wtorek, 2 września 2014

W górę szklanki koleżanki czyli gawędy o koreańskich kosmetykach ciąg dalszy...

Wino ludzi rozwesela, wino ludziom sił udziela głosi mądrość ludowa i jak to mądrości ludowe mają w zwyczaju słusznie głosi;). Dziś słów parę o kolejnym koreańskim kosmetyku, który wpadł w moje łapki czyli beczułce wina z upojną zawartością J.  Holika Holika Wine Therapy Sleeping Mask  w wersji redJ, bo o tym specyfiku mowa zakupiłam w moim ulubionym sklepie www.myasia.pl (na marginesie: serdecznie polecam – świetny wybór, super obsługa, a jakie gratisy!). Do całonocnej maseczki podeszłam, tak jak dawno, dawno temu pewna spłoszona panna do podpasek ze skrzydełkami - z pewną taką nieśmiałością. Jako żywo nigdy czegoś takiego nie używałam, bo mam obsesje i nie przepadam za elementem niepewności w życiu! A używanie maseczki w stanie letargu, gdy umysł śpi i jestem odłączona od bazy jakoś mnie nie przekonywało. Zwyrodniała wyobraźnia ochoczo podsuwała obrazy ubytków w urodzie (wątpliwej ale innej już się w tym bycie nie spodziewam), twarzy zmasakrowanej zbrodniczym i podstępnym działaniem nieznanego produktu tudzież w sumie lajtowych na tym tle wizji uczuleń i opuchlizn. Możecie sobie zatem wyobrazić jak szaleńczo musiałam się przełamać, ech… ale o tym za chwilę …
Maseczkę zakupiłam, bo jestem sroka i dzieciuch w jednym, wyjątkowo nie pijaczyna;) Piękne opakowanie, stylizowane na beczułkę wina, z łopateczką uff…;) – głównie te cechy produktu (przyznaje się) a nie nadzieja na piękną cerę, promienną urodę czy skryty pociąg do alkoholu w jakiej bądź postaci – zadecydowały że sięgnęłam po kosmetyk. Przełamawszy opory (patrz wyżej), zwalczywszy obsesje (terapeutyczna rola maseczki;)) nałożyłam upojnie pachnącą galaretkę na twarz i drżąc ze strachu (wciąż dręczącego mnie oczywiście) udałam się na spoczynek. Zasypiając, resztką czynnej świadomości odnotowałam, że nic nie piecze, nie swędzi i nie ściąga czyli jest dobrze… chociaż czort wie, co wydarzy się później… no… Potem jak się domyślicie spałam itd… a maseczka sobie działała albo i nie… zobaczymy. Rano, rześka jak cholerny skowronek, wstałam do mojej ukochanej… hmm….ukłony dla szefa… pracy. Tak właśnie ukochanej! I szczęśliwa, że mogę uczynić to jak zwykle o 5 rano, gdy dzień budzi się do  życia a świat jest niemal nieskalany ludzką obecnością…bo do jasnej Anielki wszyscy normalni ludzie o takiej dzikiej porze śpią, tylko ja … no nieważne… chyżo pomknęłam do łazienki, by stwierdzić ze:
a.       twarz jest, rysy nie zmienione uff;
b.      uczulenia nie ma;
c.       opuchlizny nie ma;
d.      i najlepsze…. Po zmyciu oblicza ciepła wodą okazało się, że to ludzie kochani działa! Buzia gładka, jasna, cera wypoczęta no… żesz… promienna wręcz. Osiągnięcie takiego rezultatu przy chronicznym niewyspaniu i stałym przebywaniu w niesprzyjających warunkach atmosferycznych wydawało mi się niemożliwe. A jednak!
Nie wiem, co naobiecywał producent maseczki, bo jako że absolutnie nie wierzę w takie ględzenie, żadnych ulotek nie czytuję ale wiem co zobaczyłam. A zobaczyłam podrasowaną wersje samej siebie, młodszą i świeższą. A mówią, że alkohol szkodzi…. Bzdura jak widać J. Zatem kto lichy – za kielichy a raczej za Holika Holika Wine Therapy Sleeping Mask . A mówili, że alkohol uzależnia – mieli rację J

Jak zwykle zaznaczam, ze artykuł nie jest sponsorowany, ani sklep, ani producent nie obsypują mnie żadnymi dobrami abym tu kadziła. Kupiłam maseczkę za kasę, którą zdobywam w sposób legalny pomimo iż w blokach startowych jestem już o 5 ranoJ.

4 komentarze:

  1. Zachęciłaś mnie :) I przyznam się... mnie też to opakowanie bardzo zachęca do zakupu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karolina - warto! Ja jestem sceptykiem ale kurcze jest różnica, działa jak należy:)

      Usuń
  2. Ale piękne beczuszki wina ...już je lubię :D:D:D

    OdpowiedzUsuń