Pokazywanie postów oznaczonych etykietą the Doors. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą the Doors. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 maja 2015

O dziwnym dziecku i niekończącej się miłości czyli nostalgiczny czwartek z kulturą

Byłam dziwnym dzieckiem. Takim jakby z lekka atypowym - żeby nie powiedzieć mocniej... Miast hasać wesoło z rówieśnikami, wybijać szyby w oknach, zrzucać staruszki ze schodów i popalać za garażem podkradane rodzicom papierosy, siedziałam w ciemnym pokoju i słuchając muzyki uciekałam w świat rojeń i mrocznych fantazji. Pisałam wierszydła przepojone gorzkim egzystencjalizmem – odczuwając w zaawansowanym wieku lat dziesięciu potężny Weltschmerz. Resztę wolnego czasu poświęcałam czytaniu. Czytałam książki absolutnie niededykowane młodocianej jednostce (co chyba cudnie wypaczyło mi obraz rzeczywistości, czyniąc w mym smarkatym mózgu potężne fiki-miki). Zawsze chłonęłam literaturę zwinięta na oparciu rozkładanego fotela, który nocą służył mi za miejsce do spania… doprawdy nie wiem, jak to się stało, że nie wyhodowałam sobie garbu. Mojej lekturze niezmiennie towarzyszyła kolorowa, ukochana papuga. Papug właściwie. Filon. Był sprytny – stawał na brzegu książki i przewracał kartki, znacząc je silnym dziobem.
Byłam dziwnym dzieckiem. Zapowiadałam się obiecująco ale na zapowiedziach się skończyło. Wyrosłam na przeciętnego dorosłego, z ponadprzeciętną nerwicą… Tyle zagajki... Ta senna opowieść miała oczywiście za zadanie uśpić Waszą czujność… bo ha… uwaga - teraz walę między oczy! Dziś nasz znienawidzony czwartek – czyli nudny, długi i jałowy post o kulturze. Ale spoko - dziś będzie lżej, krócej i cieplej jakoś, bo muzycznie i wspomnieniowo…
Wróciłam do czasów prehistorycznych czyli dziecięctwa …albowiem dokładnie pamiętam moment, w którym narodziła się moja wielka i nieprzemijająca miłość. Otóż miałam wtedy 10 lat i usłyszałam to:



I przepadłam … Mina mojego taty, gdy z podrapanymi kolanami, poprawiając poluzowane kucyki pojawiłam się przed nim prosząc żeby mi zdobył nagrania grupy The Doors – bezcenna. A przypominam, że były to czasy utrudnionego dostępu do jakichkolwiek płyt, kaset etc. …Nie było internetu ani empików:). Ocet był… Ale wiecie… Tata zdobył. Za kilka dni przyniósł mi - przegraną na kasetę magnetofonową – płytę The Doors - to była Strange Days. Pamiętam jak z dziwną miną pytał mnie – smarkulę przytulającą jednookiego misia - czy naprawdę mi się to podoba… Podobało i tak już zostało. Pewnie znacie Doorsów świetnie - któż bowiem nie słyszał Like My Fire, Unknown Soldier czy The End. Ja kocham też nieco mniej popularne kawałki… No ale na boginie… toż nie będę Wam opowiadać o muzyce – muzyka jest do słuchania a nie do gadania… Zatem:




Boski Jim, jeden z otwierających Klub 27…… będąc w Paryżu nie potrafiłam sobie odmówić pielgrzymki na Pere Lachaise…