Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przekleństwa niewinności. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przekleństwa niewinności. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Dolce far niente czyli jak zostać gapiem

Dziś miałam szczery zamiar niczego nie napisać, w pracy markować robotę, w domu markować zaangażowanie w życie rodzinne i tak markując wszelką ruchomość fizyczną i umysłową miło spędzić dzionek celebrując jedynie dolce far niente. Planowanie nie jest jednak moją mocną stroną. Miało być dolce – wyszło, jak zwykle. Ot jakaś upierdliwa wróżka – specjalistka od chaosu - rzuciła na mnie urok antyplanowy… Cóż czynić miast nic nie czynić… Usiłując przynajmniej nie do końca wypaść z toru nieróbstwa wpadłam na genialny w swej prostocie pomysł – znany skądinąd różnym gospodyniom domowym – że zaserwuje Wam tu kotlet odgrzany acz nienadgryziony w postaci jakiejś starej recenzji. Ale po przemyśleniu uznałam to za myśl niegodną i obmierzłą mej uczciwości. Z najwyższym przeto mozołem wzbudziłam w sobie iskrę zaangażowania. Czyli inaczej mówiąc -podniosłam swe mentalne cztery litery z barłogu dekadencji umysłowej i zwarta i gotowa siedzę przed klawiaturą. Tylko pomysłu brak. Kreatywność – jeden. Polot umysłowy – zero. Finezja – puka w dno. No nic. Będę improwizować – ot i myśl złota przez czwarty zwój od lewej mi przemknęła! Pamiętacie Państwo książkę Eugenidesa Intryga małżeńska, co do której miałam mieszane uczucia – jakoś z uwagi na snobistyczne pobudki nie potrafiłam zjechać jej zbyt gorliwie? Jeśli nie pamiętacie to trudno. Dziś – aby nie wyjść na wredziochę absolutnie doskonałą, opowiem o innej książce wyżej wzmiankowanego. Książce, która mnie zachwyciła – chociaż nie - nie jest to dobre słowo - ona nie zachwyciła a raczej otumaniła, porwała, zabrała na dwa wieczory. Przekleństwa niewinności.


Sprawa absolutnie wciągająca. Jak wiecie wszelkie upadki są nadzwyczaj ciekawe – oczywiście nie dla upadających czyli bezpośrednio zainteresowanych, ale gapiów wszelkiej maści. W Przekleństwach… stajemy w tłumie gapiów i analizujemy z zaciętością doświadczonych plotkarzy upadek rodziny… Upadek, zapoczątkowany – wróć - zasygnalizowany przez – no właśnie – upadek… tyle że na stalowy sztylet ogrodzenia… Początek był gdzie indziej i zaczął się o wiele wcześniej – biała sukienka rozdarta na płocie to jedynie preludium końca, wstęp do ostatecznego... Wszystko już się bowiem wydarzyło - kawalkada śmierci i obłędnego tańca życia to zaledwie rozpaczliwy epilog. Odkąd zgłębiłam trudną sztukę składania liter w wyrazy, takiego opisu poszczególnych stadiów destrukcji nie czytałam…
W przypadku większości osób samobójstwo jest jak rosyjska ruletka. Pocisk jest tylko w jednej komorze. Natomiast w przypadku córek Lisbonów magazynek był pełny. 
W opisie powieści stoi: Przekleństwa niewinności to fascynująca powieść, zarazem mroczna i zabawna, lepka od soku pierwszej miłości, młodzieńczych obsesji i pełna hipnotyzującego uroku.. Poniekąd racja… Ale czy ta książka jest zabawna… no chyba brak mi poczucia humoru. Samobójcza seria lecącej głową w bruk rodziny jakoś nie rozbawiła mnie do łez… Książka znakomita – rzeczywiście mroczna i soczysta. Polecam.

Ot widzę właśnie, że spod ręki pani Coppoli wyszedł film oparty na powieści Eugenidesa… Ciekawe. Oglądał ktoś?