Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Allende. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Allende. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 21 września 2015

Trochę magii, trochę chaosu, trochę życia czyli odlot literacki

Zapamiętaj [...] magia jest Chaosem, Nauką i Sztuką. Jest przekleństwem, błogosławieństwem i postępem. Wszystko zależy od tego, kto się magią posługuje, jak i w jakim celu. A magia jest wszędzie. Wszędzie wokół nas. Łatwo dostępna. Wystarczy wyciągnąć rękę. (A.Sapkowski)


Widzieć przyszłość, śnić na jawie, współistnieć z nieokiełznaną, wylewającą się zewsząd metafizyką - wciąż nieustannie i od nowa, wciąż, i wciąż. Przekleństwo i błogosławieństwo. 
Widzieć znaki, mieć zmysły zawieszone w pustej przestrzeni pomiędzy światami, między wymiarami, między dziś a jutro, między życiem a śmiercią. Przekleństwo i błogosławieństwo…. 
Wiedzieć… Przekleństwo.

Nie wiem, jak długo siedziałem na krześle patrząc przez okno na pustynię, ale w końcu dusza zaczęła powoli wypełniać ciało. Piękne… 
Zapraszam Was w podróż nadzwyczajną i niecodzienną. Zaiste uwierzcie, że wycieczka do głębin ludzkich jestestw zdarza się raz na tysiąc książek. Zapraszam Was do świata, który jakże dystyngowanie a zrazem zmysłonęcąco ukazała naszym oczom jedna z najciekawszych (najciekawsza zdecydowanie) współczesnych pisarek iberoamerykańskich. Dom duchów i Isabel Allende. Sprawa absolutnie wyjątkowa.
Oto Mężczyzna. Archetyp. Twardy, silny, ambitny. Realny. Samiec. Kocha, walczy, nienawidzi. Wszystko totalnie i absolutnie aż do mięsa. Surowego. 
Oto Kobiety. Niezwykłe. Niezależne, kruche, niezniszczalne. Tytaniczne kariatydy w polewie lukrowej, w przerwie dziergania koronek, utrzymujące Planetę w orbicie.
Oto związek. Przenikanie i współistnienie. Wojownik i łączniczka światów – tak bliscy i tak odlegli, poszarpani różnymi poziomami realności. Przeciwstawne byty upchnięte żartem losu w jedną miłość i jedną nienawiść, będącą jednocześnie niewymierną formą uwielbienia. Groźne!
Oto życie. Schwytane razem światy – ten realny, brutalny i bezwzględny bezwzględnością krwawych przemian politycznych Chile i ten mistyczny, metafizyczny, ulotny. 
Oto myśl… Czy magia może istnieć wśród krwi…? Ile może znieść człowiek? Gdzie są granice – życia, cierpienia, miłości… czy istnieją? 

Niezrozumiałe? Pozornie. To tylko magia. Chaos i Piękno. Gdy wrócicie z podróży wszystko będzie oczywiste.
Dlatego….
Zapraszam, wyruszcie w podróż. Będzie niezapomniana… Wyciągnijcie rękę…
Tylko ostrzegam – ta książka może zmienić życie, ta książka może zmienić widzenie świata, ta książka może zmienić Was! Jest niebezpieczna…Tylko Franka trzyma ją bez lęku... Porcelanowe lale nie boją się demonów...

poniedziałek, 23 marca 2015

Co kryje się w człowieku, czyli rzucamy wielkimi nazwiskami. Literacki poniedziałek po raz pierwszy.

„Bądź tak uprzejmy i spróbuj przemyśleć następujący problem - na co by się zdało twoje dobro, gdyby nie istniało zło, i jak by wyglądała ziemia, gdyby z niej zniknęły cienie? Przecież cienie rzucają przedmioty i ludzie. Oto cień mojej szpady. Ale są również cienie drzew i cienie istot żywych. A może chcesz złupić całą kulę ziemską, usuwając z jej powierzchni wszystkie drzewa i wszystko, co żyje, ponieważ masz taką fantazję, żeby się napawać niezmąconą światłością? Jesteś głupi.” Jestem … jakim bowiem trzeba być ptakiem bożym, aby pod wpływem idei, kilku myśli sączących się do młodego umysłu zrezygnować z planowanej - in spe - wspaniałej;) kariery prawniczej i zagłębić się z piętami i czubkiem głowy w studiach filozoficznych? Ano… efekty długofalowe dziś wychodzą mi lewym uchem – miast opływać w dobra wszelakie zmuszona jestem czynić rzeczy dziwne i straszliwie irytujące, aby zdobywać fundusze niezbędne do egzystencji - prawdę powiedziawszy - na średnio satysfakcjonującym poziomie. Ale nie grzeszmy – jest co włożyć do jamy ustnej żeby dopełnić powinności wobec żołądka a i w błoto też uda się małe co nieco wywalić – a to wszak jest jeden z filarów szczęśliwości czyli nie ma co jęczeć…
Ale nie o tym… Pewnie moi Wspaniali, poczytując moje wynurzenia albo opowieści o kosmetycznych perypetiach Malkontentki podejrzewacie – acz niesłusznie, że przeczytałam w życiu jeno jedną książkę. I tu Was zaskoczę! Otóż… udało mi się przez dzieła literackie - niekiedy nawet dość potężnych gabarytów - przebrnąć więcej niż raz. Nie oznacza to absolutnie, że jestem jednostką światłą, że mam prawo do mędrkowania itd. – może coś się gdzieś tli ale do oświecenia jeszcze daleka droga… Oczywiście to, że moje literackie poszukiwania trwają niemal bez przerwy nie zmienia w żaden sposób faktu, że na świecie JEST tylko jedna książka napisana dla mnie. I to się nie zmieni. Znalazłam i mam. Bułhakowa wielbię i wielbić będę i w żaden sposób nie jestem w stanie powstrzymać się od nieustannego raczenia siebie i Was smakowitymi cytatami prosto z kart Mistrza i Małgorzaty.
… znowu wskakuję w swoje tory…Już wstrzymuje konia…prr… i zmieniam kierunek…
Allende i Rice – polecam Waszej uwadze te dwa nazwiska, które w mojej biblioteczce i głowie zajmują dość poczesne miejsce. Anne Rice jest większości Was niewątpliwie znana - tak tak – to ta pani od Wywiadu z wampirem…. Pozycja niezła (film przy książce to żenua i genua, tra la la) ale jeżeli lubicie mroczne, bagienne klimaty, mężnie znosicie obrzydliwości grubszego kalibru a opisane mową tak zgrabną, że obrazy przerażenia wpiją się w Wasze dusze i mózgi na zawsze, sięgnijcie po mniej popularne pozycje autorki szczególnie te z cyklu o rodzinie Myfair – Godzina Czarownic, Lasher, Taltos – i oczywiście wybrane pozycje z kronik wampirów (chociaż nic nie staje na przeszkodzie, aby przeczytać całość) – Opowieść o Złodzieju Ciał, Krew i złoto… po lekturze Posiadłości w Blackwood miałam mdłości przez tydzień. Sięga mięsa! Absolutnie genialne. Tylko przestrzegam – czytając to niczym sagę Zmierzch stracicie czas! Kroniki Anne Rice to nie historyjki o wampirach – to zabawa, która ma drugie dno – to opowieści o samotności i zamknięciu w upiornym świecie własnego, gorejącego JA. Polecam zdecydowanie. Równie zdecydowanie nie polecam powieści autorki z wczesnego okresu twórczości – coś o Śpiącej Królewnie – brr. To chyba miał być erotyk – cykl nawet…? No, nasz biedny Grey to przy tym rzeczywiście zacna lektura. I jeszcze straszliwsze opowieści religijne, które autorka zaczęła tworzyć po gwałtownym nawróceniu na katolicyzm – trochę katecheza, trochę hagiografia – tylko dla najbardziej zdeterminowanych wielbicieli gatunku…generalnie klapa. Hmm… Coś jest nie tak w tym opisie…wyłazi zołza ze mnie.
I na deser Isabel Allende –ukochana, najwspanialsza, Lektura wszystkiego, co wyjdzie spod jej pióra – to uczta. Chce się żyć czekając na kolejne pozycje – a literatka nie ma zwyczaju rozpieszczać czytelników nazbyt częstymi publikacjami. Trzeba grzecznie czekać. Cóż mogę o jej książkach powiedzieć – to nie książki, to literackie obrazy – zwodzą, uwodzą, mącą myśl i najważniejsze – coś zostawiają. Pani Allende pisze tak, jak ja bym chciała pisać, gdybym potrafiła. Padam do nóżek, jednak nie napiszę Wam ani jednego tytułu – dlaczego? Bo każda pozycja jest wybitna a nadmierną rozwlekłością wywodu nie chciałabym znużyć Czytelnika. Oddajcie się zatem lekturze a przy kolejnym literackim poniedziałku (albowiem taki pomysł zakiełkował w mojej głowie) zejdziemy wprost do rzeźni i popatrzymy sobie na świat oczami naturalisty czyli pogawędzimy o specyficznym klimaciku literatury skandynawskiej.
Może opowiecie coś o Waszych zachwytach literackich? Co czytacie ludzie kochani?