Pokazywanie postów oznaczonych etykietą the Balm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą the Balm. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 listopada 2017

The Balm Even Steven, czyli pokaż kotku, co masz w środku

- Pani się nie pcha bez kolejki. Rozłożysta jejmość bezceremonialnie chwyciła malkontenckie ramię i odepchnęła owo ramię spod drzwi. Fala uderzeniowa porwała Malkontentkę, cisnęła nią w dal, przez korytarz i finalnie rozbiła na drzwiach męskiego kibla. Raczej brudnych.
- Pani mnie nie bije - wysyczała Malkontentka rozmasowując drzwiopuknietą potylicę.
- Ja biję? Ja tylko panią lekko odsunęłam, bo się tak pcha tu bez kolejki. 
- Nie pcham się tylko stałam przed panią!
- Ale ja jestem wdową - zabuczała smętnie pani, wyciągając z kufra imitującego torebkę, prześcieradło w kratę dla odmiany imitujące chusteczkę, prawdopodobnie mającą służyć do osuszania łez.
Wobec takiego dictum i realnego zagrożenia rozlewem płynów organicznych, mikśniętych z czarnym mazidłem ozdabiającym oczodoły jejmości, Malkontentka skapitulowała. Karnie skinęła głową i wycofała się na drugą pozycję w kolejce. Prawdę mówiąc, obawiała się sprawdzać, na czym polega silne pchnięcie w wykonaniu zasmarkanej aktualnie damy. Lekkie, nieomal pozbawiło ją przytomności. Wstyd. Dziewczyna z Casablanki dała się tak zaskoczyć. Ale z drugiej strony, realnie oceniając swoje możliwości, w ewentualnym starciu wręcz - była bez szans. I bez żadnej broni. A fechtunek przy użyciu sztachety - dość popularny na Casablance - był jednak nie do końca fair. No i wdowa. Wiadomo. Nie godzi się. Poza tym skąd wziąć sztachetę... Te i inne myśli kłębiły się w malkontenckiej głowie. Grzecznie siedząc na brzeżku twardego krzesła, wyglądała niczym wcielenie niewinności i dobrych manier. Istny anioł w brudnych glanach. Tyle że przed oczami anioła wirowały rozkoszne obrazy wdowy okraszonej liśćmi sałaty i dorodną marchewką, siedzącej w ogromnym garze, wokół którego radośnie pląsa tłum kanibali. Z łyżkami. W prawicach. I lewicach. Jak tam panom kanibalom wygodnie.

Jak widzicie, dziwaczeje Malkontentka na stare lata. I zgodnie z naturalnym porządkiem wszechrzeczy dziwaczeje świat wokół niej. Z bałaganu wirtualno-materialnego wyskakują coraz to bardziej odjechane rzeczy. A to zagubiony przed dekadą naszyjnik z żukiem gównopchaczem, a to zonk z pytaniem, jak nazywa się ta pani, no ta co mieszka obok, z pieskiem bez nogi i chorą babcią... i takie tam inne przerażacze z grupy sklerotyczno-chaotycznej. 
Ostatnio nawet kosmetyki stają się jakieś świrkowate. 
Ot, nie przymierzając, uroczo wyglądający podkład The Balm Even Steven. 

Dziwak nad dziwakami. Po pierwsze mami wzrostem. Nie dajcie się zwieść zdjęciom w necie, bo wiadomo że zdjęcia kłamią i nigdy nie wiadomo kto podszywa się pod fotkę Adonisa! Ba! Może zmurszały zbok, z petem w kąciku ust i brzuszyskiem wylewającym się z przybrudzonych gaci? No właśnie. Steven też jakiś niepewny. Na obrazku prawie byk a w realu - maleńki... ale trzeba przyznać, że sprytnieńki. No i nie dziwota, że Malkontentka jednego Stevena sobie strzeliła. Online. W ciemno ale jasno. Bo w kolorze Light - niby jasnym.... W rzeczywistości dnia powszedniego wyszło na jaw, że Stev tylko robił wrażenie jasnego, bo tak naprawdę to Mulat! 
Zaskoczenie było spore, gdy okazało się, że w słoiczku zamiast jasnego podkładu, znajdowała się maź w kolorze średniego kakao. Malkontentka rozsmarowała maź na dłoni - porażka. Takiej opalenizny, to nawet z tropików nie udało jej się nigdy przywieźć, a do bladych raczej się nie zalicza... Na szczęście w akcie ostatecznej desperacji zaaplikowała podkład na twarz i tu totalnie miła niespodzianka! Czort wie, jak toto działa, ale na twarzy podkład błyskawicznie jaśnieje. Jaśnieje do tego stopnia, że właściwie Malkontentka mogła śmiało zamówić o ton ciemniejszy... Dziwo takie. Ale dziwo warte przetestowania. Podkład jest zarąbiście wydajny, ma fantastyczną konsystencję, dobrze się rozprowadza. Nie czyni smug. Nie czyni niczego niepożądanego. Trzyma się oblicza należycie. I wszystko w możliwej do przeżycia cenie - możliwej, pod warunkiem, że przeskoczycie na korzonki i wodę. Bardzo zdrowo. Malkontentka szczerze poleca, szczerząc podle wampirze kły... A co do Stevena - rewelacja! Steven - duża buźka dla ciebie, chłopie.

O innych kosmetycznych świrusach jutro, bo mnie tu głód zabija i myśl dziewiczą mąci... Niech Was bogini wspiera, ja idę po marchewkę.

czwartek, 21 kwietnia 2016

Wiosenne rozdanie z TheBalm

Czasem łatwiej przyznać nagrodę niż rację. (S. J. Lec)
I dlatego dziś będzie o nagrodach, a dokładnie – o konkursie z nagrodami. 
Wiosna nadciąga. Mozolnie. Jest jednak szansa że wreszcie nastanie ciepłość i słoneczność. Ale zanim przyroda rozbuja się na dobre – warto uprzyjemnić sobie czas, ot chociażby makijażem. A jeśli makijaż to z TheBalm i ekscytującą paletką z chłopkami w negliżu… Uprzedzając pytania – nie, nie wiem, czy po zużyciu cieni panowie odsłonią nam się w pełnej okazałości. Powtarzam - ja nie wiem, ale szczęśliwa zdobywczyni nagrody, wiedzę taką zapewne nabędzie i żywię nadzieję, że nie pozostawi jej wyłącznie dla siebie i własnej przyjemności. 
A oto główna nagroda KONKURSU - rozdania, który niniejszym ogłaszam….

Poza (prawie) gołymi facetami Szczęściara/Szczęściarz dostanie jeszcze kilka przefajnych niespodzianek, które sukcesywnie będę pokazywała w kolejnych postach ;) A co zrobić, żeby wejść w posiadanie słidkaśnych zabaweczek? Niewiele.
Zadanie konkursowe jest banalne.
Wystarczy podzielić się z grupą Malkontentka &Co ulubionym cytatem…
Zatem...

Konkurs 
Wiosenne rozdanie z cytatem 
uważam za odpalony!


Warunki udziału w rozdaniu na blogu (obowiązkowe):
Realizacja zadania konkursowego
Publiczne obserwowanie bloga Strzeż się pociągu- http://kasiotla.blogspot.com/
(Średnio obowiązkowe):
Polubienie bloga na fb - https://facebook.com/Kasiotla/

Dodatkowe losy można otrzymać za:
Publiczne udostępnienie informacji o rozdaniu (+1 los)
Umieszczenie na swoim blogu powyższego bannera z odnośnikiem do posta z rozdaniem (+1 los)

Zgłoszenie zamieszczamy w komentarzach pod postem.

Wzór zgłoszenia:
Obserwuję bloga jako:
Na fb obserwuję jako (imię i pierwsza litera nazwiska):
Info o rozdaniu na fb lub blogu: TAK/NIE (link)
Banner: TAK/NIE (link)
Ulubiony cytat:

A teraz jak zwykle przebiegle maleńką czcionką…

Regulamin
Organizatorką rozdania i sponsorem nagrody jest autorka bloga Strzeż się pociągu.
Rozdanie trwa od 21.04.2016 do 21.05.2016 do godz. 23:59.
W rozdaniu mogą wziąć udział publiczni obserwatorzy bloga.
Wyniki rozdania zostaną ogłoszone w ciągu 3 dni od zakończenia rozdania.
W rozdaniu – w drodze losowania - wygrywa 1 osoba.
Aby rozdanie się odbyło, musi wziąć w nim udział co najmniej 50 osób.
Na kontakt od zwycięzcy czekam 3 dni. Po upływie czasu wylosuję kolejną osobę.
Wysyłka tylko na terenie Polski (na koszt organizatorki) w ciągu 7 dni od wylosowania zwycięzcy.

Rozdanie nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz.U. z 2004 roku Nr 4 poz. 27 z późniejszymi zmianami).

wtorek, 10 listopada 2015

Jak zostać słitkaśną laseczką, czyli Malkontentka ma paletkę The Balm w szafie gdańskiej

To był zwyczajny szary dzień,
Za ścianą dzieci głośny płacz
I męża głos: "Uśmiechnij się!",
Więc ja posłusznie krzywię twarz. 

Ta… to był zwyczajny szary dzień, za ścianą sąsiad, który postanowił zostać bohaterem we własnym domu i szalał z wiertarką, a mąż nie kazał się nikomu szczerzyć, bo przebywał poza bazą. W sielskiej atmosferze zarzuconego zabawkami, książkami i kredkami pokoju siedziała sobie przed laptopem Malkontentka, popijając - z kubka z kotem - kawę okraszoną trującym, proszkowym wybielaczem. Dla równowagi wszechrzeczy doskonale realny pies chrapał donośnie na dywanie. W tle wibrował Możdżer, którego w równych odstępach czasu zagłuszał jednostajny dźwięk wiertarki bez udaru, usiłującej rozpaczliwe przebić się przez beton. W kominku dopalał się korzenny wosk, krzywiąc się na myśl o bliższej relacji z aromatem kapusty, płynącym z sąsiedniego mieszkania. Bajka. Orgia romantyzmu, a Malkontentka, w całym tym zniewalającym otoczeniu, wcale nie wyglądała na zadowoloną. No cóż… pewnym ludziom nie da się dogodzić.
Przyczyn niezadowolenia było kilka – na czoło wysuwała się wiertarka oraz zalana substancją kleistą klawiatura laptopa. Generalnie rzecz biorąc Malkontentka nawet nie była niezadowolona - ona była zirytowana do granic wytrzymałości. A co jest najlepszym sposobem na poprawę skwaszonego ryjka – zakupy! I to najlepiej kasochłonne – tak żeby do kolejnego zasilacza płynąć resztkami sił – czyli kolokwialnie rzecz ujmując - żreć korzonki i bułkę suchą. Czyli idziemy w opcję – chcę być lasencją słitkaśną i kupuję The Balm… Paletkę. Dużą, bo droższa. A co! No niech ktoś wściekłej Malkontentce zabroni. No śmiało… Takich odważnych nie ma! Bo wściekła Malkontentka to podwójny bawół, to taran, to łzy, krew i mocz… hmm… tych którzy posiusiali się ze strachu. Klik i paletka jest…

Tak mniej więcej wyglądały okoliczności, w których nasza bohaterka weszła w posiadanie palety Balmsai…do oczu i brwi z szablonami nawet.
I co? Ano mam uczucie, że ta paletka nie jest najmocniejszym elementem konstrukcji marki. Opakowanie – zwyczajowo w produktach TheBalm – kupuje nasze serce i wskakuje do kieszeni. O królowie marketingu – znajdziecie się w kosmetycznym piekle za te diabelskie sztuczki, które wysysają z naszych portfeli błyszczące monety, zarobione w znoju i pocie. W środku paletka też jest miła oku….ma nawet lustereczko i oczywiście cienie różnorodnej barwy. Wszystko niby w malkontenckim guście, niemniej jednak nie halo - czy kolory marnie napigmentowane, czy ze składem jest coś niedobrze, bo szalenie kłopotliwym jest proces nakładania ich na powieki. Zwyczajnie są tępe… Szablony! Ha! To ci dopiero! Konia z rzędem temu, co wedle nich arcydzieło namaluje. Malkontentkę o mały włos trzeba było na okulistykę transportować. Tak czy owak - mniej sprawny makijażysta stoi przed zupełnie realną perspektywą wydłubania sobie oka. Producent zapewnia też, że paletka jest idealna do zabrania w podróż – na boginie toż to głupota. W podróż to nawet szafę gdańska zabrać można jeśli ktoś ma życzenie – na dzień dzisiejszy żyjemy jeszcze w wolnym kraju. Za jutro głowy pod topór nie podłożę, bo w Krainie Szalonego Kapelusznika wszystko się zdarzyć może. Poza tym ludzie kiedyś podróżowali ze stukilogramowymi, dębowymi kuframi i też twierdzili, że są idealne do zabrania w drogę. Ja w sumie też jestem idealna do zabrania w podróż, jakby ktoś koniecznie chciał sobie żywot zakręcić…
Talc and paraben free – to zarówno Malkontentka, jak i paletka - w sumie jest to dobra wiadomość. Ogólnie rzecz biorąc nie jest źle, ale dreszcz rozkoszy nie przebiegł po żadnym grzbiecie.
I żeby nie było… Piękno jest doskonałością z defektami. (G.Adair) Pamiętajcie!

środa, 13 maja 2015

O tych, którzy protestują i niedoskonałościach bytu czyli Malkontentka i szminka theBalm

Szminka jest protestem przeciw niedoskonałości bytu… Piękne! A jakie prawdziwe. Malkontentka jako „ta, która protestuje” a także ekspert od niedoskonałości wszelakich, do zagadnienia szminki -atrybutu podchodzi bardzo poważnie i w związku z powyższym jest właścicielką pokaźnej kolekcji kosmetyków kolorowych do ust… Taki tam mały nałóg… Tyci… coś jak Mount Everest uzależnień. Obsesja kurka wodna… Niebawem będzie trzeba leczyć… Ale to jeszcze chwila.. Chociaż z drugiej strony – posty mogą stać się bardziej porywające…
A tak na marginesie – wiecie, ze dawnymi czasy, wielcy kompozytorzy, dramaturdzy etc. przed premierą swoich dzieł opłacali „tego, który protestuje”, czyli krzykacza, który w trakcie przedstawienia miał za zadanie wrzeszczeć, gwizdać, no generalnie wywoływać mały skandal :O - …trochę inaczej niż dziś – dziś opłaca się klakierów… (Zważcie kochani, że Malkontentka protestuje całkowicie charytatywnie, co jest wartością samą w sobie…)
Dobra, wracając do tematu szminek… Jako że nasza bohaterka uległa przemożnemu wpływowi kolorowej reklamy i wciąż z rozkoszą pozwala się łowić na słodką przynętę uroczych opakowań, kolejna szminka pochodzi z ostatnio mocno eksploatowanej przez nią kolekcji theBalm. Z uwagi na braki w asortymencie Malkontentka musiała zrezygnować z koloru, który wpisywał się najlepiej w jej upodobania i posługując się jedynie ściągą umieszczoną na stronie sklepu zakupiła szminkę w odcieniu, który wydawał się stosunkowo sprzyjającym. Oczywiście – jak pewnie się spodziewacie – był to ślepy strzał. Ale o tym za chwilę.
Szminka jest w gustownym metalowym opakowaniu, z lekka przypominającym …nabój? Idealne dla dziewczyn o zamiłowaniach militarnych czy też dla żon/narzeczonych żołnierzy. Opakowanie samo w sobie jest minimalistyczne ale firma nie byłaby sobą, gdyby nie umieściła naszej skromnej szminki w pudełeczku ozdobionym rysunkiem roznegliżowanej pary. Jak zwykle na temat, jak zwykle uroczo… Szatynka (z pewnością wysmarowana szminką) obdarzona bujnym biustem przyciąga gorące spojrzenia boskiego Adonisa z równie pokaźnym biustem a wyłaniającego się z jakiejś cieczy. Fajne.
Szminka jako kosmetyk – mimo iż kolor miast z lekka koralowego okazał się być dość intensywnym... różem? – jest przyzwoita. Mocno napigmentowana, solidnie trzyma się malkontenckich ust – a zważcie, ze nasza bohaterka wciąż coś tymi ostatnimi czyni – a to kłapie bez sensu, a to pije, a to opycha się nieprzyzwoitą ilością pokarmu - a szminka trwa. Niestety – wysusza – a to grzech poważnego kalibru.
Doprawdy moi Państwo …nie wiem, co jeszcze można napisać o szmince:). Mimo najlepszych chęci – moja wyobraźnia ma swoje granice. Szminka jest no …jak to szminka. Generalnie przyzwoita ale bez cudów – stosunek ceny do jakości jest nieadekwatny (jesssu, że też takie słowo ze mnie wyleciało). Za drogie to bydlątko:).
Ha, na zakończenie, żeby tak goło nie kończyć - jeszcze cytat – tematyczny;). Pochodzi z książki, która coś mi pachnie literaturą harlekinowa w najbardziej hardcorowym wydaniu;) ale cytat przedni:
Nicky miał na ustach szminkę, Tracey już nie. :)
Jutro czwarteczek… Nie ma lekko. Wytrwałych – zapraszam:)

wtorek, 12 maja 2015

O myciu uszu i smoczych oczach, czyli Malkontentka ma theBalm…

Oczy widzą, uszy słyszą, a serce – i tak wie swoje… Zatem jak kochani? Uszy myjemy – żeby obciachu gdzie nie było, na serducha – margaryna Rama Kama (zwrot akcji po uwadze Królowej Karo) – serce ma się po niej jak dzwon - tak przynajmniej zapewniał nas jeden pan zanim gwałtowny zawał nie usunął go z tej planety…., a na oko – cóż – jedynie smoky eye. Z takiego założenia wyszła prawdopodobnie Malkontentka kupując kolejny uroczy kosmetyk z serii theBalm. Tym razem wybór padł na paletę cieni do makijażu Smoke Balm, która miała uczynić Malkontentkę uwodzicielską kocicą…. Chociaż przy jej nieposkromionych zapędach do malowania się a’la matriocha istniało zagrożenie stworzenia na malkontenckim obliczu raczej jarmarcznego oka i zmiany wizerunku naszej bohaterki w plastikową smoczycę...
...Tyle dygresji.
Paleta – a właściwie mini paletka zawiera trzy cienie: blaze, spark i flame. Wg producenta to znaczy, że niby czarny - błysk, zimny brąz - mat i rozświetlający o nieznanej z nazwy barwie. Wg Malkontentki – czarny, dziwnie brązowo-szary i beżowy. Cień błyszczący błyska tylko w puzderku, nałożony na oko nie tworzy - na szczęście - efektów kul dyskotekowych i gry światła, żadnych klimatów choinkowych. Opakowanie – jak zawsze kuszące. Tu składam ukłon w stronę gościa, który wpadł na pomysł tych pudełeczek… też tak chcę… wpaść na pomysł i zapewnić sobie błogostan finansowy! Obiektywnie myśląc – 80% siły theBalm to opakowanie! Magia! Te specjały są niezłe, ale niezłe niezłością setek innych kosmetyków, jednak dzięki cudnym pudełeczkom stają się… lepsze... Malkontentka daje się na to nabierać z pełną świadomością bycia nabieraną, ale jakże to miło być nabieraną w tak ładny sposób… Tym razem mamy do czynienia z opakowaniem w kształcie pudełka zapałek - jest nawet niby-draska. Opakowanie idealnie wpisuje się w upodobania podpalaczek i palaczek… i Malkontentki oczywiście.Co do zawartości. Jest niezła. Pewne zastrzeżenia budzi jedynie cień brązowy – bardzo ciężko równomiernie rozprowadzić go na powiece. Jakiś taki tępy jest… Tak czy owak po pokonaniu tej bariery nawet taka wizażystka od siedmiu boleści czy też raczej makijażowy impotent jak Malkontentka jest w stanie stworzyć coś, co przypomina to słynne smoky eye i nie jest to zdecydowanie smocze oko (podpowiedz jak malować, żeby osiągnąć sukces jest w formie alfabetu obrazkowego podana na spodzie opakowania). Trwałość naprawdę świetna. Malkontentka jest tłusta jakaś z natury, albo powieki jej się pocą – trudno jednoznacznie stwierdzić i wszelkiej maści cienie zwyczajowo spływają jej z oka, tudzież gromadzą się w postaci nieestetycznej kreski w zgięciu powieki. Tym razem taka sytuacja nie miała miejsca! W jakim stanie bladym świtem oko umalowane poszło w świat i zmienne warunki atmosferyczne, w takim dotrwało późnej nocy bez znaczących zmian wizerunku!
Generalnie rzecz biorąc Malkontentka pieje z zachwytu… i jutro opowie Wam o szmince również z theBalm…
Ps. Na życzenie...


środa, 22 kwietnia 2015

TheBalm i rozświetlacz Mary-Lou czyli rzecz o fatalnych skutkach strojenia głupich min


…niemal wszyscy są ofiarami złudzenia, że utracili młodość, która przecież mogła być o tyle lepsza. Nie, nie mogła… (Leszek Kołakowski)
Przeczytawszy to zdanie Malkontentka poczuła przejmujący lęk…no, bo skoro wszyscy, to istnieje zagrożenie, że ona będzie pędzić w pierwszym szeregu zawiedzionych… a tego wolałaby uniknąć! Chociaż z drugiej strony… o jakiej młodości w jej przypadku mowa, skoro Malkontentka przyszła na ten piękny świat podejrzliwie zgorzkniała i swój zły humor prezentuje uporczywie od dnia narodzin. W aspekcie mentalnym zatem nie ma szczególnego znaczenia czy jest młoda, czy stara. W przypadku istot pozbawionych poczucia humoru, patrzących na świat ze skrzywioną miną toż to naprawdę wszystko jedno. I miast pracować nad swoim wrednym charakterem, aby ludziom zmuszonym do przebywania w jej bliskim otoczeniu żyło się nieco lżej, postanowiła pracować nad wyglądem, chociaż tuszę, że to działanie w sumie jest pozbawione głębszego sensu. Nic to. Niech robi, co chce byle tylko przestała marudzić…
Od kilku postów (dwa to już kilka…) przewija nam się wątek kosmetyków theBalm. Dziś ostatnia odsłona tematu - ostatnia, bo bierzemy na warsztat trzecią z trzech posiadanych przez naszą jędze zabaweczek tej marki. Tym razem dziura w płocie, czyli figa z makiem, czyli rozświetlacz Mary-Lou Manizer. Malkontentka nabyła go, albowiem zapragnęła mieć - zgodnie z opisem na stronie sklepu handlującego specjałem - taflę na obliczu – cokolwiek by to nie miało oznaczać w praktyce, a jej skóra miała lśnić niczym perłowa macica i wyglądać jak u podlotka… Mówiłam już ze mnie to babsko denerwuje? Aha, niejednokrotnie….
Dobra. Lecimy dalej. Jedno, co trzeba Malkontentce oddać - jest niezłomna. Skoro postanowiła że kupi, to kupić musiała, chociażby przez tydzień miała jeść wyłącznie dary pól i lasów.
Rozświetlacz okazał się być twardą substancją w kolorze chyba beżowym z połyskiem, zamkniętą w kolejnym przecudnym pudełeczku – tym razem nie kartonikowym – ale wykonanym z jakiejś solidniejszej materii. Na pudełku jest młodość nierozważna i przydybana karnie, bo upozowana do fotki z akt policyjnych, a uosobiona przez blond piękność z wydatnymi karminowymi ustami. Chyba to ta Mary Lou będzie? Ładne jak zawsze. Budzące pożądanie i niewątpliwie przekazujące jasny komunikat – w tym pudełeczku, tuż pod tym wieczkiem kryje się młodość. Dalej. Dawać to. Malkontentka drżącymi łapskami otworzyła puzderko i pognała przed zwierciadło. Tam, z zachwytem ozdobiła oblicze na wysokości kości policzkowych i jęła dumnie oglądać się ze wszystkich stron. Po dokładnej analizie dostrzegła też efekt tafli i uspokojona udała się gdzieś w miejsce publiczne - vide: sklep. Po powrocie okazało się, że czar prysł, a piękna królewna zmieniła się w straszną wiedźmę. Otóż moi Państwo. Malkontentka ma bardzo wyrazistą i żywa mimikę… no inaczej mówiąc, wciąż stroi głupie miny… i tu prawdopodobnie tkwi przyczyna katastrofy - skóra podczas durnego mimiczenia marszczy się w obszarach miętych… i w uzyskanych w ten sposób bruzdach rozświetlacz jakoś sprytnie się gromadzi – widok bezcenny – skrzące zmarszczki wymalowane na obliczu naszej bohaterki… Efekt tafli wciąż trwał, z tym że była to już tafla podlegają dość silnemu podmuchowi wiatru…ot takiemu tam huraganikowi:0. Kochani, cóż było czynić - Malkontentka swoją taflę umyła a rozświetlacz został zesłany do karnej kolonii (szafka pod umywalką, w której dzieli los swoich innych wrednych kumpli…)
Zatem w jej przypadku to cudeńko totalnie się nie sprawdziło ale jest możliwość, że dla osób, które mają miłe, pogodne charaktery i nie marszczą non stop dziobaka będzie nad wyraz szczęśliwym kosmetykiem, bo i wygląda obłędnie i recenzje ma w większości pozytywne.

A tak na marginesie słyszałyście taką anegdotkę?
Stanisław Ignacy Witkiewicz zapytał raz klienta:
- Czy podoba się panu pański portret?
- Jeśli mam być szczery, to nie jest to arcydzieło sztuki.
- Ale pan również nie jest arcydziełem natury! - zawołał oburzony artysta.

Jakoś mi się z tymi kosmetykami pokrętnie skojarzyło;).

wtorek, 21 kwietnia 2015

Jak być otoczoną wianuszkiem mężczyzn i nie zwariować ze szczęścia…

Jak mnie ta kobieta denerwuje! Malkontentka znaczy. Nie uwierzycie, jakie to upierdliwe babsko. Nie ma to jak rozdwojenie osobowości. No nic… Najpierw nie pozwalała puszczać pary z ust na temat swojej przygody z sexy mamą, a teraz upiera się przy down boyu…
A co ja mam niby opisać? Że pójdę przez tą babę z torbami, bo sobie jeszcze paletkę upatrzyła…? Ok, parafrazując klasyka - czuję chaos. Chaos czuję... Po kolei zatem.
TheBalm. Po raz wtóry. Dziś na tapetę - po pudrze (jakiś fikołek językowy – tapeta po pudrze…) -dobra, jeszcze raz - po pudrze, który nie zdołał przeistoczyć Malkontentki z prostego chłopa w boginię seksu, ale poza tym sprawował się rewelacyjnie, przyszła kolej na róż! Róż Down Boy… A jak myślicie DLACZEGO nasza bohaterka go zakupiła? Bo ma słodkie opakowanie w stylu pin up? Bo kartonik jest tak uroczy, że po prostu trzeba go mieć, przynajmniej po to – by mieć? Czy może raczej dlatego, że miała wolną kasę - zbyt małą na nowe upragnione auto, a zbyt dużą na dwie tabliczki czekolady? No… w sumie po części … ale argumentem koronnym było hasło promujące kosmetyk… So many men, so little time…
…doprawdy nie wiem, co powiedzieć…
Spuśćmy nad tym - przez litość - zasłonę milczenia i przejdźmy do samego różu.
Róż, jak wspomniałam, ukryty jest w cudaśnym, charakterystycznym dla marki kartoniku, z tym sprytnie zaprojektowanym przez speców od marketingu obrazkiem, który budzi w damskich duszach - nie do końca zrozumiałą pod naszym krajowym niebem - tęsknotę za amerykańskim snem lat 50-tych. Te piękne, kipiące sexem kobiety, otoczone wianuszkiem mężczyzn…ech… Jakość produktu jest bardzo dobra – zaaplikowany bladym świtem, trzyma się mocno policzka cały dzień, o ile nie podejmujemy nierozważnych kroków mogących nieco osłabić jego żywotność – vide: zanurzanie głowy w wiaderku z wodą, wielogodzinne wystawianie twarzy na rzęsisty deszcz…
Kolor – i tu mamy problem. Otóż Malkontentka zakupiła róż, będąc jeszcze ognistą brunetką i było git… w tzw. międzyczasie przeistoczyła się w zrudziała szatynkę – dało się jeszcze wytrzymać, ale z aktualnym - biegunkowym kolorem upierzenia, róż gryzie się niewybaczalnie, nadając malkontenckiemu obliczu nieco sinego, z lekka - powiedziałabym - trupiego zabarwienia. W łagodniejszej wersji – czyli przy lekkim muśnięciu – róż wygląda raczej na dość porządny, ładnie rozplanowany siniak a nie makijaż. Pomijając kolor, który jak wiadomo nie jest w stanie subtelnie ewoluować wraz ze zmianami zachodzącymi w barwach właścicielki – produkt jest naprawdę zacny. A że paleta kolorystyczna, jaką oferuję theBalm jest może nie tyle szeroka, co konkretna z pewnością znajdziecie odpowiedni dla siebie odcień. Polecam. Jeśli nie możecie fundnąć sobie nowej fury, kupcie chociaż róż z namiastką amerykańskiego snu w gratisie (można to potraktować jako promocję – Nie-bieska usłysz mnie i hasło "promocja" klik)… ech...
Aha – jeszcze jedno, żeby uniknąć nieporozumień, tudzież nie robić sobie płonnych nadziei - po zastosowaniu różu Malkontentka wciąż nie przeistoczyła się w najbardziej pożądaną niewiastę na tej szerokości geograficznej, ale nic to… poszukamy, zobaczymy… Poza tym jest możliwość, że to tylko na nią tak NIE DZIAŁA.


środa, 15 kwietnia 2015

Jak zostać boginią seksu czyli…

Znacie markę theBalm? Znacie! Aha… ale tak czy owak posłuchajcie…
Malkontentka będąca z natury wszechrzeczy osobą totalnie aseksualną, z biegiem lat coraz częściej i chętniej odnajduje w sobie silnie utajone elementy kobiecości… Problem w tym, że są na tyle głęboko ukryte, że wydobycie ich napotyka na pewne problemy. Dobra walę prosto z mostu – Malkontentka postanowiła zostać boginią seksu! A co! W tym celu poczyniła już pewne przygotowania:
  • Zakupiła sukienkę.
  • Zrobiła sobie fale amerykańskie i nieomal nie straciła włosów.
  • Testuje różne produkty kosmetyczne mające wydobyć tkwiące w niej… tkwiące… tak z pewnością tkwi… to, no – piękno.

Fluidy, kremy, balsamy - niczym wytrawny żongler Malkontentka przebiera, wybiera, podrzuca i wyrzuca różne cuda kosmetyczne. I jest super. Właściwie prawie super, bo niby się smaruje, niby maluje, niby w cellulit coś wklepuje ale... wciąż gdzieś jest jakiś nieuchwytny niedosyt…. I oto olśnienie. Oglądając bogatą ofertę jednego ze sklepów internetowych Malkontentka trafiła na swoje przeznaczenie! Kartonik mały - grafika amerykański sen lat 50 –tych, pin-up girl… i ten napis SEXY MAMA Anti-shine Powder marki theBalm… Już nawet nie zważając do czego ów kartonik ma służyć, Malkontentka poczuła żądze posiadania i natychmiast uznała, ze produkt jest adresowany do niej! No bo w końcu ona też mama tyle że bez sexy… czyli po zastosowaniu będzie już pakietowa czyli i mama i sexy… Zatem kartonik śliczniasty z pudrem matującym wewnątrz trafił w malkontenckie rączki! I cóż można o nim powiedzieć. No słodziak z niego, rozkoszne pudełeczko, z malutkim lustereczkiem, zupełnie Malkontentce nieprzydatnym. Można nosić w torebce, o ile mamy w niej też jakiś pędzel, bo w komplecie nie ma – a że z pewnością i pędzel i słoik ogórków i chusteczki do mycia pupki niemowlaczkowi w podręcznym bagażu każdej niewiasty się znajdą więc producent słusznie założył, że pędzel jest zbędny. Co do zawartości pudełeczka – puder jest fajny. Naprawdę niezły. I naprawdę matuje. Na dwie-trzy godziny ale ok – cudów nie ma, chociaż Malkontentka żyje wciąż w oczekiwaniu, że jakiś wreszcie zobaczy. Puder nie posiada woni i rzekomo nie posiada koloru – ale to akurat jest pomówienie bądź obietnica(jak kto woli) wytwórcy albowiem puder nadaje twarzy lekki beżowy kolorek. Zaprawdę powiadam Wam, ze Malkontentka nie krytykuje i jest zadowolona – jedna sprawa, która szalenie ją wzburzyła – efektu sexy nie ma…wciąż tylko albo raczej AŻ mama. Generalnie warto rzucić groszem…