Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Błazen królowej Philippa Gregory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Błazen królowej Philippa Gregory. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 października 2015

Rzecz rozwlekła o powrocie do normalności, krwawej Mary i kawałku naprawdę dobrej literatury

Im większe zero, tym bardziej nadęte (U.Zybura)

I to moi Państwo jest wystarczający – i jakże przerażający – powód, dla którego kończymy z autonadmuchiwaniem swojego i tak nadętego zero, tfu… ego. Dlatego dziś żadnych popisów. Żadnej literatury z górnej półki, którą to z uśmieszkiem lekkiej wyższości i odgiętym paluszkiem będziemy prezentować. Żadnego krytykowania softpornosów znaczy greyów itd. Dziś organizujemy powrót do normalności i pogadamy sobie o zwykłym babskim czytadle. 

Za rządów żadnego monarchy w tym czy innym kraju nie doszukamy się tak wielu zasługujących na potępienie i gniew Boży zdarzeń, które wydarzyły się w tak krótkim czasie, co dane było zobaczyć za rządów królowej Marii. (John Foxe, 1563)

Błazen królowej pióra Philippy Gregory – pisarki z pretensjami do produkowania literatury niemalże historycznej… Kurcze. Niby czytadło ale… niby powieść historyczna ale…. Trudno zakwalifikować i w sumie sprawa bez znaczenia, bo ot - fajnie się przyswaja. Fakt – podbudowa historyczna bardzo rzetelna, a fantazja autorki pozwala w sposób arcysympatyczny zgłębić niełatwe lata panowania Bloody Mary - córki Henryka VIII i Katarzyny Aragońskiej. Generalnie rzecz biorąc, Maria I Tudor jest postacią nadzwyczaj złożoną i trudną w jednoznacznej ocenie – podobnie zresztą jak nieomal wszyscy członkowie rodu Tudorów. Jeśli ktoś interesuje się historią Anglii, niewątpliwie świadom jest faktu, że Krwawa Maria nie dostała swojego przydomka z powodu upodobania do soku pomidorowego, a jej imię zajmuje poczesną pozycję w Historii zbrodni i okrucieństwa pana Montefiore... Trudno uciec od schematu opisując taką postać a jednak pani Gregory świetnie się to udało. Tu nie ma osoby jednowymiarowej, tu nie ma potwora, tu jest połączenie miłości, fanatyzmu i władzy – iście wybuchowa sprawa… Tą drastyczną i w rezultacie tragiczną historię, autorka przedstawia z wyczuciem i dramatyzmem, bez – wszak zbędnego - mięsnego naturalizmu i rzeźni, której wizje sprawiają że rzygamy flakami… Jest fajnie, ciekawie i profesjonalnie. Mozaika artystyczna książki jest znakomita – fikcyjne postaci wplecione w wydarzenia historyczne, wielowątkowość a zwłaszcza wieloproblemowość tak sprytnie przemycona, że nawet trudne w odbiorze, zawikłane historie zmian w strukturach i kanwie kościoła, usypiające z natury wszechrzeczy dywagacje o działaniach reformacyjnych i wielkiej polityce, łykamy ochoczo i z apetytem. Moi Państwo. To naprawdę solidny kawałek literatury. Czyta się świetnie, jest i interesująco i z polotem. Na początku recenzji wspominałam o zwykłym babskim czytadle – przestrzeliłam. Dobra książka - tak jest zdecydowanie bardziej prawdziwie. Polecam serdecznie!