek na kolejnego bublaska:)

piątek, 4 sierpnia 2017

Mega Pink-box od Alicji i zdania wielokrotnie złożone

Przesąd odziedziczony jest rodzajem nieświadomego siebie rozumu - zauważył jakiś niewątpliwie mądry człowiek. Straszliwym musi być zjawiskiem rozum nieświadomością nieświadomy... Aż strach sobie uświadomić taką nieświadomość! 
Znacie przesądy, ludowe obyczaje, zabobony? Malkontentka nieszczególnie, dlatego znakiem naszych czasów z lekka się w tej materii powymądrza i pochyli nad tzw. zabobonem terroryzującym. Ot i przykład. Jest taki rosyjski, skądinąd złowróżbny zwyczaj, straszący obywatela zawracającego! Ów zwyczaj zakłada, że jeżeli obywatelowi przytrafi się w żywocie tak niefortunnie, że na skutek sklerozy, czy innych smutnych okoliczności zmuszony będzie gdzieś po coś zawrócić i nie usiądzie w miejscu powrotu, tylko radośnie polezie sobie dalej, bez - nawet symbolicznego - usadzenia pupska na rogu krzesełka... no to pozamiatane jest! Biada takiemu obywatelowi, albowiem w jego życiu wydarzy się coś przerażającego! Tak przerażająco przerażającego, że aż nie wiadomo czym owo PRZERAŻAJĄCE może się okazać. Włos na karku się jeży, zwłaszcza że PRZERAŻAJĄCE NIEWYPOWIEDZIANE to najwyższa forma PRZERAŻAJĄCEGO... 
W żywocie dożywocie jak nic.
Malkontentka ostatnimi czasy nerwowo reaguje nawet na najbardziej lajtowe formy PRZERAŻAJĄCEGO, dlatego skoro już do blogosfery wróciła, to i troszkę sobie tu posiedzi, bo ludowe zwyczaje ceni i w tradycji się lubuje. I nie tylko na brzeżku taborecika przycupnie, ale pełnym dupskiem na fotelu - na dwa poślady - przyznajmy, że są to potężne poślady więc i siad będzie znaczący!
Obcieramy zatem kurz z półeczek i łzę po obserwatorach, którzy porzucili malkontencki pociąg i pomknęli w świat przy udziale Pendolino i hejże - odpalamy pod kotłami.
Powód malkontenckiego powrotu jest radosny - nie, nie załapała się Malkontentka na 500+. Aż tak radośnie to nie jest. Ale i tak miło, albowiem w ramach wymiany paczek-niespodzianek pracowicie organizowanej przez naszą Panią Weterynarz, paczkę Malkontentka dostała. Piękną i barrrdzo elegancką paczkę od Alicji Grrrlwithcat.


Robi wrażenie!
Po pierwsze estetyka... Piękne flamingi na zewnątrz, sianko w środku... Malkontentka bije się mocno w pierś - jej paczucha do Alicji to dno żenady... Poszła zawinięta w gazetę po śledziku i nawet gorzałki ku pokrzepieniu oka w gratisie nie było... Wstyd oglądniecie TU.
Po drugie - zawartość.
Matuchno. Klękajcie narody. Alicja niewątpliwie jest jasnowidzem, albo coś tam miącha z czarną magią, no bo skąd wiedziała, że Malkontentka paletkę od MUR trzy razy ładowała do koszyka w Mintishopie? Ha! Albo krem wodny? Przecież to TEN. Ten, którego zakup planowany był na wrzesień!
No i śliczna pianeczka, maseczki i ... bomba... Wspaniała świeca w szkle, która stoi już na malkontenckiej półeczce rzeczy niezwykłych. Świece wytwarza chłopak Alicji w jedynie znany sobie sposób, pod szyldem www.stuklo.pl
No i teraz drodzy Czytacze możecie śmiało zacząć zazdrościć!

I na zakończenie! Pamiętamy - wracamy i siadamy, wracamy i siadamy! Nie żeby tam zaraz jakieś ciemne przesądy i zabobony, ale wracamy i siadamy!
Ćwiczcie, ja idę sprawdzić, co tu się wyprawiało, gdy pociąg kimał na bocznicy.
Niech Was bogini wspiera.
Przy okazji - kocham baby w babie i zdania wielokrotnie złożone, nawet bardzo wielokrotnie. To na wypadek gdyby ktoś miał uwagi. Do miłego.

czwartek, 13 lipca 2017

Prywatny Dzień Świra

"Gdy wieczorne zgasną zorze,
zanim głowę do snu złożę,
modlitwę moją zanoszę,
Bogu Ojcu i Synowi.
Dopierdolcie sąsiadowi!
Dla siebie o nic nie wnoszę,
tylko mu dosrajcie, proszę!
Kto ja jestem?
Polak mały! Mały, zawistny i podły!
Jaki znak mój? Krwawe gały!
Oto wznoszę swoje modły do Boga, Maryi i Syna!
Zniszczcie tego skurwysyna!
Mego rodaka, sąsiada, tego wroga, tego gada!
Żeby mu okradli garaż,
żeby go zdradzała stara,
żeby mu spalili sklep,
żeby dostał cegłą w łeb,
żeby mu się córka z czarnym
i w ogóle, żeby miał marnie
!"

(Dzień Świra)

Cicho, ciemno, szaro. Pociąg stoi na bocznicy i nie straszy. Malkontentka zapadła w letarg w środku arktycznego lata i nie marudzi. Czyta i szykuje pudło - niespodziankę dla Alicji GrrrlwithCat. Gdy tylko ogarnie prywatny wszechświat - wróci... nawet jeśli nikt nie czeka. Chwilowo rzeczywistość przerosła wszelkie wyobrażenia o sobie samej i skutecznie ogranicza możliwość nurzania się w rozpuście wirtualnych rozkoszy. A myśli niezapisane kłębią się i kotłują gorliwiej niż te nieuczesane. 
Zjedzcie ciacho dobrzy ludzie, napijcie się kawy albo browara... czy co tam pijacie o 11 rano. 
Niech Wam boginie sprzyjają... i nie dajcie się!