sobota, 1 kwietnia 2017

Wyrafinowany kat potrzebny od zaraz

Dopiero płacąc za błędy, uświadamiamy sobie ich cenę.
... na powyższy temat Malkontenta napisze niebawem traktat naukowy a potem zrobi doktorat. Co najmniej... Profesurę z głupoty już ma...
To gwoli zagajki, bo o tym co się dzieje na polu walki szkoda gadać. Waterloo tu mamy...
...
Malkontencki krzywy ryj został zaprowadzony do speca od krzywych ryjów, bo doktorek-paparuszek zaginął w akcji... Na jego miejscu raczej bym się nie odnajdywała... Powinien rozważyć wyjazd z planety... I to kurnia migiem!
Spec, ukryty w atrakcyjnym ciele blondwłosej anielicy z uwagą i współczuciem przyjrzał się obrażeniom. Obmacał i podumał... Cóż. Preparat został źle podany. Częściowo w naczynie - miło, że nie doszło do martwicy. Do tego paparuszek pojechał z kwachem w iście alpejskim stylu. Tu głębiej, tam płycej, tu prosto, tam pod kątem, z jednej strony mniej, z drugiej nieco więcej... Mamy zatem góry i doliny. Z urozmaiceniem, z fantazją, po całości... A żeby było jeszcze śmieszniej cześć kwasu powędrowała sobie pod oko. Fajno nie? Malkontentka tarza się ze śmiechu... 
Dobra. Tyle na dziś, bo właśnie wychodzimy. Idziemy z Malkontentką budować szubienicę i stawiać gilotynę. Z fantazja i dużym urozmaiceniem... Żelazną dziewicę wypożyczymy w przyszłym tygodniu...
A! I nie jest to prima-aprilis, niestety.

czwartek, 30 marca 2017

Pokiereszowana i kubkiem kawy wzmocniona, czyli dajemy po pysku...

Problem ze światem polega na tym, że wypił trzy kieliszki mniej ode mnie. (H.Bogart)
No za kieliszeczek to Malkontentka to się dopiero weźmie. I to tak, że buteleczka pęknie, moc się wyzwoli a jad wyleje...i stanie się ciemność. Nie - nie dla Malkontentki. Malkontentka już w ciemności była i wróciła więc lepiej z nią nie wszczynać wojny. A nasz słidkaśny doktorek prosi się o kłopoty. I to bardzo prosi. Wprawdzie urodowe braki Malkontentki nieco zelżały, ale obrażenia istnieją nadal i to w formie wysoce niepokojącej... Twardy guzior pod okiem to nic fajnego i wróży problemy dla fachowca, który go uczynił, po czym z całym przekonaniem zlał, zlekceważył i spierdzielił w odległe, niedostępne rzeczywistości. Ciężko jest zadrzeć z Malkontentką, ale ten któremu się to udało... oj... To jakby spojrzeć w krater dyszącego furią wulkanu... I niebawem ten wulkan eksploduje. Eksploduje ponieważ olewactwo doktorka przekroczyło granice ludzkiej przyzwoitości... Ot z radosnym zaśmiechem w głosie poinformował - bądź co bądź ofiarę swoich poczynań - że w najbliższym stuleciu w gabinecie raczej się nie pojawi, ale Malkontentka - jeśli ma życzenie miło pokonwersować - może się przecież teleportować do niego. Bagatela - 200 km... istnieje prawdopodobieństwo, że doktorek znajdzie chwilę... Gore przyjaciele! Gore!
Gwoli ścisłości - błędy się zdarzają, powikłania również - trzeba się z tym liczyć i podchodzić racjonalnie, nawet jeśli mordka rozsypuje się nam na kawałki. Ale grzechy zaniedbania, zaniechania, zlekceważenia i obojętności - to są sprawy, których nie wybaczamy, tylko dajemy delikwentowi mocno po pysku - dla otrzeźwienia.
Nudno jak widać nie jest, ale nie zmienia to faktu, że do dupy ostatnio układa się Malkontentce. Nawet świat widziany zza brudnej szyby wygląda jakoś rozpaczliwie... Jedyny umilacz - dość nieoczekiwana i zdumiewająca paczka ze Streetcom. 

Malkontentka, moi Państwo, została testerką kawy! I tu muszę pogratulować Streetcomowi wyboru - chyba lepiej nie dało się trafić, albowiem malkontencki organizm nie przyjmuje żadnych innych cieczy poza kawą i okresowo - browarem... A paczka jest przyjemnie bogata, do kompletu wzbogacona kubeczkami - brygada malkontenckich przyjaciół od kawy zaciera łapki - będziem pić :). Niech moc będzie z Wami. 

poniedziałek, 27 marca 2017

Obrażenia po zabawie z medycyną estetyczną - aktualizacja


Twarz - to co wyrosło dokoła nosa.
(J.Tuwim)
Toteż właśnie... To, co wyrosło koło malkontenckiego nosa po zabiegu medycyny estetycznej jest tworem przerażającym. A skoro wg poety owa okolica definiuje twarz... nooo to mamy kłopot i to poważny. Straszliwa jest Malkontentka... Nic jej w obliczu kupy się nie trzyma i jakby to kolokwialnie ująć... raczej kupę przypomina.
...
Stan na dzień 5 po flircie z igiełką...
Po prawej stronie ust ulokował się fantastyczny siniak - aktualnie o barwach fioletowo-szmaragdowych. Taki tam wielokolorowiec z fenomenalnym krwawym wylewem w kąciku. Po lewej stronie nosa panoszy się porażająca silnie błyszcząca gula - opuchlizna, dla urozmaicenia częściowo już stwardniała... Nowością jest słabe czucie i lekkie uniesienie nad górną wargą - również po stronie lewej... Od wtorku każdy poranek przynosi nowe twarzoatrakcje. A ile emocji! Aż strach iść spać! O wstaniu świtem nawet nie wspomnę... Ten gwałtowny zryw z łóżka - żadnego dosypiania, żadnych "jeszcze pięciu minutek" - szybko i sprawnie, potem dziki pęd do łazienki i finalnie - bolesny okrzyk rozdzierający błogą ciszę zaspanej Casablanki... Dzieje się... i oby już wreszcie dziać się przestało.

W dniu piątym Malkontentka żywi wstępne obawy, że:
a) stan ulegnie pogorszeniu;
b) powrót do stanu wyjściowego będzie procesem żmudnym;
c) nie do końca dogadała się z doktorem... Nie o taki efekt jej chodziło... Malkontentka wprawdzie nigdy urodą nie porażała, ale teraz to już przesada. Ciekawostka - tam gdzie poprawa i upiększenie miały zaistnieć - zaprawdę powiadam Wam - żadnych zmian nie odnotowano.

Niewątpliwie jednak, pomimo:
- depresji, 
- myśli ostatecznych, 
- wkurwu, 
- myśli zbrodniczych, 
- obsesyjnej chęci krwawej zemsty, 
cała sytuacja ma przeogromny plus! Otóż stał się cud. Malkontentka wyleczyła się z kompleksów - z całego serca pragnie powrotu do starej twarzy - tej sprzed zabiegu. W sumie przecież ... była całkiem fajna, no a przynajmniej stosunkowo fajna.... W stosunku do twarzy obecnej, gęby Frankensteina i kartofliska pani Buki.

piątek, 24 marca 2017

Malkontentki przypadki medyczne, czyli smutne konsekwencje wypełniania bruzd nosowo-wargowych kwasem hialuronowym

Operacja plastyczna to krwawa jatka. Jakby człowiek spędził noc w ramionach rzeźnika.
(Sharon Osbourne)
A jako że Malkontentka funduszami na zorganizowanie krwawej jatki nie dysponowała, nie dysponuje i zapewne nigdy dysponować nie będzie, postanowiła zorganizować sobie pomniejsze piekiełko i poszła w medycynę estetyczną… A co! Kto durnemu przetłumaczy…. Przeklęta chwila, w której sięgnęła po telefon… Przeklęty telefon, przeklęty palec, który wystukał numer…
...
Na zabieg wypełnienia bruzd nosowo - wargowych Malkontentka weszła bez wielkiego strachu, była bowiem cały dzień tak zajęta, że nie zdążyła odpowiednio posępnie się nastroić. Zapomniała, że jej świętym obowiązkiem jest bać się wszelkich ingerencji w ciało i wieszczyć powikłania… No i błąd. Wielki.
Klinika renomowana, doktor renomowany jeszcze bardziej. Wizyta przebiegła w szampańskiej atmosferze. Malkontentka i doktor serdecznie obśmiali szykowaną do zdziecionowania bruzdę, doktor pogawędził o skutkach ubocznych i innych lekarskich horrorach, które Malkontentka skutecznie zagłuszała… Po radosnym wstępie, nadszedł moment rozpoczęcia akcji. I tu śmichy się skończyły. Malkontentka została ulokowana na fotelu, odkażona i wysmarowana maścią, która miała rzekomo znieczulić miejsce wkłucia. Takie tam działanie na psychikę, że niby nic a nic nie zaboli… Tu jeszcze było ok, ale na widok doktora, który w pełnej bransoletek dłoni dzierżył strzykawkę, Malkontentka zamknęła oczy… Od początku miała wrażenie, że coś jest nie halo – przy pierwszym okrutnym ukłuciu poczuła a raczej usłyszała dziwny trzask w miejscu wstrzyknięcia preparatu. A wstrzyknięcie boli… oj boli. Boli cholera tak, że dreszcze na samo wspomnienie Malkontentkę przechodzą. Wkłuć było dużo, jakiś miliard a operacja trwała mniej więcej 200 lat… Po figlach z igiełką, struchlała Malkontentka została poproszona o rozdziawienie otworu gębowego i pan doktor rozmasował wprowadzoną w skórę substancję. I to by było na tyle. Zapisana na wizytę kontrolną wystraszona Malkontentka uzbrojona w zalecenia dotyczące picia wody etc. powlokła się do domu… A w domu zonk! Spojrzenie w lustro i atak paniki. Podejrzana gula rozlana na policzku – od nosa aż po oczodół - nie przydawała urody…. Poza tym wzbudziła niepokój Malkontentki, co do ewentualnej perspektywy przetrwania nocy i doczekania świtu w stanie żywym…
To, jak widać się udało- reszta nie za bardzo. Rano gula była naprawdę imponująca, do tego po prawej stronie ust ulokował się wielki fioletowy siniak… A w pracy na Malkontentkę czekały sprawy, których nijak odłożyć się nie dało, zatem chcąc - nie chcąc z tak znaczącymi brakami w urodzie zasiadła za biurkiem, nieudolnie zasłaniając twarz włosami i czym tam popadnie… Niestety, ciężkie spojrzenia kolegów, którzy zapewne podejrzewali, że albo zupa była za słona, albo padła Malkontentka ofiarą rozboju uzmysłowiły jej, że trza było brać urlop na żądanie, bo zwolnienie też raczej nie wchodziło w grę! A nuż doktor zleciłby obdukcję…?! Kibel… Wtopa na maksa, a chwila w której vice szef zapytał, czy może Malkontentka ma jakieś problemy i potrzebuje pomocy – no bezcenna…
Generalnie gdyby dało się cofnąć czas…
Starannie przemyślcie takie konsekwencjogenne decyzje. Za głupotę się płaci. Malkontentka wygląda fatalnie. I niestety poprawa jakoś nie nadciąga… Gula twardnieje, a z doktorem do przyszłego tygodnia kontakt jest wyłącznie telefoniczny, co – jak się domyślacie - w przypadku piłki tenisowej ulokowanej pod okiem jest mało skuteczne.

czwartek, 23 marca 2017

Bardzo krótki post o tym, jak to Malkontentka poddała się zabiegowimedycyny NIEestetycznej

Malkontentce rozum odebrało.
Ech....
Otóż któregoś smętnego poranka Malkontentka spojrzała w lustro i zobaczyła babę! Prawdziwą. Buraczaną... Babę z obwislymi policzkami i skrzywioną miną. Zapłakała gorzko Malkontentka i z właściwą swej osobie brawurą wybrała numer kliniki medycyny estetycznej.
Wiem...
Dziś to już wiem...
Ale tamtego dnia...
Niezwykle nieprzyjemny zabieg wypełniania bruzd nosowo - wargowych nie przyniósł oczekiwanych rezultatów. Bruzda ma się dobrze... nawet jakby zyskała na wyrazistości! Gorzej z lewym policzkiem i okiem. Twarda opuchlizna, która uczyniła się na malkontenckim obliczu boli i szpeci. O tym, że uniemożliwia normalną egzystencję nawet nie wspomnę. 
Malkontentka walczy z jakimś powikłaniem... Do jasnej cholery, kurwusi i mocy piekielnych.
Całą historię poznacie ze szczegółami jutro, o ile oko bardziej nie zapuchnie... 

środa, 15 lutego 2017

Wyniki rozdania

Kotku, wygraliśmy siebie w totolotku.
Ta.... kotki Wy moje...
Dziś nie będzie zwyczajowej celebry.
Nie bedzie brodatej sierotki, ani głupkowatych filmików dokumentujących losowanie. 
Zero transparentności.
Vizer odeszła.
Komisja do spraw kontroli gier i zakładów poleguje nawalona rumiankiem...
Kamera zdechła.
W nowej rzeczywistości Zwyciężczynię wybrał nieletni.
...
...
...
Agnieszka Kasprzak - przybij piątkę nieletniemu i podziel się adresem oraz informacją, czy zestaw Bell rownież ma do Ciebie trafić:). Bądź tak miła i uczyń to w przeciągu trzech dni, w innym bowiem wypadku będę zmuszona rozkręcać imprezkę ponownie, a przecież tego nie chcemy. 


    wtorek, 7 lutego 2017

    Słodziaki, przeciętniaki i zagrożenia dla ludzkości, czyli Malkontentka na zakupach

    Milena: Przez twoją drobiazgowość znowu opóźniliśmy druk…
    Korba: Bo były błędy.
    Milena: Nie! Milion polskich kobiet czeka na nasz nowy numer, a ty mi mówisz o przecinkach… 
    Pi… eprzyć przecinki! Przecież nikt w tym kraju oprócz ciebie nie wie, gdzie one powinny stać!
    Głównie Malkontentka nie wie… Ale nic to, pi… przecinki, bo wobec wiedzy jaką ostatnimi czasy nabyła, przecinki to marny pył i puch zarazem. Mądrość spłynęła na Malkontentkę przy okazji zakupów styczniowych i w głównej mierze jest to wiedza z dziedziny NIE, czyli ta najcenniejsza. Rozumiecie – NIE jedz tego, bo dostaniesz TAMTEGO z jednego, albo nawet obu końców. NIE właź do parku na Casablance po zmierzchu, bo lata tam Goła Klata i w najmilszym przypadku wybije ci jedynki. NIE kupuj… ano właśnie NIE KUPUJ….
    Powiedzmy tego:

    Vita Glow BB Master Skin 79… 
    Jakże kuszący spocik wrzucił dystrybutor na fanpejdża…
    Ot pudełeczko z pompeczkami – nawet dwoma! Pompeczki pompujemy i …. z dziureczek – też dwóch, albowiem każda dziureczka ma swoją pompeczkę - wyłazi substancja – z jednej żółciuchne serum, z drugiej beżowawy kremiś BB. Miodzio. Śliczna Azjatka miącha paluszkiem obie substancje i nakłada mix na buziaczka, stając się jeszcze bardziej śliczna! Czy można się oprzeć takiemu nagromadzeniu śliczności? Nie można! Ciotka Malkontentka wysupłała ostatnie grosze z podejrzanie chudego portfela i kupiła sobie nowego skina79…. I źle zrobiła! Pudełeczko – takie samo jak na filmiku, pompeczki i te sprawy – wszystko w miarę ok, ale… cholera po nałożeniu mieszaniny na twarz, nic a nic Malkontentka nie wypiękniała, wręcz przeciwnie - wyglądała dziwacznie, tzn. jeszcze bardziej dziwacznie. Ha! Problemem nie był kolor (podejrzewano go o różowe tony, ale to tylko pozorny odcień – Malkontentka jest z żółtych i spoko) – chociaż mógłby być ciut (no ciut plus) ciemniejszy - problemem była konsystencja. Twarz po użyciu specjału prezentuje się nieciekawie – dziwnie błyszczy - jakoś tak metalicznie, ale to w sumie małe miki. Beżowy metalik jest na czasie zwłaszcza w dziedzinie motoryzacji i szlachetnego błysku karoserii samochodowej, zatem jest to wyłącznie kwestia gustu... Gorzej że toto spływa i ściera się przy każdym dotknięciu twarzy – nie daj bogini gawędzić przez telefon, bo i kolor i błysk przejmuje słuchawka. Poza tym krem pozostawia bardzo niemiłe uczucie wysmarowanej – czy raczej uklejonej czymś twarzy. Wielkim plusem był przemiły cytrynowy zapach. Właśnie - BYŁ… Był, bo się zmył. Niestety. Zidentyfikowany został jedynie przy pierwszej aplikacji. Przy kolejnym użyciu – gdzieś przepadł. Zdaje się wyparował. Cóż, malkontenckie oblicze mówi do Vita Glow BB Master Skin 79… „idź sobie daleko”.
    Przyjmując jednak a’priori, że zachowanie i kondycja takiego oto BB jest sprawą mocno indywidualnych właściwości skóry i ewentualnie upodobań, nie możemy przy użyciu jednej tylko opinii pogrążyć go w krainie kosmetycznego niebytu. Inaczej sprawa ma się z kolejnym produktem a właściwie produktami, które wpadły w Malkontenckie oko i omal go nie wybiły. Kochani te przyrządy stanowią zagrożenie dla ludzkości i należy je zlikwidować. Ocucić i zabić:)

    Pozornie niewinne kredki do oczu. Eveline i Kobo. Strzeżcie się tych produktów. Kreski tymi badziewiakami nie da się namalować – to na bank, ewentualnie można sobie nimi wyryć wzorek na powiece. Kosz, nosz - kosz i czerwona kartka! A i jeszcze kop w dupsko tej pani z Hebe, która tak zachwalała, że mięciuchne… Ja ci kurza noga pokaże mięciuchne.
    Tyle tytułem ostrzeżenia. Teraz zachwalamy.

    Produkt absolutnie wybitny. Zakupiony w jakiejś mocno przyzwoitej cenie w mintishopie. Aplikacja taka se. Trzeba – w dowolnie wybrany sposób - sprawić by skóra głowy była wilgotna. Następnie wetrzeć w uzyskaną wilgotność preparat wyciągnięty z uroczej tubki, pomasować, zostawić i spłukać. Do momentu spłukania idzie w miarę. Potem są schody, bo wypłukanie – szczególnie z plączących się włosów - peelingujących drobinek jest z lekka pracochłonne i od diabła irytujące. Osoby o ograniczonej cierpliwości niech sobie darują i zajmą się jakimś innym sympatycznym zajęciem – powiedzmy zrzucaniem staruszek ze schodów. Cierpliwi, którzy wydobędą drobinki zostaną nagrodzeni – efekt jest naprawdę wow. Włosy po wysuszeniu są przepiękne – odbite od skóry, żadnego przylizu, układają się fenomenalnie. Rewelacja.

    I jeszcze na koniec takie oto słodziaki. TonyMoly i Missha. Trafią do malkontenckiej kochanej kumpeli, jako prezent na czternaste urodziny. No :)
    Tyle nowego w styczniu. No śmiesznie mało, ale oszczędzamy kochani, oszczędzamy.
    Do miłego. Niech Wam bogini sprzyja i jedzcie kiełki, bo są zdrowe. Byle nie spleśniałe. Bo są niezdrowe. I można tego…