Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Organic Curl System. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Organic Curl System. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 kwietnia 2016

Hairbell, czyli cuda, cuda panie w tej budzie.

Nie twórzcie sobie bogów na swoje podobieństwo! (S.J.Lec)
Bo się kurnia przejedzieciealbo Was przejadą. Ci bogowie, i tamci też.
Tyle tytułem ostrzeżenia, a teraz zgodnie z zapowiedzią odrzucamy wszelkie wkurwy polityczno-społeczne i Malkontentka w radosnym pląsie rzuca się w wir wynurzeń kosmetyczno-pseudoegzystencjalnych. Inaczej zwariuje doszczętnie, albo padnie na pikawę i opuści ten padół bez dęcia anielskich trąb, co samo w sobie byłoby nadzwyczaj smutne. Chociaż… z drugiej strony... By dojść do źródła, trzeba płynąć pod prąd. A jako że ma Malkontentka dusze odkrywcy, nie może stać obojętnie, bo obojętność - zaprawdę powiadam Wam jest najgorsza…
A jeśli na grzyby to do Polski
do Malkontentki, po co
Claude Bell - szampon i odżywka Hairbell. Znacie? Opowieści o zdewastowanych malkontenckich włosach nakręcano tu do rzygu, dlatego przypominać nie będę. Tak czy owak – słowo tytułem zagajenia - zabawa w loki i amerykańskie fale (Organic Curl System) na polskim malkontenckim łbie skończyła się smutnym włosów ścięciem. A co jest potrzebne, gdy włosów ewidentnie mamy za mało? Ano włosy właśnie. Dużo włosów, w dużej ilości. Hairbell – cudowny zestaw ekstraktów z jakiś zmielonych skorupek od jaj ma nam to zapewnić…
Zestaw, którym posłużyła się Malkontentka jest jak najbardziej oryginalny, zakupiony w mateczniku, nad Sekwaną. Bezpieczeństwo przede wszystkim - Malkontentka żywi wielkie obawy i napawa ją panicznym strachem myśl o specjałach, co do których istnieje podejrzenie, że są kręcone u pana Zenka w stodółce… Tu zagrożenie zostało zminimalizowane
Co do samego zestawu... Dwie spore tuby – szampon i odżywka. Po uczynieniu próby – czy aby włosy nie wypadną po zastosowaniu czystej żywej salmonelli – Malkontentka przystąpiła do akcji. 
Oba produkty – sumiennie stosując się do zaleceń bardziej światłych blogerek – stosowała wyłącznie na skórę głowy, zwaną też wdzięcznie skalpem. Skalp ów pod wpływem działania substancji w żaden sposób nie ucierpiał. Nic nie swędziało, nie piekło, nie mrowiło. Włosy nie emigrowały ale czy urosły…
Otóż moi państwo, cuda to nie na tym blogu – jeśli ktoś jest zainteresowany, to bodajże w Legnicy mają świeżuchny cud na fali. U Malkontentki wyłącznie sceptycyzm, cynizm i jad. Ale nie dziś. Nie dziś, bo Hairbell działa! W Malkontentce chętnie i szybko rośnie wyłącznie pupa i udko, włosy notują marny przyrost – 07 cm to już ekstaza. Tymczasem po Hairbell urosłyOczywiście nie jest to przyrost o którym dzieci będą uczyć się w szkołach, a poeci wiersze pisać ale zawsze… Przez półtora miesiąca stosowania skorupek – regularnie trzy razy w tygodniu – urosły całkiem pokaźnie! Foto z kalkulatora – pod hasłem wczoraj i dziś:

Nie wiem, ile to kosztuje, ale jeśli ktoś nie ma nadmiar ogromnej głowy, to produkty są sympatycznie wydajne.




wtorek, 2 lutego 2016

Organic Curl System, czyli jak w dwie godziny oszpecić się na lata za grubą kasę

Kiedy jesteś zły, policz do czterech. Kiedy jesteś bardzo zły, przeklinaj. (Mark Twain)

Przeklinanie nie pomogło… Gniew! Gniew Malkontentki jest wielki. Gniew Malkontentki wybucha spienioną falą jadu przy każdym – nawet przypadkowym – zerknięciu w zwierciadło. Horacy nauczał, że gniew jest krótkotrwałym obłędem. Owszem to prawda, jest obłędem, ale w przypadku naszej bohaterki z pewnością słowo krótkotrwały jest nieco na wyrost. Malkontentka ciska się w szaleństwie i pewnie jeszcze trochę to potrwa. A za sprawą czego? No zgadnijcie! Organic Curl System! Tak. Dawno o tym malkontenckim wyczynie nie było, albowiem nasza nieboga cierpliwie czekała roku, by pozbyć się gówna z włosów. Sorki, ale dziś wersalu nie będzie… jedziemy mięsnie i pieprznie! Bo to, co czyni ten zabieg na pustych głowach, bądź co bądź ludzkich, woła o pomstę do bogini! Wszak głowę trzymamy na widoku, wyprowadzamy do ludzi – bierze czynny udział w naszej egzystencji, więc – na ciemne moce – ta głowa powinna jakoś wyglądać, zwłaszcza gdy fundnęło się jej tak drenujący kieszenie zabieg! Gwoli przypomnienia – lekko ponad rok temu, Malkontentka pragnąc upodobnić się do bujnowłosych lal z Holyłudu, dała sobie wcisnąć kurzy bobek zapakowany w błyszczący papierek i skusiła się na zabieg Organic Curl System, który miał zamienić jej proste strąki w burzę fal i loków. Zamienił – w stóg przesuszonego siana. Przez ten czas Malkontentka straciła fortunę na środki ratujące znikająca czuprynę, popadła w konflikt z bandą pt. True Keratin Polska (dystrybutora kurzego bobka) – twarz Malkontentki służy w gawrze tej mafii za tarczę do rzutków. Generalnie kanapka. Trzeba było czekać z pokorą, wierząc – o naiwności – w słowa producenta, że specjał trzyma się na pustym łbie maksymalnie rok. I co – kupa! Rok minął, curl system ma się dobrze – na dzień dzisiejszy wygląda jak zrastająca mokra włoszka (do młodzieży – ceniona fryzura lat 80-tych) – rzecz żałosna i wymagająca stylizacji – non stop. Sam fakt trwania tego specjału na łbie jest smutny, gorsze jednak co wydarzyło się z włosami. Czy płyn wylewany w różnych konfiguracjach na malkontencką głowę w trakcie czynienia katastrofy wpłynął jakoś na potencjał cebulek? Czy inne nieszczęście, ale Malkontentka ma połowę czupryny! Nie jest to może spowodowane gwałtownym exodusem a raczej jakością odrastającego włosa. Jest cienki jak nić pajęcza. Kochani, to jest dramat i sprawa naprawdę nieładna, bo przedziałek na głowie wygląda jak autostrada A1 – i nie mówimy o jej pięknie, tylko szerokości i zakolach!

Ponownie przestrzegam przed braniem przykładu z Malkontentki i uczynieniem sobie takiego domu publicznego - znanego też dosadniej pod nazwą burdel - na głowie.

środa, 26 sierpnia 2015

Zniewolenie umysłu, czyli osiem miesięcy po zabiegu Organic Curl System

Tak, tak kochani. Właśnie mija ósma miesięcznica zniewolenia malkontenckiego umysłu. Wprawdzie nigdy nie należał on do najtęższych kawałków malkontenckiej osoby (pupa jest zdecydowanie większa), to mgła, która zasnuła go w ten zimny styczniowy poranek, totalnie wyłączyła zdolność logicznych rozmyślań w głowie naszej bohaterki. Niewtajemniczonym przypominam, Malkontentka pasiona przez kolorowe magazyny, filmy, zdjęcia celebrytów i inne fiki miki dla durnot różnych autoramentów dała się uwieść reklamie i uwierzyła, że i ona może stać się piękna. Piękna niczym silikonowa dmuchana baba z holyłud. Na szczęście Malkontentka należy do osób mało przedsiębiorczych i cierpi na chroniczny brak gotówki więc na silikony, botoksy i inne ssania tkanki stać jej nie było, za to – niestety - na nową fryzurę uzbierała. I to niemało. Bo zabieg – zbrodniczy zabieg Organic Curl System - do tanich nie należy. Amerykańskie fale… tfu. Wytworzony na malkontenckiej głowie za grubą mamonę koszmar, z falami niewiele miał wspólnego, włosy wyniszczył a nieszczęsną ofiarę przywiódł ku zboczu desperacji. Kolejne fazy przemiany włosów w kopkę biegunkowego siana opisywałam TU i TU i TU i chyba jeszcze TU. Jeśli ktoś się nudzi, to może przeczytać ale generalnie… ujmę to eufemistycznie - żeby nie rzucać mięsem i nie trafić w miejsce izolowane od społeczeństwa za rzucanie gróźb karalnych - Malkontentka nie była, nie jest i mniemam, że już raczej zadowolona nie będzie z kasociągnącego zabiegu.

Jak sytuacja na głowie przedstawia się po ośmiu miesiącach? Ano – zacznę od tego, że rzeczywiście jedna z obietnic producenta tego specjału spełnia się i spełnia i może wreszcie - do jasnej Andzi - mogłaby spełnić się do końca i przeminąć. Trwałość. Stało że rok wytrzyma? Stało! I trzyma! Trzyma cholerstwo i odpuścić nie chce. Prawdopodobnie, jedynym sposobem pozbycia się tego z włosów będzie drastyczna operacja z nożyczkami w roli głównej – ale tego staramy się uniknąć. Cóż poza nadzwyczajną trwałością zabiegu? Ale no niewiele dobrego. Włosy są brzydkie, osłabione, rzadsze, niemiłe w dotyku. Zabieg odbarwił je, nadając im iście biegunkowy kolor, który trudno jest czymkolwiek - poza czapką - ukryć. Próby farbowania kończą się chwilą ulgi i pięknym kolorem na…kilka myć, niestety. Ot zwyczajnie – włosy poddane keratynowemu kręceniu nie trzymają koloru. Ich pielęgnacja jest trudna i kosztowna, do tego nie przynosi trwałych efektów. Na fotce widzicie włosy w tej genialnej kupkowej barwie, która uparcie wyziera spod każdej farby, włosy poddane koloryzacji i włosy po dwukrotnym umyciu – farba po prostu z nich spływa.
Zatem powtarzam! Nigdy ale to nigdy nie dajcie namówić się na uraczenie Waszych włosów tym specjałem. Organic Curl System to sprawa fatalna a dystrybutor tego świntucha jest świadom wad produktu, co wyraźnie sygnalizuje reakcją na każde zapytanie, uwagę czy prośbę o pomoc. Malkontentka i jej znajomi przez True Keratin Polska zostali poblokowani gdzie się da, a ich zdjęcia prawdopodobnie wiszą w firmowych gablotach pod hasłem TYCH KLIENTÓW NIE OBSŁUGUJEMY, być może twarz Malkontentki ozdabia także tarcze do rzutków w gabinecie prezesa.
W ósmą miesięcznicę tej przygody włosowej mówię stanowcze NIE zabiegowi Organic Curl System i tej dziecinnej firmie, która jakże nieprofesjonalnie nim kupczy…


wtorek, 19 maja 2015

Na wojnę z Organic Curl System czyli Olaplex w natarciu

Pół roku temu Malkontentka była inną kobietą… nie żeby miłą czy coś, ale inną. Los nie obdarzył jej wprawdzie wstrząsającą urodą, niemniej jednak wszelkie braki starała się sprytnie tuszować, aby nie ranić obywateli swoim widokiem. Stan taki utrzymywał się latami, a Malkontentka trwała w nim w umiarkowanej – niemniej jednak - szczęśliwości… Do czasu… kurka wodna do tej przeklętej chwili, w której postanowiła trwale poprawić swój wizerunek i strzeliła swoim włosom pocałunek śmierci… nieomal. Nieomal, bo jednak okazały się na tyle lojalne, że zostały… Historię zabiegu Organic Curl System i wszelkich pierepałek związanych z tymi - tfu - amerykańskimi falami znacie i zapewne nie macie chęci czytać o tej masakrze ponownie. Tak czy owak – stan i stopień zniszczenia włosów – pomimo intensywnej pielęgnacji i potężnych nakładów finansowych w nią ulokowanych – był drastyczny! Ale… nawet taki niewierny Tomasz jak Malkontentka dostanie w końcu swój cud… Światełko w tunelu zaświeciło za sprawą pewnej utalentowanej fryzjerki, która po godzinach urzędowania pełni funkcje malkontenckiej przyjaciółki. Chyba tylko z tego ostatniego powodu wstrzymała się od komentarzy na temat włosowej przygody naszej bohaterki i zakasawszy rękawy wzięła się za ratowanie tego, co jeszcze uratować można było … No dobra – ze dwa razy puknęła się palcem wymownie w czoło… ale to naprawdę wszystko…
Do regeneracji malkontenckiego upierzenia wytoczono mocno ciężkie działo, bo broń lekka nie dawała rady potworowi… OLAPLEX – czyli system pielęgnacji włosów, który za sprawą całkowicie magicznych procesów doprowadzić ma włosy do stanu: 
  • zdrowego 
  • miękkiego 
  • błyszczącego. 
Cała przemiana włosa zdewastowanego w olśniewający dzieje się przy pomocy szalenie tajemnego patentu - nie wiem jaka kara groziła delikwentowi, który go zdradzi ale zapewne sroga… A tak na marginesie. Wiecie, że w historii gospodarki mnożą się przykłady pilnie strzeżonych receptur, za których ujawnienie zazwyczaj spotykała chlapiącego ozorem przerażająca kara…
Kara śmierci poprzedzona wymyślnymi torturami i pohańbienie całego rodu czekało w Chinach na tego, kto odważyłby się ujawnić arkana produkcji jedwabiu i porcelany. Podobnie drastyczne zabiegi stosowali starożytni Grecy - szczególnie w przypadku wyjawienia sekretnych technologii obróbki i stopu złota. Prawo to, przez rodaków Sokratesa było bardzo sumiennie egzekwowane. Jeszcze większą przezornością, jeśli nie wyrafinowaniem, wykazali się starożytni Rzymianie. Kara dotykała nie tylko winnego ale również podlegał jej… potencjalny winowajca. Przykładowo – po upadku cesarstwa sztuka wytopu szkła przetrwała jedynie w Wenecji i stała się pilnie strzeżonym sekretem, dostępnym jedynie wąskiej grupie najzdolniejszych i uznanych za godnych zaufania. Nadużycie tego zaufania mogło słono kosztować…Wyrok śmierci otrzymywał zarówno rzemieślnik, który technologię ujawnił, jak i ten, który ośmielił się wyjechać z Wenecji nie mając nawet zamiaru puścić przysłowiowej „pary z ust”… Znany jest złowieszczy przykład niejakiego Georgio Balerino – czeladnika, który poznawszy tajemnicę produkcji luster znaną jedynie elitarnej grupie mistrzów weneckich - uciekł z wytwórni w Murano do Niemiec. Nie zdążył jednak zrobić użytku ze swojej wiedzy - został błyskawicznie pojmany i zabity.
Dobra – być może to samo czeka tego, który zdradzi arkana działania systemu Olaplex. I w sumie na miejscu twórcy patentu też bym takiemu zdrajcy porządnego kopniaka w tylną część ciała wymierzyła (w dupę znaczy się, absolutnie nie w nerki, w nerki bić nie wolno), bo mili Państwo to działa! A skoro działa może stać się i z pewnością stanie czymś w rodzaju kury znoszącej świeżutkie banknoty….

Olaplex został zapodany na malkontenckie włosy wraz z czymś co zmieniło ich biegunkową barwę w głęboki brąz. Zakładamy, że była to… farba. Z informacji, które chłonęła Malkontentka trzymając głowę w myjce (?) cudowny preparat można dodawać do farb, keratyny, płynów do trwałej aby miast efektu stogu siana uzyskać zdrowe i piękne włosy. Można też stosować go jako samodzielny zabieg pielęgnacyjny. I warto moi mili! Po zabiegu włosy Malkontentki przypominają wreszcie prawdziwe włosy a nie szczecinę radzieckiej lalki celuloidowej.
Wprawdzie entuzjazmu naszej bohaterki nie podzielała w pełni twórczyni tej cudownej przemiany, niemniej jednak i ona skłania się do opinii, że ponowne zastosowanie produktu – tym razem jako samodzielnej bajki – powinno zniwelować problem raz na zawsze!
Powtórzmy zatem! 
  • Mamy kasę – kupujemy sobie pierdoły, rozdajemy biednym, odpalamy banknotami papieroska – no co kto tam lubi i na co fantazja pozwala - ale NIE inwestujemy w Organic Curl System! Tym bardziej, ze firma, która ten bajer sprzedaje jest mega niewiarygodna – w przypadku niezadowolenia klienta blokuje go we wszelkich możliwych portalach społecznościowych miast udzielić porady. Ale jak banda przypadkowych jednostek skupionych w tyglu celem zbicia kasy na naiwniakach może udzielić kompetentnej pomocy… ano nie może. 
  • Mamy kasę i zniszczone włosy śmiało zapodajemy sobie na czuprynę OLAPLEX z tym, że jeśli nie jesteśmy zbyt pewni swoich umiejętności fryzjerskich – oddajmy swoją głowę w łapy fachowca. 
I tak na zakończenie tego długiego i nudnego wpisu. Po raz kolejny, niczym mantrę powtórzę:
Lepsze jest wrogiem dobrego …Lepsze jest…etc.



wtorek, 28 kwietnia 2015

Organic Curl System w odwrocie, czyli Malkontentka wyczerpała zagadnienie

Lepsze jest wrogiem dobrego kochani - takim hasłem rozpoczynam ostatnią już (bo ileż można o tym rozprawiać) opowieść o przygodzie Malkontentki z zabiegiem Organic Curl System. Tym razem będzie nieco bardziej optymistycznie…
Po okresie rozpaczy, gdzie włosy wyglądały jak smętna kopka siana o odrażającej brązowo-żółtej barwie, a Malkontentka gorączkowo rozważała opcję zmiany fryzury na tzw. rekruta, nastąpił szczęśliwy przełom. Związany był on z wizytą naszej bohaterki w galerii – handlowej, nie sztuki (z taką sztuka na głowie nie wizytuje się galerii sztuki, bo tam nie godzi się chadzać w czapce uszance). W drogerii będącej częścią składową tejże galerii Malkontentka długą chwilę kontemplowała małe pudełeczka zawierające maskę intensywnie regeneracyjną biovax. Pudełeczka różniły się kolorami i wypisanymi na nich składami – i tak jak w przypadku koloru Malkontentka była w stanie zdecydować się na ulubiony, to co do składów nie była przekonana, czy lepiej na jej włosy podziała sproszkowany diament (a co!), czy trufle, a może jednak kawior? Koniec końców zdecydowała się na pudełko białe z diamentem – jedynym kryterium wyboru był fajny połysk i gra kolorów na kartoniku… I kochani to był strzał w dziesiątkę! Nie wszystko złoto co się świeci – a pewnie że nie, czasem diament błyszczy jeszcze piękniej! wybór okazał się słuszny! Wieczorem po wyszorowaniu strzechy, bez większych nadziei Malkontentka naciapała mazi na głowę, założyła czepek foliowy, w którym prezentowała się nadzwyczaj nobliwie – coś jakby miała przystąpić do rozbiórki mięsa i wychynęła z łazienki, aby zdobyć czapkę do przykrycia konstrukcji. Po drodze wystraszyła członków rodziny, zgromadzonych w przedpokoju, którzy stanowczo odmówili współpracy w sprawie czapki – żaden kurka wodna nie chciał pożyczyć, a Malkontentce szkoda było własnej.
Tak czy owak, na brzegu wanny wysiedziała nasza biedula (nerwowo przebierając nogami) wymagane 15 minut po czym szybko spłukała mazidło z siana …które stało się – o cudowna chwilo – włosami. Poprawa naprawdę jest zauważalna. Malkontentka nie wie, czy to jakiś trik, czy cud, czy rzeczywiste ozdrowienie ale włosy po trzech zabiegach wyglądają o niebo lepiej. Wprawdzie nadal utrzymują swój nieszczególny kolor ale to już naprawdę małe miki. Oj kochani, ile to czasu, pieniędzy, stresu i fatygi jest niezbędne, aby uzyskać efekt…sprzed metamorfozy - tfu…

Lepsze jest wrogiem dobrego! Pamiętajcie! I nie pchajcie paluchów między drzwi!

wtorek, 14 kwietnia 2015

Malkontentka i Organic Curl System czyli jeżozwierz i biegunkowy brąz


Zabawa w mity i fakty w przysłowiach? Proszę bardzo - Miłe złego początki, lecz koniec żałosny… Prawda. Niestety. Malkontentka boleśnie przekonuje się o tym przez cały kwartał na własnej… głowie. Mordercza walka o odzyskanie względnie normalnego stanu i wyglądu włosów po zabiegu Organic Curl System najprawdopodobniej skończy się tym, że nasza bohaterka - tfu – ofiara nasza - dostanie kopa w cztery litery i padnie twarzą w błocko. Było źle – ba grzeszę – nie było źle – otóż okazuje się, że było pięknie, tyle że stosunkowo. W stosunku do tego, co jest teraz. Otóż moi mili, jako że minęły zacne trzy miechy od aktu destrukcji a malkontencka głowa gdzieniegdzie pokryła się siwizną i koloryt zbladł, po konsultacji z mistrzem fryzjerstwa, którego wysokie kwalifikacje potwierdzają liczne dyplomy dumnie dyndające na ścianie – Malkontentka udała się do tzw. salonu celem ufarbowania włosów. Pani mistrz swą mistrzowską ręką nałożyła farbę i kazała w spokoju siedzieć pół godziny – dla rozrywki Malkontentka dostała gazetę bez obrazków, co jest niewątpliwym dowodem na to, że sprawia wrażenie istoty rozumnej i posiadającej przynajmniej w stopniu podstawowym umiejętność czytania. Malkontentka gazety jednak nie poczytała, bowiem przysłuchiwała się rozmowom innych klientek. Wiedza, którą pozyskała jest tak przerażająca i sensacyjna, ze niewątpliwe jeszcze dłuższy czas nie otrząśnie się z traumy… no, ale nieważne. Po odsiedzeniu obowiązkowego czasu pani mistrz umyła włosy Malkontentki, i robiła z nimi bliżej nieokreślone fiki miki – Malkontentka nie wie, co bo siedziała z głową w umywalce wygięta pod dziwnym kątem starając się nie skręcić sobie karku. Następnie zagoniono Malkontentkę przed lustro, i przy pomocy gorących nożyczek, które też mają jakieś magiczne właściwości – tyle że nasza bohaterka zapomniała jakie - przycięto o centymetr końcówki. Czy ktoś orientuje się jak wygląda sprawa miar fryzjerskich – dlaczego centymetr wg fryzjera ma zawsze co najmniej trzy…?

Nic to. Ufarbowano, podcięto i przystąpiono do suszenia. I tu dopiero… suche włosy ukazały się w całej swej krasie… do jasnej Anielki. Malkontentka jest odbarwioną brunetką. A ostatnia akcja miała zabarwić jej włosy na odcień orzechowy – a co jest? Biegunka! Znowu biegunkowy brąz, który fryzjerzy permanentnie kreują na tej nieszczęsnej głowie. Malkontentce w tym kolorze jest wstrętnie, podobnie jak każdemu innemu osobnikowi. Pani widząc szok na obliczu klientki postanowiła zadać cios ostateczny i wyczesała jej na głowie skorupiaka… tak upiększona Malkontentka wyruszyła do domu. Po drodze natknęła się na swojego rodziciela, który spojrzał na nią obojętnie i dopiero rozpaczliwy okrzyk dziecięcia wzywającego swojego ojca kazał mu się zatrzymać i dokładnie przyjrzeć ofierze poczynań fryzjerskich. Dla wyjaśnienia ojciec Malkontentki jest osobą stateczną, odpowiedzialną, bez nałogów – zatem sytuacji nie może tłumaczyć fakt, że znajdował się w stanie upojenia alkoholowego i radośnie przemierzał ulicę nie rozpoznając własnej, nieco podstarzałej, ale jednak, latorośli. Poza tym jest posiadaczem jednego dziecka – wyżej wzmiankowanej - i długi czas hodował je we własnym domu więc generalnie nieźle je kojarzy. A tu klops… Tak czy owak po ustaleniu tożsamości nieszczęsnego potworka, zwyczajem ojców stwierdził, że jest bardzo ale to naprawdę bardzo ładnie i rozglądając się trwożnie wokół zaproponował odwózkę do domu, (żeby córeczka nie straszyła w mieście niczym Chupacabra). Ano… żarty żartami ale pomijając kolor (biegunka) włosy jakościowo wyglądały względnie zdrowo… aż do pierwszego mycia. I tu już mamy do czynienia z klęską doskonałą! Włosy są suche jak siano na długości i niezwykle, nienaturalnie przetłuszczające się u nasady. W dotyku bardzo szorstkie, w fakturze pierzaste. Ta cholerna keratyna miała się wypłukiwać łagodnie a tu figa – ona trwa i dobrze się trzyma. Żeby pokazać się ludziom Malkontentka musi nakręcić owłosienie na wałki. Inaczej obserwujemy – od skóry głowy przyklap a dalej – nie kochani, żadne loki – dalej mamy jakby spalony puch… Fuj. Ktoś ma jakiś pomysł?
O tu poeta tak ładnie i obrazowo - ...jej włosy miały ten charakterystyczny – mocno potargany i mocno zaspany wygląd, co jest łagodnym określeniem tego, że przypominała jeżozwierza… Otóż to! I ja Was kochani po raz kolejny ostrzegam przed jeżozwierzem! I przed dziwną firmą, która produkt do Organic Curl System na terenie naszego pięknego ojczystego kraju dystrybuuje – a na niewinne zapytanie, co czynić – blokuje w panice Malkontentkę i jej przyjaciół gdzie się da, a na fb to chyba bana dali na trzy pokolenia w przód. Jeżozwierz - pamiętajcie kochane - tylko w naturze – jeżozwierzowi na głowie mówimy stanowcze NIE! Bo – doskonałości nie da się poprawić – więc pozostańcie doskonałe i nie schrzańcie tego, co wam Matka Natura dała – no chyba że okazała się wredną macochą, to wówczas można lekko podkolorować rzeczywistość – ale umiar - umiar!
PS - foty robione jednego dnia, kolor upierzenia zależny od światła, najprawdziwszy ten na zdjęciu z nosem:)




wtorek, 7 kwietnia 2015

Porażka Matki Natury, czyli Malkontentka rwie amerykańskie fale z głowy…


Święta minęły, nastrój podniosły zarył nosem w glebę i zmienił się w trywialność dnia powszechnego. Pobudka bladym świtem lub jak kto woli ciemną nocą wprowadziła Malkontentkę w tradycyjnie zły humor, a że humor zły to będziemy krytykować o poranku. Dziś na tapetę bierzemy Organic Curl System czyli historii wykończenia malkontenckich włosów ciąg dalszy i coraz bardziej dramatyczny. Na załączonych (i podrasowanych) fotach widzicie głowę wyposażoną we włosy zakręcone na te fale amerykańskie cholerne… tak prezentują się trzy miechy po akcie destrukcji. Na zdjęciach robionych w pracy, cichcem, własną ręką przy pomocy telefonu nie wygląda to może dramatycznie, ale w realu nie jest dobrze kochani, nie jest. Ba – gorzej jest niż było. Włosy są wstrętne, sianowate, jest ich o połowę mniej niż pierwotnie. Efekty zabiegu miały sympatycznie i powoli zanikać – nie zanikają. A jeśli już to nie jest to w żaden sposób sympatyczne. I to nie tak, że Malkontentka o swe tfu… fale nie dba. Dba jak najbardziej. Olejowanie (był Khadi, był jakiś inny cud na B, olej Agafii – fuuuj , Sesa), odżywki – w sumie tylko IHT9 daje jakiś efekt, reszta – Biovaxy, Alterra – kosz. O wcierkach już było… Nie będziemy powtarzać. Może serum z amlą i wstrętną parafiną chwilowo poprawia stan włosa, ale generalnie jest źle. Malkontentka ostrzega – nigdy tego nie róbcie, żadnych stylingów, trwałych systemów curl, fal amerykańskich czy hiszpańskich!!!
Stan ducha naszej bohaterki oscyluje aktualnie wokół pragnienia uraczenia się wodą brzozową z gwinta - może włosy nie urosną, ale humorek się poprawi. No… Nie wierzcie w cuda kochani, jeśli Matka Natura nie obdarzyła was bujną czupryną to i Organic Curl System nie pomoże… Bo prawda jest gorzka, smutna i brutalna – Z gówna bata nie utoczysz – szczerze ale z przytupem – tyczy się to wszystkich dziedzin życia
A teraz coś optymistycznego. Na focie Malkontentka jako istota brutalna wyciska z trzewia z pewnego misia. I nie jest to przyczynek do felietonu o znęcaniu się nad pluszakami… Chociaż …? Malkontentka w ten wdzięczny sposób chciała wam zademonstrować paznokcie. A właściwie paznokcia – ten kwiat czerwony nie jest rękodziełem ani kosmetyczki ani tym bardziej Malkontentki, nie jest również naklejony za pomocą kalkomanii.. To nadruk dobrzy ludzie ;). Drukarka do paznokci :0 Możliwości daje nieograniczone - wzorów są tysiące;). I wygląda i trzyma się zacnie;).

I humor poprawia a i misiek duszony takim pazurem znosi to jakoś pogodniej ale tak czy owak pamiętajcie – Życie jest krótkie… Głaszcz mocniej ;)

wtorek, 17 lutego 2015

Amerykańskie fale zatrzymane w kadrze czyli Malkontentka ma aparat i przypomina czym jest rozmowa!


Moi Państwo, dziś ponownie foty. Malkontentka, niesiona na fali popularności postów o zabiegu Organic Curl System, powoli wciela się w rolę modelki i trzepie szczeciną porastającą jej głowę do aparatu zamontowanego w telefonie. Jak wszyscy zapewne wiemy - chociaż po głębszym namyśle stwierdzam, że nie jest to jednak oczywiste – telefon to nic innego, jak przyrząd służący do utrzymywania kontaktu ze światem. Niegdyś wykręcało się numer osoby, z którą chciało się rozmawiać i wydobywało się z siebie słowa przy użyciu narządu mowy. Słowa kierowało się do słuchawki umocowanej do reszty urządzenia za pomocą krętego kabla. Osoba z drugiej strony – czyniła podobnie i w ten prosty sposób uzyskiwano zjawisko zwane ROZMOWĄ. Dziś telefon owszem nadal ma identycznie działającą funkcję ale jest ona w zaniku. Smsy, MMSy, internet – a tu już wiadomo szał – facebook, bank no co, kto lubi. Dziś za pomocą telefonu robimy wszystko – a najmniej pewnie dzwonimy. Robimy też zdjęcia, co już w ogóle woła o pomstę do nieba, bo do robienia zdjęć służy inne urządzenie, które zapewne niebawem stanie się dostępne w małych zapomnianych przez świat sklepikach i na ekspozycjach muzealnych… No ale co tam. Malkontentka ani fantazji, ani ambicji zostania profesjonalnym fotografem nie ma, nota bene aparatu fotograficznego jako samodzielnej jednostki też nie posiada więc podąża za stadem… ech… Dobra my tu o pierdołach a dzień ucieka.

Walentynki minęły, przed nami Dzień Kobiet, Dzień Matki, Dzień Dziecka – każdy niewątpliwie znajdzie coś dla siebie wedle samopoczucia i upodobań. Czy w ramach samorealizacji własnej fundnąć sobie, korzystając z szerokiego wachlarzu pretekstów wymienionych powyżej, prezencik w postaci zabiegu kręcenia amerykańskich fal? Oceńcie sami. Dziś kolejna aktualizacja malkontenckiej głowy. Widać, niestety widać, postępujący proces zamieniania się owłosienia w suchy wiecheć. Dzieje się to, pomimo intensywnej pielęgnacji, starannego nawilżania, olejowania etc. Włosy u nasady - tam gdzie zdążyły odrosnąć - zaczynają się błyskawicznie przetłuszczać, dalej są niczym kopka chrustu. No może lekka przesada, ale przynajmniej zmierzają w tym kierunku. Niestety Malkontentka pomimo licznych zapytań rozsyłanych po fachowych blogach nie może się dowiedzieć, czy włosy wymagają stosowania protein czy wręcz przeciwnie, póki co wiadomo, że po zabiegu absolutnie nie sprawdza się ani słynna Alterra z granatem ani olejek z papryczką chili Babci Agafii. W ogień walki zostanie dziś wrzucony IHT-9, ajuwerdyjska odżywka ostatniej szansy o groźnie brzmiącej nazwie… hmm IHT-9, średnio kojarzy się z magicznymi hinduskimi recepturami, ale „mówi się trudno i płynie się dalej, płynie się dalej…” a jak już dopłynę – o tym, czy nasz IHT okazał się balsamem na malkontencką duszę (głowę też) czy raczej żrącą substancją powiedzmy…depilującą (no jakoś mi tak ta nazwa bardziej kręci się w rejonach domestoso-podobnych) opowiem przy okazji. Póki co- miłego!

środa, 11 lutego 2015

Organic Curl System po raz trzeci czyli amerykańskie fale Malkontentki w błysku fleszy




Kochani dziś zdjęcia. Wybaczcie, że je zamieszczam raniąc niewątpliwie Wasze wrażliwe oczy ale przyświeca mi cel wyższy. Czynię to niejako pro publico bono. Zarówno ogarnięci pragnieniem uczynienia sobie amerykańskich fal na własnym owłosieniu, jak i ci zdecydowanie przeciwni - mogą przekonać się przy użyciu własnego narządu wzroku, jak to wyglądaJNie jest to niestety „ścianka” tylko kiepskiej jakości foty z telefonu dokumentujące, jak mniej więcej prezentuje się upierzenie Malkontentki w miesiąc po zabiegu Organic Curl System. 
Zdjęcia przedstawiające biegunkowy koloryt mopa na zaprzyjaźnionej głowie oczywiście kłamią ;)… ale li i tylko w kwestii koloru – bo ten w rzeczywistości jest naprawdę piękny. Co do kondycji, stanu pogniecenia (szczególnie widoczne na zdjęciu bez malkontentkowego skrzywionego nochala) foty przedstawiają rzeczywistość. Czy smutną? Sami zdecydujcie. Generalnie jednak Malkontentka jest zadowolona… ciężko jednakże stwierdzić czy jest to absolutne, doskonałe zadowolenie same w sobie czy raczejulga, że jestak jak jest, bo wszystko wskazywało na to, że będzie zdecydowanie gorzejJ. Po szerokiej gamie ostatnich przeżyć, gdzie uczucia Malkontentki oscylowały w szerokiej amplitudzie - od rozpaczy do euforii - dziś trudno o obiektywizm.
Przy okazji - włosy nie wymagają chyba jakiejś przedziwnej pielęgnacji dodatkowej. Z pewnością mniej się przetłuszczają. Traktowane są mydłem cedrowym babci - celebrytki Agafii i odżywką z olejami dr Bio (bardzo ciekawa sprawa – recenzja niebawem)Malkontentka próbowała też oleju z papryczką jadowitą chili ale olejowanie włosów zakręconych przez OCS przypomina nakładanie tłustej substancji na jakieś syntetyczne włókno…  naolejowana sierść Laleczki  Chucky czy coś w tym stylu ;)
Popatrzyliście? Jakie wrażenia? Galopujecie do salonu fryzjerskiego czy raczej dziękujecie bogini, że nie natchnęła Was wizją pięknych loków, fal amerykańskich czy jako to tam zwał…? Może ktoś się pokusi o kilka słówJ

poniedziałek, 9 lutego 2015

Organic Curl System czyli Malkontentka z polską głową w amerykańskich falach – aktualizacja

Moi piękni i wspaniali, ostatnio mogliście poczytać dramatyczną historię Malkontentki, która zamieniła się w potworka za sprawą długotrwałego i kosztownego zabiegu Organic Curl System. Dziś przyszedł czas na opowieści ciąg dalszy i publiczne samobiczowanie… no dobra... przesada - raczej nazwijmy to aktualizacją stanu włosów pokręconychJ - czy będzie mea culpa – czy raczej amerykańskich fal culpa - a może jeszcze coś innego - no cóż okaże się…
Co się zmieniło - ano całkiem sporo. Po pierwsze i najważniejsze - udało się (nie wyłysieć też ;)) - jest poprawa! I to znaczna. Włosy po kilku myciach – wprawdzie nie zamieniły się we wspaniałe sploty, nadal robią wrażenie nieudanej trwałej ondulacji – ale dają się fantastycznie modelować i tylko w takim stadium – po modelowaniu - Malkontentka pokazuje się innym Ziemianom. Zapytacie – po co kręcić fale (amerykańskie), wydawać ciężko zarobiony grosz żeby i tak modelować? Tego jeszcze Malkontentka nie wie ale wbrew swojej paskudnej naturze postanowiła znaleźć plusy w zaistniałej sytuacji – i te plusy rzeczywiście są i to spore. Wymodelowane włosy – przede wszystkim pięknie się trzymają, ich objętość jest wręcz zachwycająca, nie wymagają codziennego myciaJ, co jest euforyczne samo w sobie, a gdy fantastyczna fryzjerka nadała im ciepły brązowy kolor – prezentują się obłędnie i szczęście stało się niemal absolutne. Zabieg kręcenia – co istotne – nie zniszczył włosów, są miękkie, błyszczące, zdecydowanie zyskały na objętości. Tyle - wartości dodanych. W sumie sporo ale… jest jedno wielgachne ALE! Sprawa nad wyraz dziwaczna i niepokojąca, która wartości dodane stawia pod lekkim znakiem zapytania… Firma True Keratin Polska. Hmm… Reakcja tej brygady na subtelne sygnały i opowieść Malkontentki o włosowej przygodzie była porażająca. Słowa krytyki i prośby o podpowiedź co czynić, wywołały falę paniki. Wzburzenia. Oburzenia. Każdy wpis Malkontentki z fanpejdżu True Keratin Polska został pieczołowicie usunięty a możliwość umieszczania jakichkolwiek innych – zablokowana. To w sumie nawet byłoby zabawne ale fakt, że poblokowani zostali również znajomi Malkontentki - to już stało się żałosne. Tak czy owak, Malkontentka od wielu lat pracująca na pierwszej linii frontu, stykająca się z osobnikami różnej koniunktury i kondycji taką postawę diagnozuje jako mocno podejrzaną. Histeryczny atak tuszowania każdej najmniejszej krytyki, zamiatanie pod dywan- miast merytorycznej dyskusji i porady – tak Moi Złoci nie postępuje profesjonalna firma! Ba! Tak postępuje ekipa, która nie bierze odpowiedzialności za sprzedawany przez siebie produkt albo jest zbieraniną totalnie przypadkowych ludzi, którzy zwyczajnie nie nabyli wiedzy o oferowanych produktach - co jest jak wiadomo grzechem ciężkim!… No cóż Malkontentka im nie wybacza- bo wiedzą co czynią i działają z pełną premedytacją! Na szczęście, tym razem, się udało,  - o właśnie  uczucie” fuksnięcia” jest tu dominujące  - włosy są i to fajne. Ale niestety firma TKP nie będzie miała okazji tego przeczytać, bo z westchnieniem ulgi (niewątpliwie) i drżącymi dłońmi uszczelniła przed sączącym się z bloga Malkontentki jadem swe podwoje. Dlatego moi mili nie polecam. Bo gdyby - nie daj bogini - coś nie wyszło----oj… ! Podsumowując -  lepsze jest wrogiem dobrego. Pamiętajcie! Z tą radosną myślą Was zostawiam J aż do następnego wpisu…


poniedziałek, 19 stycznia 2015

Organic Curl System czyli Malkontentka kupuje czapkę


Organic Curl System tfu… amerykańskie fale, piękne zdrowe loki zgodne z oczekiwaniami klientki. Taaa… w dwie godziny uczynić się ma (ano siema siema) na naszych głowach marzenie, Hollywood we włosach, euforia szczęścia… Taaaa… rararara… Ble, ble ble…
Nie będę Wam tu bzdur, które obiecuje producent przepisywać, jak kto ciekawy niech sobie poszuka, chociaż chyba nie warto... Obiecanki, to jedynie cacanki, a ja Wam opowiem, jak za grube pieniądze Malkontentka zamieniła swoje bądź, co bądź zadbane i dekoracyjne włosy w kupę wymłóconego siana…jedno, co się zgadza, to czas – rzeczywiście destrukcja i totalne oszpecenie zajęło zaledwie dwie godziny.
Cały pracochłonny zabieg wydarzył się w renomowanym gabinecie i był poprzedzony wstępną regeneracją, która odbyła się kilka dni przed wielkim kataklizmem. Regenerowano raz – ale za to prawie godzinę, albowiem włosy Malkontentki były zdrowe… ano były nawet ładne…
Wyznaczonego dnia, o godzinie „W” Malkontentka, cała w emocjach stawiła się w salonie gdzie została poddana wielu uciążliwym czynnościom. Po pierwsze- przeprowadzono na jej włosach dwa akty pielęgnacyjne, z których jeden wymagał siedzenia pod lampą. Generalnie już po tym preludium Malkontentka miała dość ale … Następnie pani specjalistka nakręciła włosy Malkontentki na silikonowe wałki i zanim to nastąpiło należało brać nogi za pas i uciekać gdzie pieprz rośnie. To był ostatni moment… ech… Wielkim błędem było – jak się za chwilę okaże - pozostanie w salonie w oczekiwaniu na ziszczenie amerykańskiego snu… Kolejnym krokiem, który miał nieszczęsną ofiarę zbliżyć do zamierzonego celu było zmoczenie substancją brązową, z którą to na głowie i pod gadającą w obcym języku lampą spędziła Malkontentka jakiś czas – mniej więcej sto lat… Po uwolnieniu wystraszonej Malkontentki spod maszyny, włosy z wałkami były płukane przez … jedyne 10 minutek, co spowodowało bolesność karku, poczucie zrezygnowania i ogólnego rozbicia. Później jeszcze tylko maska – o święta cierpliwości!!! i suszenie amerykańskich włosów suszarką z jakimś wielkim radarem, który zwie się dyfuzor. Efekt… no szczena Malkontentce opadła. Po pierwsze – zabiegi wypłukały kolor – z brązowego stały się blado- rudo-biegunkowate czy jakoś tak. Żałosne. Po drugie – jakie loki, jakie fale? Włosy wyglądały jakby poddano je nieudanemu zabiegowi trwałej ondulacji i osiągnęły efekt – częściowo rozprostowanej mokrej włoszki, popularnym koszmarku lat 80-tych…. Było źle, a miało stać się jeszcze gorzej… Włosów po zabiegu nie wolno myć – na drugi dzień nie było mowy już nawet o lekko wilgotnej włoszce- zero skrętu, tylko puch – górna część tzw. fryzury i strąki smętnie zwisające na ramiona… Dzień trzeci – niestety Malkontentka nie jest szczęściarą, która żyje na cudzy koszt, nie utrzymuje się z procentów pozyskiwanych od milionów na koncie i nadzwyczajniej w świecie musi chadzać do pracy, aby móc potem wyrzucać ciężko zarobione pieniądze w błoto… i właśnie dzień trzeci był świadkiem, jak Malkontentka w kapturze głęboko nasuniętym na oczy, szorowała zgięta wpół korytarzem starając się unikać spojrzeń istot rozumnych i potrafiących wyartykułować swoje przerażenie… Niestety, przebywanie w miejscu zarobkowania w zimowej kurtce z kapturem - o ile nie ma się szczęścia być pracownikiem budowy – nie jest możliwe. Za podsumowanie niech wystarczy reakcja tłumów – rany, co ci się stało L
Reasumując kochani – sądzę, ze błędów w sztuce pani fryzjerka nie popełniła (niestety ...niestety o podobnych efektach zabiegów można poczytać na kilku na blogach) więc nie będziemy tłumaczyć tej katastrofy jej niekompetencja, bo chyba to nie tu jest problem. Włosy wyglądają bardzo, ale to bardzo źle. Nie są zniszczone ale są paskudne. Być może amerykańskie fale, nie pasują do banalnej polskiej głowy – w sumie taka opcja też przeleciała Malkontentce przez myśl… Na stronie Keratin Polska niczego sensownego poza kilkoma banałami nie można się dowiedzieć – podobno wcześniej były jakieś szczegółowe informacje dotyczące pielęgnacji, ale zostały usunięte – dziwne po raz kolejny. Jeżeli prawdą jest, że to coś będzie na głowie Malkontencki przez 12 miesięcy, to niestety ale trzeba będzie zainwestować w czapkę, kapelusz lub najlepiej hidżab.

Malkontentka ostrzega – jeśli chcecie wydać trochę kasy – jedźcie na weekend, kupcie sobie buty, wpłaćcie na fundacje, oddajcie bezdomnemu, zróbcie cokolwiek. Lepiej nawet podpalić kilka banknotów i cieszyć się chwilowym ciepłem płynącym z wskrzeszonego tak ognia niż zdecydować się na zabieg Organic Curl System.