Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 kwietnia 2015

Chupacabra czyli czwarteczek okraszony pasją

Twoja pasja czeka, aż dogoni ją odwaga. (Isabelle Lafleche)

...no właśnie zazwyczaj tak goni i goni, aż padnie pyskiem w piach i po zabawie...zazwyczaj ale nie zawsze...są bowiem na tym świecie i tacy obywatele, których pasja i odwaga idą ramię w ramię... Kochani... ale zanim... to maluśkie przypomnienie! Czwartek dziś mamy. Czwarteczek! Czyli prawie piąteczek. A skoro czwarteczek poprzedzający boski piąteczek... to wiadomo rzygamy sobie w rękaw i... kulturka... Ale wyjątkowo wszystkim zasłużonym nieboszczykom dajemy spokój, nie grzebiemy po annałach historii sztuki i nie schodzimy do melin pretendujących niekiedy do mateczników sztuki - z uwagi na zawartość osobników kreatywnych rzecz jasna (stali czytelnicy znają temat, nowych prosimy o nie wpadanie w stan oburzenia świętego).
Dziś kochani rzecz będzie o kulturze, ale takiej krzepko osadzonej w realiach dnia znojnego czyli o ludziach którym chce się chcieć! Krótko i treściwie, bo dziś nie gawędzimy tylko przez półtorej bezcennej minutki oglądamy filmik!
Są amatorami (ale już z dorobkiem), mają pasję tworzenia i odwagę żeby tworzyć nie tylko do szuflady (o szufladach już chyba było...), mają pomysł i talent... A co z takich komponentów można uwarzyć? Ha! Film moi państwo! Film można nakręcić. Oto trailer. Patrzcie i podziwiajcie. A tak na marginesie dodam, że muzykę do filmu skomponował mój osobisty małżonek...
Zatem kochani... CZ jak Chupacabra... Trailer... I muzyka...

czwartek, 2 kwietnia 2015

Rzecz o bajkowym elemencie rzeczywistości, czyli mało wytwornie ale za to z posmaczkiem

…ile razy można pieprzyć wciąż jedno i to samo... czyli zapraszam na bardzo NIE-kulturalny czwartek. A że nasz dzisiejszy bohater za kołnierz nie wylewał – to na jego cześć - niech to będzie czwartek przy kielichu…



Jan – trudnego nazwiska – Himilsbach. Aktor, poeta, pisarz, scenarzysta, rębacz, tragarz, palacz, kamieniarz. Osobowość… Jeden z bezcennych skarbów PRL-u. Człowiek, który sam na bieżąco tworzył własną historię i w zależności od potrzeb różnorodnie i barwnie ją modyfikował. Nie znosił monotonii i schematu... Przecież można wymyślić sobie ciekawsze życie… W jego biografii pewne jest tylko jedno – data śmierci. Zmarł 11 listopada 1988 w melinie przy ulicy Górnośląskiej w Warszawie. Żył jak chciał i umarł jak chciał, zawsze zgodnie z maksymą Życie jest piękne, ale niestety, trzeba umieć z tego korzystać… 
korzystał…
I to na maksa…
Na zwróconą mu uwagę, żeby nie pił na ulicy odparł, że do organizmu wprowadza bajkowy nastrój, nadając tym samym nową jakość alkoholowym perturbacjom rodaków… A że pławienie się odmętach bajkowych nastrojów sprawiało mu niewątpliwą radość, nie zamierzał z tej uciechy łatwo rezygnować Wszyscy mi mówią, Janek przestań pić i rzuć palenie. Basica straszy, że jak nie przestanę, to odejdzie, lekarz straszy, jak nie przestanę, to szybko zejdę. Wszyscy dookoła nic tylko straszą, a człowiek jak ma silną wolę to i tak zapali i się napije. I to kochani nazywa się świadome korzystanie z uroków życia. Chociaż niekoniecznie do wykorzystania w identycznej formie na własnym podwórku… niemniej jednak czegoś powinniśmy się przy tej okazji nauczyć – dystansu do świata, a przede wszystkim do siebie! Poznałem na balandze panienkę. O Boże, z wyglądu przypominała nieco starego górala. Rano budzę się, patrzę... No i rzeczywiście!
Jan Himilsbach - obok współtworzenia ze Zdzisławem Maklakiewiczem niezapomnianych duetów aktorskich, pisania książek i poezji - uprawiał też czynnie zawód kamieniarza, który nota bene cenił wyżej niż własną działalność na niwie literackiej - moim dziełem granitowym nikt sobie dupy nie podetrze - hmm… no właśnie. Wracając jednak do kamieniarstwa – ciekawostka - dzięki swoim układom w branży… „załatwił” miejsce na Powązkach dla Marka Hłaski i sam z pietyzmem wykuł napis na jego płycie nagrobnej. Był też sygnatariuszem petycji w sprawie sprowadzenia prochów pisarza do kraju – co wówczas nie wydawało się oczywistą powinnością… Lekkoduch? – chyba jednak nie do końca… 
Generalnie :) uważany był za aktora – bliższa prawdy wydaje sie jednak opinia któregoś z krytyków, ze Himilsbach to nie aktor, a kreacja sama w sobie – wystarczyło, że BYŁ a każde przedsięwzięcie z jego udziałem stawało się wydarzeniem. Był sobą…
I jeszcze na zakończenie perełka …czym jest sława według Himilsbacha…
To Sława Przybylska. Spotkałem ją nie tak dawno na warszawskiej Starówce, ale w żadnym szczególe nie wyglądała jak Sława. A ja? Ja nie muszę nic w tym życiu robić. Na mnie pracuje czas. Czy ludzie się z tym godzą czy nie, czy tego chcą czy nie, ja i tak zostanę w historii. Każdy by chciał zyskać sławę. Jeden zmywa naczynia, drugi gra w orkiestrze. Ci wszyscy ludzie kiedyś odejdą. Ja natomiast zostanę jako mumia. Zapeklowany Ramzes II. To jest sława. 
I tyle!

Zatem…
Panie Janie…

Pod stół kieliszki, pijmy szklanicami!
Kurdesz, kurdesz nad kurdeszami...