Poniedziałek.
Co mamy w poniedziałki?
Recenzje!
Dziwnie entuzjastycznie to napisałam… – jakoś tak - niechcący - radośnie palce mi po klawiaturze przebiegły... i jeszcze ten rozwrzeszczany wykrzyknik… ale to wszystko ściema - nie chce mi się recenzji pisać, entuzjazm wyszedł mimochodem i jest zaledwie tanią podróbką rzetelnie napalonego zapału… Wiadomo jednak, że skoro mi się nie chce, to znając pokrętne meandry logiki własnej, zapewne zaraz coś nasmaruję. Wbrew leniowi…;)
Miało być normalnie i przyjaźnie, babsko, romansowo itd. Żadnych armat i krwi bryzgającej z ran otwartych… to co? Czytadło?
Będzie coś na kształt czytadła… Znacie pisarkę – bodajże Walijkę - Catrin Collier? Piszę „bodajże”, bo za diabła i mimo najszczerszych chęci, nie potrafię stać się encyklopedystką a już o przymknięciu mordy wewnętrznemu leniowi i sprawdzeniu faktów w necie – absolutnie mowy nie ma…
Wracając do pani Collier. Jakiś czas temu trafiłam na jej powieść Córka Magdy. Przeczytałam - nie będę ukrywała - szybko i mocno breżniewy mi się zmarszczyły. Rzecz jest nieudana. Niby pomysł świetny, ukrycie poważnego zagadnienia pod płaszczykiem z lekka tajemniczego powrotu do korzeni – w zamyśle fenomenalne, ale z realizacją już marnie. Brak znajomości realiów, totalny odjazd od rzeczywistości, miejscami infantylizm zbyt nachalny, aby było strawnie, rozłożył Córkę Magdy na łopatki. Niemniej jednak w tej książce coś się czaiło. Pamiętam, że pomyślałam – jest potencjał - i chyba słusznie pomyślałam, bo kolejna książka pani Collier, która wpadła w moje ręce okazała się być bardzo porządnym kawałkiem literatury. Ostatnie lato. Wielopoziomowa opowieść o traumatycznej miłości młodej dziedziczki niemieckiej fortuny i radzieckiego jeńca wojennego, rozgrywająca się w realiach drugiej wojny światowej. Tym razem pisarka odrobiła lekcje – fakty historyczne i realia funkcjonowania opisywanego kawałka rzeczywistości są przedstawione rzetelnie, by nie powiedzieć - dopracowane do perfekcji. Książka wciąga, poucza, uzmysławia. To jest literatura o czymś. I mimo, że pewnie do literackiego Nobla pretendować nie będzie, to warto po nią sięgnąć. Po opowieściach, którymi ostatnimi czasy raczą nas grafomani, Ostatnie lato jawi się jako zdrowy powiew świeżego powietrza. Zdecydowanie nie jest to literatura w stylu… "Spojrzałam na niego a i on spojrzał na mnie, oj jakie namiętności obiecywało jego spojrzenie, będziemy razem rąbać łóżkiem w tą ścianę dzielącą nasze sypialnie. Zerknęłam w dół Karolina Dolna też była na tak". Sorry za tak brutalną przeróbkę własną tego gniota z dobrą prasą Nie dajesz mi spać, ale gore… ludzie kochani gore! Za wypuszczanie gówna na rynek powinni batogami gonić na goło dookoła miasta. Byłby erotyzm live na podobnym poziomie. Wiem, wracam do tego nieustannie ale po prostu NIE DAJE MI TO SPAĆ, he he. Mam dziwne uczucie, że ktoś próbuje nas ogłupić… może przesadzam albo przedawkowałam Orwella do poduchy…
Wracając do pani Collier. Jakiś czas temu trafiłam na jej powieść Córka Magdy. Przeczytałam - nie będę ukrywała - szybko i mocno breżniewy mi się zmarszczyły. Rzecz jest nieudana. Niby pomysł świetny, ukrycie poważnego zagadnienia pod płaszczykiem z lekka tajemniczego powrotu do korzeni – w zamyśle fenomenalne, ale z realizacją już marnie. Brak znajomości realiów, totalny odjazd od rzeczywistości, miejscami infantylizm zbyt nachalny, aby było strawnie, rozłożył Córkę Magdy na łopatki. Niemniej jednak w tej książce coś się czaiło. Pamiętam, że pomyślałam – jest potencjał - i chyba słusznie pomyślałam, bo kolejna książka pani Collier, która wpadła w moje ręce okazała się być bardzo porządnym kawałkiem literatury. Ostatnie lato. Wielopoziomowa opowieść o traumatycznej miłości młodej dziedziczki niemieckiej fortuny i radzieckiego jeńca wojennego, rozgrywająca się w realiach drugiej wojny światowej. Tym razem pisarka odrobiła lekcje – fakty historyczne i realia funkcjonowania opisywanego kawałka rzeczywistości są przedstawione rzetelnie, by nie powiedzieć - dopracowane do perfekcji. Książka wciąga, poucza, uzmysławia. To jest literatura o czymś. I mimo, że pewnie do literackiego Nobla pretendować nie będzie, to warto po nią sięgnąć. Po opowieściach, którymi ostatnimi czasy raczą nas grafomani, Ostatnie lato jawi się jako zdrowy powiew świeżego powietrza. Zdecydowanie nie jest to literatura w stylu… "Spojrzałam na niego a i on spojrzał na mnie, oj jakie namiętności obiecywało jego spojrzenie, będziemy razem rąbać łóżkiem w tą ścianę dzielącą nasze sypialnie. Zerknęłam w dół Karolina Dolna też była na tak". Sorry za tak brutalną przeróbkę własną tego gniota z dobrą prasą Nie dajesz mi spać, ale gore… ludzie kochani gore! Za wypuszczanie gówna na rynek powinni batogami gonić na goło dookoła miasta. Byłby erotyzm live na podobnym poziomie. Wiem, wracam do tego nieustannie ale po prostu NIE DAJE MI TO SPAĆ, he he. Mam dziwne uczucie, że ktoś próbuje nas ogłupić… może przesadzam albo przedawkowałam Orwella do poduchy…
Nic to. Sięgnijcie po Ostatnie lato. Naprawdę warto.