Babilończycy tak mocno wierzyli w sny, że w przeddzień podjęcia ważnych decyzji sypiali w świątyniach, licząc na to, że otrzymają jakąś radę.
W obliczu mojego najświeższego snu cieszę się nad wyraz mocno, że nie jestem Babilończykiem – nie byłabym zadowolona śpiąc w świątyni… niemniej jednak czuję się irracjonalnie po zajmującej rozmowie, którą odbyłam wczorajszej nocy, nurzając się w innych stanach świadomości. Rozprawiałam przez całą senną wieczność - czyli zapewne jakąś nanosekundę - z płatkiem kosmetycznym. Oczywiście zważywszy na kapryśną naturę mar sennych rozmowa z płatkiem nie byłaby niczym nadzwyczajnym, ba – to totalna i absolutnie doskonała w swym idiotyzmie norma, gdyby nie jeden szczegół, który jakoś nie pozwala mi przejść nad tym zafajdanym płatkiem do porządku dziennego i zagłębić się spokojnie w pracy zawodowej… (jakże satysfakcjonującej rzecz jasna – to akurat na wypadek gdyby szef miast pracować - czytał)…. Otóż moi mili płatek. Tenże kosmetyczny, który prowadził ze mną filozoficzną bez mała dysputę, twierdził, ze jest niczym innym, jak usposobieniem hmm… śmierci (tej co zazwyczaj przedstawiana jest jako koścista jejmość z kosą), która w ten oto przyjemny sposób wpadła do mnie – kurnia - na pogawędkę. Jakbym innych zmartwień nie miała. Nerwicy. I rozhuśtanej psyche. Roztrojenia osobowości. To jeszcze płatki kosmetyczne mi potrzebne! Rzecz wiadoma, że mój zryty beret nie pozwoli ot tak zapomnieć, olać i stuknąć się w mentalny i realny łeb, tylko wciśnie mnie w kretyńskie rozważania i nastraszy nadmiernie…. Może nawet zwariuję i skończę jako Napoleon? Kto wie?
Dobra, ale wracając do snu. Nie dość, że właściwa natura płatka kosmetycznego okazała się paskudna, to jakby było mało tenże płatek powiadomił mnie, w jaki sposób ma zamierza zakończyć mój byt na tym najlepszym ze światów. Wątroba albo trzustka – skubany nie jest jeszcze do końca zdecydowany…
- Kiedy ma pan zamiar umrzeć?
Tego bufetowy już nie zniósł.
- Nikt tego wiedzieć nie może i nikogo nie powinno to obchodzić - powiedział.
- Powiedzmy, że nikt nie wie - rozległ się z gabinetu ten sam wstrętny głos. - Dwumian Newtona, nie wiesz czasem! Umrze on za dziewięć miesięcy, w przyszłym roku, w lutym, na raka wątroby w klinice Pierwszego Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego na sali numer cztery.
Bufetowy zżółkł na twarzy.
- Dziewięć miesięcy... - w zadumie liczył Woland. (M.Bułhakow)
Dupa normalnie. Przezornie rzucam piwo….
A poważnie – jak tam moi mili. Wierzycie w sny? Zdarzyło wam się coś niezwykłego? A może jest tu na boginie ktoś kto potrafi interpretować majaki… Płatek kosmetyczny śnić…
Jest jeszcze jedno… zastanawiające… ponoć Dobrzy ludzie sypiają znacznie lepiej niż źli. Oczywiście źli ludzie znacznie bardziej cieszą się z przebudzenia. (W. Allen)
Czyżbym miała naturę równie przyjemną jak ten cholerny płatek? Hmm...
A tak na marginesie… Od dziś zaczynam używać wacików… tfu…
W obliczu mojego najświeższego snu cieszę się nad wyraz mocno, że nie jestem Babilończykiem – nie byłabym zadowolona śpiąc w świątyni… niemniej jednak czuję się irracjonalnie po zajmującej rozmowie, którą odbyłam wczorajszej nocy, nurzając się w innych stanach świadomości. Rozprawiałam przez całą senną wieczność - czyli zapewne jakąś nanosekundę - z płatkiem kosmetycznym. Oczywiście zważywszy na kapryśną naturę mar sennych rozmowa z płatkiem nie byłaby niczym nadzwyczajnym, ba – to totalna i absolutnie doskonała w swym idiotyzmie norma, gdyby nie jeden szczegół, który jakoś nie pozwala mi przejść nad tym zafajdanym płatkiem do porządku dziennego i zagłębić się spokojnie w pracy zawodowej… (jakże satysfakcjonującej rzecz jasna – to akurat na wypadek gdyby szef miast pracować - czytał)…. Otóż moi mili płatek. Tenże kosmetyczny, który prowadził ze mną filozoficzną bez mała dysputę, twierdził, ze jest niczym innym, jak usposobieniem hmm… śmierci (tej co zazwyczaj przedstawiana jest jako koścista jejmość z kosą), która w ten oto przyjemny sposób wpadła do mnie – kurnia - na pogawędkę. Jakbym innych zmartwień nie miała. Nerwicy. I rozhuśtanej psyche. Roztrojenia osobowości. To jeszcze płatki kosmetyczne mi potrzebne! Rzecz wiadoma, że mój zryty beret nie pozwoli ot tak zapomnieć, olać i stuknąć się w mentalny i realny łeb, tylko wciśnie mnie w kretyńskie rozważania i nastraszy nadmiernie…. Może nawet zwariuję i skończę jako Napoleon? Kto wie?
Dobra, ale wracając do snu. Nie dość, że właściwa natura płatka kosmetycznego okazała się paskudna, to jakby było mało tenże płatek powiadomił mnie, w jaki sposób ma zamierza zakończyć mój byt na tym najlepszym ze światów. Wątroba albo trzustka – skubany nie jest jeszcze do końca zdecydowany…
- Kiedy ma pan zamiar umrzeć?
Tego bufetowy już nie zniósł.
- Nikt tego wiedzieć nie może i nikogo nie powinno to obchodzić - powiedział.
- Powiedzmy, że nikt nie wie - rozległ się z gabinetu ten sam wstrętny głos. - Dwumian Newtona, nie wiesz czasem! Umrze on za dziewięć miesięcy, w przyszłym roku, w lutym, na raka wątroby w klinice Pierwszego Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego na sali numer cztery.
Bufetowy zżółkł na twarzy.
- Dziewięć miesięcy... - w zadumie liczył Woland. (M.Bułhakow)
Dupa normalnie. Przezornie rzucam piwo….
A poważnie – jak tam moi mili. Wierzycie w sny? Zdarzyło wam się coś niezwykłego? A może jest tu na boginie ktoś kto potrafi interpretować majaki… Płatek kosmetyczny śnić…
Jest jeszcze jedno… zastanawiające… ponoć Dobrzy ludzie sypiają znacznie lepiej niż źli. Oczywiście źli ludzie znacznie bardziej cieszą się z przebudzenia. (W. Allen)
Czyżbym miała naturę równie przyjemną jak ten cholerny płatek? Hmm...
A tak na marginesie… Od dziś zaczynam używać wacików… tfu…